środa, 27 stycznia 2021

RECENZJA: Warkoczyk - Justyna Wydra


Tesa to młoda, dobrze ułożona i delikatna dziewczyna, córka majętnego owczarza z dolin. Podczas podróży narzeczeńskim orszakiem zostaje porwana przez herszta rozbójników z gór, którzy zasadzili się na okazałe stado owiec oraz pozostały dobytek jej eskorty. Zgwałcona i upokorzona, jako jedyna ocalała z bezwzględnej masakry, zostaje zabrana siłą na daleki wschód. Odtąd nieustannie będzie towarzyszyć człowiekowi, który zniszczył jej życie i któremu życzy jak najgorzej. Pozbawiona otoczenia osób sobie bliskich, poznaje zasady trudnego bytu pośród nieznanego jej terytorium oraz ludu, z którym zdaje się nie mieć nic wspólnego. Tak zaczyna się Warkoczyk, nowa powieść Justyny Wydry, będąca jednocześnie początkiem nowego, wielce interesującego cyklu autorki.  

Odbiorcy śledzący moje wpisy od dłuższego czasu, wiedzą zapewne, że nad literaturę zagraniczną o wiele bardziej cenię sobie tę naszą, nadwiślańską. Być może odpowiada za to wpojona miłość do ojczystego języka, być może przyczyny należy szukać w bliskości tematów podejmowanych przez znakomitych autorów - trudno jednoznacznie orzec. Fakty są jednak takie, że rodzime powieści często zajmują czołowe miejsca w moich prywatnych, blogowych podsumowaniach (patrz: coroczna Wielka Trójka). Kto wie, może podobnie będzie z książką Wydry, która sprawiła, że na całe dwa dni odłożyłem wszystkie inne sprawy i z wielkim zainteresowaniem udałem się w podróż wraz z Tesą i jej znienawidzonym oprawcą, Artem Fesersanem.

Warkoczyk to dziwna książka. Trudno ją jednoznacznie zaklasyfikować, bo o jej nadrzędnej wartości napiszę jeszcze poniżej. Z jednej strony jest to fantastyka - powieść rozgrywa się w nieistniejącym świecie (jednak pod względem etnograficznym bardzo przypominającym wczesnośredniowieczną Europę), choć z drugiej bardzo oszczędna w elementy typowe dla gatunku. Powinienem chyba napisać, że takich nie ma tu wcale, bo te drobiazgi, które pojawiają się raz czy dwa w jej treści, być może ostatecznie uda się jeszcze w kolejnych tomach wytłumaczyć w miarę racjonalnie. Nie umiem też zdecydować, czy jest to bardziej literatura typowo damska czy męska. Znajdziemy w niej elementy charakterystyczne dla powieści kobiecych, natomiast mocny, chwilami dość brutalny świat książki bez wątpienia przemówi do spragnionej bezkompromisowej akcji, brzydszej płci. Chyba muszę skłonić się ku tezie, według której autorka napisała książkę, która za sprawą jej talentu po równo rozkłada akcenty typowe dla obu grup odbiorców. 

I dobrze, że tak to wyszło, bo Warkoczyk to niezwykle udana powieść. Napisana ładnym, zrozumiałym językiem, niesamowicie wciągająca, ale przede wszystkim niosąca ze sobą parę nader ciekawych postaci. Z jednej strony obserwujemy Tesę - jest ona naszym przewodnikiem po brutalnym świecie wojowników z gór, żyjących w spartańskich warunkach pod bacznym spojrzeniem księcia Jasana. Dziewczyna na skutek doznawanej niedoli stopniowo wyzbywa się delikatności, tocząc ze sobą wewnętrzną walkę o przetrwanie wśród tej na wpół dzikiej społeczności. Z drugiej strony autorka przedstawia nam Arta, Syna Rybaka, mocno nieokrzesanego, często brutalnego wojownika, który w Tesie widzi coś, czego z początku sam nie umie nazwać. Wydra buduje te postaci doskonale, przez cały czas rozsądnie budując ich wewnętrzne (lub toczone nierzadko bezpośrednio) walki, nie zapominając też ani na chwilę o ich rozwoju. Jakby tego było mało, ta kompleksowo zaplanowana przemiana bohaterów współgra z wyważonym ukazywaniem świata przedstawionego. Nie jest to uniwersum przesadnie skomplikowane, a jego wszelkie zasady podane są bardzo przystępnie, wywołując zwiększone zainteresowanie poszczególnymi elementami, oraz tym, w jaki sposób potoczą się tu losy Tesy i Arta. 

Powieść Warkoczyk zrobiła na mnie naprawdę spore wrażenie. Do tego potraktowała mnie dość bezdusznie, tak szybko dobiegając końca. Autorka mogła pociągnąć akcję jeszcze trochę, bo takie urywanie treści w połowie zawsze źle działa na mocno zaangażowanego czytelnika. A tak na serio, zwyczajnie jestem strasznie ciekaw dalszego ciągu opowieści, bo nieczęsto mam okazję czytać tak dobrze skonstruowane opowieści. Szczególnie pod względem zaangażowania w losy postaci, ale też języka, którym posługuje się pisarka. Jeśli chcecie przeczytać dobrą, osadzoną w brutalnym świecie książkę - nowe dzieło Wydry będzie czymś w sam raz na tą okazję. Znajdziecie w nim wymyślony, ale bardzo namacalny świat oraz dwójkę bohaterów, którzy zaczarują Was swymi wyborami oraz przeżyciami. Warkoczyk to świetna opowieść o trudach przemiany i tym, co ona ze sobą niesie. Jak zachowujemy się aby przeżyć, co robimy aby ocalić choć cząstkę swej godności i należnego spokoju. Choć została osadzona w obcym świecie, świetnie koresponduje z naszymi własnymi odczuciami. Jest pełna ciekawych zdarzeń i nieoczekiwanych przeciwności losu, z którymi muszą nieustannie walczyć bohaterowie. Wciągająca, skłaniająca do dyskusji o godności oraz potrzebach człowieka. To chyba wystarczy, żeby zatopić się w niej na dzień lub dwa.


Tytuł: Warkoczyk
Autor: Justyna Wydra
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 288
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,90 zł


Za udostępnienie powieści do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


niedziela, 24 stycznia 2021

RECENZJA: Star Wars: A Test of Courage (The High Republic) - Justina Ireland


Po absolutnie rewelacyjnym otwarciu cyklu The High Republic, jakim była dla mnie lektura książki Charlesa Soule'a - Star Wars: Light of the Jedi, przyszedł czas na poznanie kolejnej publikacji z tej serii. Druga powieść jaka ukazała się pod wspomnianym szyldem, nosi tytuł Star Wars: A Test of Courage, a napisała ją Justina Ireland, autorka znana z tytułów Dread Nation oraz Star Wars: Spark of the Resistance. Jest to typowa książka dziecięco-młodzieżowa, przedstawiająca wydarzenia rozgrywające się pod koniec tomu inaugurującego inicjatywę. Śledzimy w niej losy piątki młodych bohaterów, podróżujących na otwarcie stacji Starlight Beacon. Podczas sabotażu, w wyniku którego ich krążownik ulega eksplozji, dwójka Jedi, syn ambasadora z planety Dalnan oraz córka wpływowej senator wraz ze swym droidem, jako jedyni ratują się, docierając uszkodzonym wahadłowcem na niezamieszkany księżyc. W nieprzyjaznym, tropikalnym otoczeniu zmuszeni zostają do walki o przeżycie, a poznając własne słabości mierzą się też z tym, co drzemie ukryte w nich samych.    

Star Wars: A Test of Courage to książka, którą każdy fan Gwiezdnych wojen przeczyta w jeden, góra dwa wieczory. Nie posiada ona tak epickiego rozmachu jak wspomniane dzieło Soule'a, lecz doskonale sprawdza się jako historia, za sprawą której młodzi czytelnicy poznają galaktyczne uniwersum. Temu celowi bez wątpienia służą zaprezentowane postacie - piętnastoletnia Jedi Vernestra Rwoh, padawan Imri Cantaros, oraz o kilka lat młodsi Avon Starros i Honesty Weft. Grupa dość przypadkowych młodzików, postawiona w bardzo trudnej sytuacji, w której muszą liczyć na własną siłę charakteru, ale również na siebie nawzajem. I jest to największy plus powieści Ireland. Autorka rozpisała bohaterów tak, aby każdy dzieciak mógł utożsamić się z którymś z nich. Mirialanka Vern jest osobą zdecydowaną, nie podejmującą pochopnych decyzji. Avon to istny wulkan energii - dziewczynka nade wszystko pasjonuje się nauką, każde zagadnienie musi mieć dla niej wyraźną odpowiedź. Imri jest zagubiony i niepewny, a Honesty stara się odnaleźć w świecie, który pod wieloma względami nie odpowiada jego oczekiwaniom. Poprzez tą oczywistą różnorodność, mocne i słabe strony, powieść pomaga młodym odbiorcom zrozumieć samych siebie, ale również uczy tolerancji wobec innych. To samo dotyczy kwestii śmierci ich bliskich. Warto sprawdzić jak rzeczowo tytuł prezentuje tę problematykę. Nie bez znaczenia pozostają też inne dramatyczne sytuacje, w które autorka wikła grupkę nastolatków uwięzioną na tajemniczym księżycu Wevo. 


Oprócz wielkiej przygody i paru ciekawych postaci, książka Ireland dostarcza również przemyślaną ekspozycję świata przedstawionego. Nie prezentuje tych informacji w nadmiarze - autorka wie jak tworzyć powieść, nie przytłaczając nieletniego odbiorcy niepotrzebnymi, nudnymi faktami. Kwestii istotnych do zrozumienia wszechświata (lub postaci) jest tu więc dokładnie tyle, na ile wymaga tego struktura historii. Rozdziały pisane są naprzemiennie z punktu widzenia każdego z bohaterów. Tempo jest niespieszne, mimo to każdy element wybrzmiewa w powieści tak jak należy. Oczywiście, Gwiezdne wojny bez udziału choć jednego charakterystycznego droida nie są tym co lubimy najbardziej, toteż w powieści Ireland dostajemy intrygującą wersję robota J-6. To jednostka pełniąca funkcję niani, objęta dodatkowym oprogramowaniem ochrony młodej Avon. Sprytna dziewczyna dodała jej jeszcze jedną (niekoniecznie dozwoloną) modyfikację, za sprawą której J-6 zachowuje się inaczej niż większość dobrze ułożonych droidów. Ta dwójka to bez wątpienia moi książkowi ulubieńcy. W roli antagonistów w Star Wars: A Test of Courage wystąpili podstępni sabotażyści z Nihil. Nie są to postacie pisane z jakąś szczególną charyzmą - Klinith Da oraz jej towarzysz Gwishi mają na celu porządnie narozrabiać, skutecznie utrudniając losy piątki bohaterów. Nie wyróżniają się jakimiś specjalnymi cechami charakteru, ale w tej krótkiej opowieści i tak spełniają swą rolę. 

Na chwilę obecną, według mojego uznania cykl Star Wars - The High Republic zaczyna się co najmniej obiecująco. Powieść Charlesa Soule'a to naprawdę rewelacyjne Gwiezdne wojny, natomiast książka Ireland spełnia swą rolę jako historia dla młodszych, prezentująca nowe postacie, a także uzupełniająca dany okres w galaktyce. Nie sposób się przy niej nudzić - warsztat autorki pozwala na jednoczesne budowanie napięcia, jak i angażowanie czytelnika w losy poszczególnych postaci. A te warto zapamiętać na dłużej, bo jeszcze tego lata Vernestra oraz Avon powrócą w powieści Star Wars: Out of the Shadows. Fajnie, że na inicjatywę składają się tytuły dla odbiorców w każdym wieku. Dobrze też, że uniwersum nie ogranicza się do wyłącznie jednego medium (w cyklu ukazują się książki, komiksy oraz opowiadania). Częstotliwość publikacji poszczególnych tytułów pozwala na spokojne zapoznanie się z większością z nich, sprytnie zwiększając zainteresowanie oraz ewentualną ekscytację. Nie wiem czy wszyscy fani Gwiezdnych wojen czekali na coś takiego, ja w każdym razie jestem bardzo zadowolony. Na tyle, aby w miarę możliwości przedstawić na Skrzydłach Gryfa większość książkowych tytułów, jakie wejdą w skład The High Republic. Mam nadzieję, że będą tego warte.



Tytuł: Star Wars: A Test of Courage (The High Republic)
Autor: Justina Ireland
Ilustracje: Petur Antonsson
Wydawnictwo: Disney Lucasfilm Press
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 256
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 14,99 $

czwartek, 21 stycznia 2021

RECENZJA: Star Wars: Light of the Jedi (The High Republic) - Charles Soule


Dawno, dawno temu w odległej galaktyce... A nawet o dwieście lat wcześniej, w czasie Złotej Ery Republiki (The High Republic) z inicjatywy Kanclerz Liny Soh powstaje stacja Starlight Beacon. Ta kosmiczna baza, usytuowana na granicy poznanych szlaków ma nieść nadzieję w odległe rejony wszechświata, będąc wyznacznikiem sprawiedliwości i prosperity, ale także pomocy dla planet oddalonych od jądra galaktyki. Tak zaczyna się wielka literacka przygoda, która za sprawą książki Star Wars: Light of the Jedi wyznacza nowy etap dla wszystkich sympatyków Gwiezdnych wojen. W ten sposób nadarza się też okazja do załagodzenia niezadowolenia fanów z dość powtórkowego charakteru filmowej trylogii sequeli. Projekt jest co najmniej ambitny. Do jego realizacji wyznaczono kilka starannie dobranych nazwisk (J. Ireland, C. Gray, Ch. Soule, C. Scott), które w świecie fanów gwiezdno-wojennej literatury znane są nie od dziś. Ich prace (powieści, komiksy oraz opowiadania) zostały podzielone na trzy etapy (Light of the Jedi, Quest of the Jedi, Trials of the Jedi), które przez kilka najbliższych lat przybliżą nam historie, jakich w uniwersum stworzonym przez George'a Lucasa jeszcze nie czytaliśmy. 

Jak można się domyślić, po Star Wars: Light of the Jedi sięgałem z wielkim zainteresowaniem. Miałem jednak z tyłu głowy pewną dozę nieufności wobec jej pierwszych, mocno rozentuzjazmowanych recenzji. Chyba wszyscy wiemy, jak to jest z tymi tworzonymi na gorąco opiniami, szerzonymi w internecie przez łykających wszystko fanów. Zacząłem więc czytać dzieło Charlesa Soule'a i... już po chwili nie mogłem się od niego oderwać! Jak dowiadujemy się z pierwszych stron książki, jeszcze przed oficjalnym uruchomieniem stacji Starlight Beacon dochodzi do Wielkiej Katastrofy, której skutki odbijają się szerokim echem w odległym systemie Hetzal. Sytuacja wydaje się beznadziejna, fragmenty tajemniczych obiektów z wielką siłą uderzają w powierzchnię planety, zagrażając życiu mieszkańców oraz jej samej. Na rozpaczliwe wezwanie władz w ostatniej chwili odpowiadają Jedi - tajemniczy strażnicy pokoju w galaktyce, władający niezwykłą siłą zwaną Mocą. Wraz z nimi na Hetzal Prime przybywają też siły Republiki. W czasie wielkiej próby nikomu z pokojowo nastawionych mieszkańców galaktyki nie przyjdzie nawet do głowy, że już wkrótce zmierzą się z zaciekłym wrogiem, noszącym nazwę Nihil...   
 

To niestety wszystko co można w miarę bezpiecznie zdradzić z fabuły powieści. Nie zamierzam psuć nikomu zabawy, skupmy się zatem na wszystkich elementach, które czynią ją tak wspaniałą. Soule to autor, który świetnie radzi sobie z wielowątkowymi opowieściami, a na dodatek jak mało kto zna i rozumie świat Gwiezdnych wojen. Po mistrzowsku rozgrywa najważniejsze kwestie ekspozycyjne. Systematycznie ujawnia szczegóły świata przedstawionego (techniczne, przyrodnicze, ekonomiczne jak i dotyczące życia poszczególnych ras oraz postaci), wtrącając je tam, gdzie w danej chwili najbardziej pasują. Nie przytłacza tym czytelnika. Właściwie można śmiało stwierdzić, że Star Wars: Light of the Jedi to książka, po którą śmiało mogą sięgać odbiorcy nieznający uniwersum Gwiezdnych wojen. Autor zachowuje też dobre tempo opowieści. Nie przyspiesza wydarzeń, starając się zainteresować czytelnika każdym, często dość drobnym detalem. Rewelacyjnie buduje historię przy użyciu elementów fabuły o znacznie mniejszej skali. Potrafi zaciekawić losem nawet niezbyt istotnych postaci, prezentując je tak, że stają się w pełni angażujące dla czytelnika. Na niewielkiej ilości stron prezentuje wyczerpująco ich losy, mimo, że nie są one aż tak znaczące dla szerszej perspektywy wydarzeń. Tradycyjnie, jak przystało na Gwiezdne wojny, w finale pojawia się wielka kosmiczna bitwa. W tym przypadku mamy aż dwa miejsca starć, możecie być jednak pewni, że w żadnym z nich wielkich emocji nie zabraknie.

Powieść Soule'a to swoisty koncert epickiej fabuły, w której idealnie wybrzmiewają wszystkie jej fragmenty. Każdy rozdział oferuje nam coś nowego. Nieustannie przemieszczamy się z miejsca na miejsce, obserwujemy konkretne sytuacje oczami innych bohaterów, co znacznie rozszerza perspektywę odbioru i daje poczucie ogromu uniwersum. W Star Wars: Light of the Jedi jak nigdzie indziej czuć klimat Gwiezdnych wojen. Jest tu przygoda, szczypta charakterystycznego humoru, pełne ekscytacji i dynamiki momenty. Są też nowości, których nie znamy z filmów czy książek. Dotyczą one samych Jedi jak i opisywanego okresu w Republice. Dodaje to oczekiwanego powiewu świeżości, tak pożądanego w tym znanym na wylot uniwersum. Autor bardzo kreatywnie opisuje Moc oraz to, jak ona działa i jak posługuje się nią każdy Jedi. Zdumiało mnie jak Soule rozwiązał problem różnorodnego sposobu odczuwania Mocy oraz metod, którymi posługują się tytułowi protagoniści. Jest tu kilka świetnych pomysłów, szczegóły będziecie już musieli odkryć sami. Wśród wielu użytkowników Mocy każdy bez problemu znajdzie swego ulubieńca. Autor zadbał, aby Jedi w jego książce byli tak różnorodni jak tylko się da. Choć utożsamić da się tu z prawie każdym z nich, moimi absolutnymi faworytami zostali Loden Greatstorm, Burryaga oraz Porter Engle.


Kolejną kwestią, która w powieści zyskuje niesamowite znaczenie, jest wspomniana grupa antagonistów, zwana Nihil. To niezwykłe, ale dla mnie na pewnym etapie wyrastają oni na liderów książki. Wierzcie lub nie - losy Nihil śledzi się w pewnym momencie z większym zainteresowaniem niż Jedi. Kim oni w ogóle są? To coś na kształt świetnie zorganizowanej, wielotysięcznej bandy, przypominającej kosmicznych, cyberpunkowych piratów. Być może pomyślicie, że takie indywidua nie mają wielkiej szansy na zagrożenie Republice, ale o ich sile stanowi technologia, struktury organizacyjne oraz reprezentowane wartości. Nihil to naprawdę groźny przeciwnik, nie tylko dla Republiki, ale również dla samych Jedi. Soule z początku pokazuje ich okrucieństwo za pomocą sposobu, w jaki rozprawiają się nie ze swymi ofiarami, ale jak sami wymierzają sobie kary za możliwe niedociągnięcia. Świetny zabieg, potęgujący u czytelnika tzw. pierwsze wrażenie. Oczywiście, żadna grupa bandziorów nie znaczyłaby wiele bez swego herszta. Soule nie zapomniał także o tym, przedstawiając nam Marchiona Ro, Oko wśród Nawałnic, przywódcę niemniej groźnego od swych żądnych krwi i łupów podwładnych. To postać prawdziwie zdeterminowana, gotowa do strasznych i sprytnie rozegranych starć. 

Star Wars: Light of the Jedi to książka przeznaczona dla dojrzałego odbiorcy, mająca wiele cech charakterystycznych dla kategorii "young adult" (typowych młodzieżówek). Wyraża się to w sposobie prowadzenia postaci, dynamiki wydarzeń oraz braku typowego wodolejstwa, tak charakterystycznego dla niektórych nudnych powieści dla dorosłych. Aż podziw bierze, jak wiele dobra potrafił zgromadzić Soule na niespełna czterystu stronach. Inny autorzy potrzebują często aż dwukrotnej objętości, aby opowiedzieć historię o podobnym kształcie czy rozmachu. Cieszę się ogromnie z tych trzech dni, które spędziłem z książką. Czytając ją, czułem się jak małe dziecko, które po raz pierwszy odkrywa niezwykłą, niezapomnianą przygodę. W świetle tych słów, pierwsza odsłona cyklu The High Republic to bez wątpienia jedna z najlepszych powieści ze świata Gwiezdnych wojen, jakie miałem okazję przeczytać. Dla wielu fanów wielką atrakcją będzie nie tylko sama fabuła, przypominająca pod wieloma względami thriller przygodowy, ale też możliwość zajrzenia w dość odległą historię uniwersum. Wiele pytań, które zawsze chcieliście zadać, ale jakoś nie było okazji, tutaj wreszcie znajdą swe odpowiedzi. Wszystko to zasługa wielkiej pasji autora, którą z powodzeniem przelał na strony swego dzieła. Star Wars: Light of the Jedi jest powieścią, która na powrót czyni Gwiezdne wojny wielkimi, oferując ekscytującą rozrywkę na naprawdę wysokim poziomie. I choć książka stanowi zamkniętą całość, jest także pierwszą częścią większej całości, którą poznamy w nadchodzącym czasie. Cieszę się na to ogromnie, już zacierając rączki na dalsze przygody poznanych bohaterów. Mam dobre przeczucie, że ta seria mnie nie zawiedzie!



Tytuł: Star Wars: Light of the Jedi (The High Republic)
Autor: Charles Soule
Wydawnictwo: Del Rey
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 400
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 28,99 $

sobota, 16 stycznia 2021

Krótko o 3 sezonie Rozczarowanych (2021)


Wszystko wskazuje na to, że moja sympatia do Rozczarowanych umocniła się wraz z kolejnymi sezonami serialu. W poprzednich recenzjach (choćby tu) często wspominałem o wyboistej drodze, po jakiej porusza się ten tytuł oraz szansie, jaką dla wielu produkcji stają się ich przyszłe odsłony. Niniejszym z ulgą ogłaszam, że Beanie, Luci oraz Elfo wykorzystali wszelkie szanse, jakie dały im ostatnie dwa lata emisji. Dzieje Dreamlandu na pewno nadal można nazywać osobliwym tworem, mocno rozkraczonym pomiędzy komediowym ujęciem gatunku fantasy, a pełną spisków i mrocznych tajemnic historią. Tym niemniej, jest to twór dobrze przemyślany i niezwykle angażujący. Na chwilę obecną to obok pierwszej (i jak na razie jedynej) odsłony Ciemnego Kryształu: Czasu buntu moja ulubiona pozycja na Netflixie.

Drugi sezon pozostawił widzów w okraszonym soczystym suspensem oczekiwaniu na rozwiązanie trzech najbardziej zastanawiających kwestii. Pierwsza wiązała się z postacią Dagmar, druga dotyczyła odwiecznych poszukiwań elfów, natomiast trzecia przykuwała uwagę do Steamlandu. Czy sekrety z finału zostały ostatecznie rozwiązane? Oczywiście, że nie! Na to trzeba będzie poczekać do czwartej odsłony, choć naturalnie wspomniane pytania zostały umiejętnie rozwinięte, jeszcze bardziej rozbudzając moją ciekawość. Dzięki temu zabiegowi produkcja okazała się naprawdę wciągającą (i niegłupią) rozrywką. Niesprawiedliwie byłoby nie wspomnieć w tym miejscu także o ciągle powiększającym się uniwersum Rozczarowanych, rozwoju poszczególnych postaci czy fantastycznym humorze, który jest przecież głównym napędem tej produkcji (choć ten aspekt może akurat nie trafić do wszystkich). Wszystkie te elementy zostały ostatecznie dobrane w odpowiednich proporcjach.   

Matt Groening z dumą może dodać przygody zbuntowanej księżniczki Beanie do swych najbardziej udanych dzieł. Próbując odwołać się do znanych wzorców z anty-bajek oraz popkultury stworzył serial naprawdę udany, angażujący uwagę widza z każdym kolejnym odcinkiem. Jednocześnie taki, po obejrzeniu którego w głowie same tworzą się pytania o dalszy ciąg, natomiast oczekiwanie na jego kolejną odsłonę jest naprawdę trudne do opanowania. No cóż, rok 2021 dopiero się zaczął, ale już dziś wiem, że trzeci sezon Rozczarowanych na pewno będzie jedną z jego najjaśniejszych stron. I trudno się temu dziwić, skoro otrzymałem dzieło śmiałe, śmieszne i niezwykle pomysłowe. A na dodatek takie, które nie nudzi się nawet przy trzecim oglądaniu.



Tytuł: Rozczarowani (Disenchantment)
Scenariusz: Jameel Saleem, Abe Groening, Josh Weinstein, Liz Elverenli
Reżyseria: Brian Sheesley, Edmund Fong, Ira Sherak, Raymie Muzquiz
Aktorzy (dubbing): Abbi Jacobson, Eric Andre, Nat Faxon, John DiMaggio, Billy West, Sharon Horgan, Noel Fielding
Wytwórnia: Netflix
Data premiery: 15 stycznia 2021 (USA/Polska)
Sezon: 3
Ilość odcinków: 10
Czas trwania odcinka: około 30 min.

sobota, 2 stycznia 2021

Osobliwe plakaty promujące 3 sezon Rozczarowanych (Disenchantment)

Trzeci sezon serialu Rozczarowani już za niecałe dwa tygodnie zadebiutuje na Netflixie, tymczasem spójrzcie tylko na plakaty promujące to niesamowite wydarzenie. Wszystkie nawiązują do najróżniejszych osobliwości, jakie niegdyś można było oglądać w cyrkach. Nie wiem jak Wy, ale mi coś się wydaje, że nie jest to jedynie zagranie reklamowe i naszych bohaterów faktycznie czeka podobny los... 








Przy okazji przypominam, że recenzję pierwszego sezonu serialu znajdziecie w tym, a drugiego w trochę innym miejscu. ;-)

piątek, 1 stycznia 2021

WIELKA TRÓJKA 2020 - podsumowanie mojego roku w fantastyce


Od kilkunastu godzin rok 2020 jest już za nami. Czas zatem na coroczne podsumowanie ostatnich miesięcy w filmie, książce i komiksie. Witam Was w trzecim już tego typu zestawieniu, gdzie wyliczam swoje ulubione tytuły z powyższych kategorii. Ponieważ mijający czas był taki jaki był, a o tym co odeszło nie pisze (ani nie mówi) się źle, skupimy się wyłącznie na pozytywach. Bo takie jest też założenie poniższego plebiscytu. Nie koncentruje się on na minusach, gloryfikując jedynie najjaśniejsze aspekty ubiegłych miesięcy. Tyle w kwestii wprowadzenia, lecimy z tematem!  


FILMY


Pandemiczna przypadłość 2020 r. najbardziej odbiła się na świecie filmowym. Zamknięte kina, brak nowości i wstrzymanie prac na planach prawie wszystkich największych wytwórni poskutkowała posuchą, jaką mogą pamiętać jedynie osoby chadzające do kin w dawnych, PRL-owskich czasach. Ja sam w mijającym roku miałem okazję zobaczyć zaledwie dwanaście kinowo-streamingowych nowości i była to ilość, przy której nieomal nie było sensu uruchamiać owego podsumowania. Na szczęście kilka tytułów okazało się być na tyle dobrych, że mogłem wyłonić zwycięzców także i w tej kategorii. Największym zaskoczeniem jest bogata obecność animacji, z których aż dwie stają dziś na moim podium. Trolle 2 oraz Co w duszy gra pokazały, że dobry film dla młodszego widza bez problemu może okazać się też najlepszym filmem roku, szczególnie jeśli włoży się w jego produkcję tyle serca, co w tych dwóch przypadkach. Trolle 2 to doskonały przykład kontynuacji, która pod każdym względem przebija swoją poprzedniczkę, natomiast Co w duszy gra okazuje się być jeszcze jednym opus-magnum od Pixara. Doskonały humor, mądre przesłanie i wspaniała muzyka to elementy wyróżniające te filmy na tle innych. Muzyka odgrywała znaczną rolę również w przypadku Ptaków nocy i fantastycznej emancypacji pewnej Harley Quinn, na szczęście nie był to jedyny element, który wyróżniał go na tle pozostałych. Film o losach mojej ulubionej Świruni okazał się być odważniejszy i bardziej interesujący od innej produkcji z uniwersum, czyli Wonder Woman 1984. Tym samym pokazał, że DC potrafi wyjść poza komiksowe schematy, dając nam błyskotliwy obraz w stylu Tarantino, nie stroniący od szalonej dynamiki i odrobiny wariactwa.


KSIĄŻKI

Książki miały się w 2020 r. znacznie lepiej niż filmy. Jeśli czytacie Skrzydła Gryfa od dłuższego czasu, wiecie doskonale jak mocno cenię sobie książki polskich autorów. Jest to chyba miłość odwzajemniona, bo rodzimi twórcy ponownie nie zawiedli. Tak czy inaczej, znajdziemy tu aż dwie pozycje z naszego podwórka. Artur Urbanowicz kontynuuje swą dobrą passę i po rewelacyjnym Inkubie częstuje nas kolejną powieścią z gatunku grozy, tym razem łącząc w niej elementy thrillera i psychologii. Paradoks to książka osobliwa, oferująca znacznie więcej niż inne z tego gatunku, już choćby za sprawą odważnego i udanego wychodzenia poza schematy. Jeśli jeszcze nie znacie żadnej powieści autora, to może zróbcie sobie małą przerwę od tego zestawienia i zapoznajcie się z jedną z nich. Robert Ziębiński zaskoczył mnie w Dniu Wagarowicza, łącząc zalety klasycznego slashera z historią osadzoną w latach 50. ubiegłego wieku. Ponadto, zaoferował ciekawie rozpisaną, dynamiczną i dość lekką opowieść, w której nie zabrakło fajnie napisanych postaci, kilku świetnych zwrotów akcji oraz mocnych, brutalnych scen. Brandon Sanderson to twórca, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Do gwiazd, pierwsza powieść o losach młodej pilotki Spensy ukazała się w 2019 r. pod patronatem Skrzydeł Gryfa, nic więc dziwnego, że Wśród gwiazd znalazło się w tym zestawieniu. Ciekawsze jest jednak to, że autor na jej łamach stworzył historię znacznie poszerzającą uniwersum, wybijającą się przygodą, humorem oraz elektryzującym napięciem o wiele mocniej, niż w przypadku pierwszego tomu. Miejsce w tym zestawieniu jest zatem więcej niż oczywiste.


KOMIKSY


Z wyborem trzech równie dobrych komiksów miałem największy problem i chyba tylko ja wiem, ile nocy nie przespałem z tego powodu... Oczywiście żartuję, nie było aż tak źle, faktem jest jednak, że wiele z tytułów nad którymi rozpływałem się w 2020 r. na blogu, musiałem usunąć z podium tego zestawienia. Na szczęście pozostali na nim najlepsi, toteż jestem z własnego wyboru więcej niż zadowolony. OKP Dolores i Porcelana to komiksy, których pierwsze tomy (także wydane w tym roku) stanowiły zaledwie wprowadzenie do całych historii. Z niesamowitą siłą zaskoczyły właśnie w swych kontynuacjach, zachwycając postaciami, pomysłami i nieszablonowością fabuły. Jeśli nie dla takich opowieści stworzono obrazkowe medium, to ja chyba naprawdę stoję w opozycji do reszty odbiorców. Jeśli w kolejnych odsłonach dzieła te utrzymają podobny poziom, będziemy mieli do czynienia z tytułami kultowymi, wspominanymi przez kolejne dekady. Nie inaczej powinno być z Kryzysem bohaterów, komiksem nieco kontrowersyjnego Toma Kinga (którego co drugi komiks cieszy się umiarkowanym powodzeniem wśród odbiorców). Historia o Sankruarium, do którego trafiają wymagający pomocy psychologicznej superbohaterowie zaskoczyła swą dramaturgią, zagadką morderstwa oraz kreatywnym poruszaniem się po uniwersum DC przez autora. W tym (jakby nie patrzeć) evencie ujęła mnie jego przyswajalność, która wraz z elementami humoru i napięcia tworzy szczególnie uzależniającą mieszankę. Dla mnie jest to jedna z najbardziej intrygujących rzeczy od DC wydanych w ostatnim czasie.   


Jaki rok - takie wspomnienia, na szczęście w przypadku 2020 r. te ostatnie będą znacznie lepsze od tego, co pozostawiła po sobie rzeczywistość. Raz jeszcze fantastyka w filmie, książce i komiksie pokazała, że jest doskonałą odskocznią od szarości dnia, a także pociechą, której w tych dziwnych i trudnych czasach potrzebujemy najbardziej. Zachęcam Was do dzielenia się swoimi wspomnieniami dotyczącymi dzieł popkultury fantastycznej. Niech to miejsce będzie naszym wspólnym wspomnieniem czasu, który pomimo wszelkich przeciwności warto wspominać pozytywnie. :-)