czwartek, 21 stycznia 2021

RECENZJA: Star Wars: Light of the Jedi (The High Republic) - Charles Soule


Dawno, dawno temu w odległej galaktyce... A nawet o dwieście lat wcześniej, w czasie Złotej Ery Republiki (The High Republic) z inicjatywy Kanclerz Liny Soh powstaje stacja Starlight Beacon. Ta kosmiczna baza, usytuowana na granicy poznanych szlaków ma nieść nadzieję w odległe rejony wszechświata, będąc wyznacznikiem sprawiedliwości i prosperity, ale także pomocy dla planet oddalonych od jądra galaktyki. Tak zaczyna się wielka literacka przygoda, która za sprawą książki Star Wars: Light of the Jedi wyznacza nowy etap dla wszystkich sympatyków Gwiezdnych wojen. W ten sposób nadarza się też okazja do załagodzenia niezadowolenia fanów z dość powtórkowego charakteru filmowej trylogii sequeli. Projekt jest co najmniej ambitny. Do jego realizacji wyznaczono kilka starannie dobranych nazwisk (J. Ireland, C. Gray, Ch. Soule, C. Scott), które w świecie fanów gwiezdno-wojennej literatury znane są nie od dziś. Ich prace (powieści, komiksy oraz opowiadania) zostały podzielone na trzy etapy (Light of the Jedi, Quest of the Jedi, Trials of the Jedi), które przez kilka najbliższych lat przybliżą nam historie, jakich w uniwersum stworzonym przez George'a Lucasa jeszcze nie czytaliśmy. 

Jak można się domyślić, po Star Wars: Light of the Jedi sięgałem z wielkim zainteresowaniem. Miałem jednak z tyłu głowy pewną dozę nieufności wobec jej pierwszych, mocno rozentuzjazmowanych recenzji. Chyba wszyscy wiemy, jak to jest z tymi tworzonymi na gorąco opiniami, szerzonymi w internecie przez łykających wszystko fanów. Zacząłem więc czytać dzieło Charlesa Soule'a i... już po chwili nie mogłem się od niego oderwać! Jak dowiadujemy się z pierwszych stron książki, jeszcze przed oficjalnym uruchomieniem stacji Starlight Beacon dochodzi do Wielkiej Katastrofy, której skutki odbijają się szerokim echem w odległym systemie Hetzal. Sytuacja wydaje się beznadziejna, fragmenty tajemniczych obiektów z wielką siłą uderzają w powierzchnię planety, zagrażając życiu mieszkańców oraz jej samej. Na rozpaczliwe wezwanie władz w ostatniej chwili odpowiadają Jedi - tajemniczy strażnicy pokoju w galaktyce, władający niezwykłą siłą zwaną Mocą. Wraz z nimi na Hetzal Prime przybywają też siły Republiki. W czasie wielkiej próby nikomu z pokojowo nastawionych mieszkańców galaktyki nie przyjdzie nawet do głowy, że już wkrótce zmierzą się z zaciekłym wrogiem, noszącym nazwę Nihil...   
 

To niestety wszystko co można w miarę bezpiecznie zdradzić z fabuły powieści. Nie zamierzam psuć nikomu zabawy, skupmy się zatem na wszystkich elementach, które czynią ją tak wspaniałą. Soule to autor, który świetnie radzi sobie z wielowątkowymi opowieściami, a na dodatek jak mało kto zna i rozumie świat Gwiezdnych wojen. Po mistrzowsku rozgrywa najważniejsze kwestie ekspozycyjne. Systematycznie ujawnia szczegóły świata przedstawionego (techniczne, przyrodnicze, ekonomiczne jak i dotyczące życia poszczególnych ras oraz postaci), wtrącając je tam, gdzie w danej chwili najbardziej pasują. Nie przytłacza tym czytelnika. Właściwie można śmiało stwierdzić, że Star Wars: Light of the Jedi to książka, po którą śmiało mogą sięgać odbiorcy nieznający uniwersum Gwiezdnych wojen. Autor zachowuje też dobre tempo opowieści. Nie przyspiesza wydarzeń, starając się zainteresować czytelnika każdym, często dość drobnym detalem. Rewelacyjnie buduje historię przy użyciu elementów fabuły o znacznie mniejszej skali. Potrafi zaciekawić losem nawet niezbyt istotnych postaci, prezentując je tak, że stają się w pełni angażujące dla czytelnika. Na niewielkiej ilości stron prezentuje wyczerpująco ich losy, mimo, że nie są one aż tak znaczące dla szerszej perspektywy wydarzeń. Tradycyjnie, jak przystało na Gwiezdne wojny, w finale pojawia się wielka kosmiczna bitwa. W tym przypadku mamy aż dwa miejsca starć, możecie być jednak pewni, że w żadnym z nich wielkich emocji nie zabraknie.

Powieść Soule'a to swoisty koncert epickiej fabuły, w której idealnie wybrzmiewają wszystkie jej fragmenty. Każdy rozdział oferuje nam coś nowego. Nieustannie przemieszczamy się z miejsca na miejsce, obserwujemy konkretne sytuacje oczami innych bohaterów, co znacznie rozszerza perspektywę odbioru i daje poczucie ogromu uniwersum. W Star Wars: Light of the Jedi jak nigdzie indziej czuć klimat Gwiezdnych wojen. Jest tu przygoda, szczypta charakterystycznego humoru, pełne ekscytacji i dynamiki momenty. Są też nowości, których nie znamy z filmów czy książek. Dotyczą one samych Jedi jak i opisywanego okresu w Republice. Dodaje to oczekiwanego powiewu świeżości, tak pożądanego w tym znanym na wylot uniwersum. Autor bardzo kreatywnie opisuje Moc oraz to, jak ona działa i jak posługuje się nią każdy Jedi. Zdumiało mnie jak Soule rozwiązał problem różnorodnego sposobu odczuwania Mocy oraz metod, którymi posługują się tytułowi protagoniści. Jest tu kilka świetnych pomysłów, szczegóły będziecie już musieli odkryć sami. Wśród wielu użytkowników Mocy każdy bez problemu znajdzie swego ulubieńca. Autor zadbał, aby Jedi w jego książce byli tak różnorodni jak tylko się da. Choć utożsamić da się tu z prawie każdym z nich, moimi absolutnymi faworytami zostali Loden Greatstorm, Burryaga oraz Porter Engle.


Kolejną kwestią, która w powieści zyskuje niesamowite znaczenie, jest wspomniana grupa antagonistów, zwana Nihil. To niezwykłe, ale dla mnie na pewnym etapie wyrastają oni na liderów książki. Wierzcie lub nie - losy Nihil śledzi się w pewnym momencie z większym zainteresowaniem niż Jedi. Kim oni w ogóle są? To coś na kształt świetnie zorganizowanej, wielotysięcznej bandy, przypominającej kosmicznych, cyberpunkowych piratów. Być może pomyślicie, że takie indywidua nie mają wielkiej szansy na zagrożenie Republice, ale o ich sile stanowi technologia, struktury organizacyjne oraz reprezentowane wartości. Nihil to naprawdę groźny przeciwnik, nie tylko dla Republiki, ale również dla samych Jedi. Soule z początku pokazuje ich okrucieństwo za pomocą sposobu, w jaki rozprawiają się nie ze swymi ofiarami, ale jak sami wymierzają sobie kary za możliwe niedociągnięcia. Świetny zabieg, potęgujący u czytelnika tzw. pierwsze wrażenie. Oczywiście, żadna grupa bandziorów nie znaczyłaby wiele bez swego herszta. Soule nie zapomniał także o tym, przedstawiając nam Marchiona Ro, Oko wśród Nawałnic, przywódcę niemniej groźnego od swych żądnych krwi i łupów podwładnych. To postać prawdziwie zdeterminowana, gotowa do strasznych i sprytnie rozegranych starć. 

Star Wars: Light of the Jedi to książka przeznaczona dla dojrzałego odbiorcy, mająca wiele cech charakterystycznych dla kategorii "young adult" (typowych młodzieżówek). Wyraża się to w sposobie prowadzenia postaci, dynamiki wydarzeń oraz braku typowego wodolejstwa, tak charakterystycznego dla niektórych nudnych powieści dla dorosłych. Aż podziw bierze, jak wiele dobra potrafił zgromadzić Soule na niespełna czterystu stronach. Inny autorzy potrzebują często aż dwukrotnej objętości, aby opowiedzieć historię o podobnym kształcie czy rozmachu. Cieszę się ogromnie z tych trzech dni, które spędziłem z książką. Czytając ją, czułem się jak małe dziecko, które po raz pierwszy odkrywa niezwykłą, niezapomnianą przygodę. W świetle tych słów, pierwsza odsłona cyklu The High Republic to bez wątpienia jedna z najlepszych powieści ze świata Gwiezdnych wojen, jakie miałem okazję przeczytać. Dla wielu fanów wielką atrakcją będzie nie tylko sama fabuła, przypominająca pod wieloma względami thriller przygodowy, ale też możliwość zajrzenia w dość odległą historię uniwersum. Wiele pytań, które zawsze chcieliście zadać, ale jakoś nie było okazji, tutaj wreszcie znajdą swe odpowiedzi. Wszystko to zasługa wielkiej pasji autora, którą z powodzeniem przelał na strony swego dzieła. Star Wars: Light of the Jedi jest powieścią, która na powrót czyni Gwiezdne wojny wielkimi, oferując ekscytującą rozrywkę na naprawdę wysokim poziomie. I choć książka stanowi zamkniętą całość, jest także pierwszą częścią większej całości, którą poznamy w nadchodzącym czasie. Cieszę się na to ogromnie, już zacierając rączki na dalsze przygody poznanych bohaterów. Mam dobre przeczucie, że ta seria mnie nie zawiedzie!



Tytuł: Star Wars: Light of the Jedi (The High Republic)
Autor: Charles Soule
Wydawnictwo: Del Rey
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 400
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 28,99 $

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza