wtorek, 23 lutego 2021

Raya i ostatni smok od Funko

Premiera nowej animacji Disneya, Raya i ostatni smok zapowiedziana została w kinach w USA oraz na platformie Disney+ na 5 marca. W Polsce na film poczekamy aż do 9 kwietnia, jednak pod warunkiem, że galopująca pandemia nie zmieni zamierzeń dystrybutorów. Tak czy inaczej, niezastąpiona firma Funko już teraz zapowiedziała cały pakiet figurek przedstawiających bohaterów widowiska. Jak zwykle wśród dostępnych rarytasów znajdą się tzw. exclusive'y oraz limitowane edycje specjalne, przeznaczone dla wybranych, zagranicznych sklepów. Zebranie ich wszystkich będzie oczywiście sporym wyzwaniem dla najwierniejszych, gotowych podjąć wszelkie kroki fanów...

Popatrzcie zatem na poniższe wspaniałości z nowego hitu Disneya i zastanówcie się, które z figurek będą fajnie wyglądać na Waszych półkach. Mam wrażenie, że nie skończy się na pojedynczym wyborze! ;-)






piątek, 12 lutego 2021

Na Walentynki... Marini!

Enrico Marini (Skorpion, Drapieżcy, Cygan) jest jednym z najlepszych ilustratorów komiksowych w Europie. Co do tego nie ma dwóch zdań. Tak się ciekawie składa, że artysta ten na przestrzeni wielu lat zobrazował również sporo udanych par. Dzisiejsze święto miłości daje doskonałą okazję aby zerknąć na spowite walentynkową aurą prace grafika. Zapraszam do oglądania, tymczasem nie zapomnijcie o swoich Walentynkach, czekających na smsa, telefon czy mały bukiecik kwiatów. ;-) 






czwartek, 11 lutego 2021

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 43 (Superman tom 3, Lucky Luke tom 22, Invincible tom 10)

Drugie w tym roku spotkanie z Kioskiem z komiksami odbywa się w atmosferze ujawniania tajnych tożsamości, opuszczania znanego sobie otoczenia oraz borykania się z przerastającymi nas, czysto utopijnymi problemami. Po więcej szczegółów zapraszam poniżej, jak zwykle jest co poczytać i o czym podyskutować. 


Superman, tom 3 - Prawda ujawniona

Bez Supermana nie byłoby nurtu superhero, a cały współczesny świat popkultury wyglądałby zupełnie inaczej. To niepodważalny fakt. Kiedy w latach 30. ubiegłego wieku Joe Shuster i Jerry Siegel tworzyli tę niezwykłą postać, na pewno nie przeczuwali, jak wielkie znaczenie będzie miała dla całego rozrywkowego uniwersum. Szybszy niż wystrzelony pocisk, latający wyżej niż samolot, silniejszy od rozpędzonej lokomotywy - to cechy Supermana, które od wielu dekad rozpalały wyobraźnię odbiorców jego niesamowitych przygód. Jako Clark Kent - redaktor dziennika Daily Planet ukrywa swoją tożsamość przed resztą obywateli, aby w wymagających tego sytuacjach przywdziać strój niezwyciężonego obrońcy ludzkości. A teraz nadszedł czas, kiedy ten zasadniczy element ma zmienić się już na zawsze...

Brian Michael Bendis w trzecim tomie Supermana objawia komiksowemu światu prawdę o jego najważniejszym obrońcy. Tym samym zmienia odwieczne status quo legendy, które niczym bąbelki w wodzie sodowej, było przez wiele pokoleń jej nierozerwalną częścią składową. Czy był to krok potrzebny i rozważny? Każdy musi ocenić to samodzielnie, do mnie najbardziej przemawiają bezpośrednie słowa, jakie Superman kieruje w Prawdzie ujawnionej do tłumu zebranych dziennikarzy: "Czasami nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak wiele się zmieniło, dopóki się nie zatrzymamy i nie rozejrzymy". I chyba faktycznie tak jest. Należy rozumieć to dwójnasób. Po pierwsze zmienił się świat komiksu, środki wyrazu są dziś zupełnie inne niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Wszystko musi iść z duchem czasu. Po drugie, w życiu bohatera nastąpiły takie rewolucje, że dźwiganie ciężaru tej tajemnicy stało się dla niego zwyczajnie zbędne. Reszty dowiecie się już z komiksu. Bendis w charakterystyczny dla siebie sposób kreśli jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu Kal Ela. Jest więc uczuciowo i wzruszająco, czasem nieco humorystycznie, ale przede wszystkim prawdziwie. Zaprezentowane uzasadnienia wybrzmiewają z właściwą dla nich siłą, ale to i tak nie wszystkie atrakcje, jakie autorzy Supermana przygotowali dla czytelników. Trzeci tom otwiera przeurocza historyjka z Jonem i Damianem, a w dalszej części komiksu odnajdujemy kontynuację treści, które Bendis prezentuje nam od początku swej przygody z Człowiekiem ze Stali. I choć wypadają one dość nierówno w świetle wielkiego tytułowego objawienia, muszę zaakceptować ich nierozerwalność z toczącą się treścią. Od teraz życie Supermana i ludzi mu bliskich zmieni się nie do poznania. Ciekaw jestem tych wydarzeń, tym bardziej, że nasz bohater za sprawą swych przygód nadal potrafi przyciągać uwagę odbiorców.   

Tytuł: Superman, tom 3 - Prawda ujawniona
Scenariusz: Brian Michael Bendis, Matt Fraction, Greg Rucka
Rysunki: Ivan Reis, Kevin Maguire, David Lafuente, Joe Prado, Oclair Albert
Przekład: Jakub Syty
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 49,99 zł


Lucky Luke, tom 22 - Daltonowie i zamieć

Bang! Bang! Lucky Luke! Najszybszy kowboj Dzikiego Zachodu powraca (choć tak naprawdę jest z nami nieustannie od ponad siedmiu dekad), a wraz z nim swą obecnością zaszczycają czytelników niesforni bracia Dalton. Co tym razem spotka naszych ulubionych bohaterów? Ano, czeka ich daleka wyprawa na terytorium Kanady, bo właśnie tam po ucieczce z paki Daltonowie postanowili ukryć się przed wymiarem sprawiedliwości. Niepoprawni braciszkowie nie przewidzieli jednak dwóch spraw: na północy nie tak łatwo zdobyć bandycką sławę, a wymiar sprawiedliwości pod postacią Królewskiej Policji Konnej cieszy się w tym rejonie niezwykłą skutecznością. W ślad za uciekinierami rusza oczywiście Lucky Luke, niesiony na grzbiecie swego wiernego konia, dodatkowo wspierany towarzystwem najgorszego psa tropiącego, czyli Bzika. Tymczasem, czterej zbiedzy zakosztują nie tylko wątpliwych atrakcji pogodowych Kanady, ale również czaru ciężkiej profesji drwali. Jakby tego było mało, zadebiutują jeszcze w roli właścicieli saloonu (w dobie gorączki złota) oraz poczują gorące emocje zapaśniczych zakładów. 

Daltonowie i zamieć to dwunasty tomik serii, nad którym pracowali wspólnie rysownik Morris oraz scenarzysta Rene Goscinny. Obaj twórcy za sprawą tego właśnie cyklu już dekady temu przeszli do komiksowej legendy i w sumie nie ma się czemu dziwić. Humorystyczne ilustracje Morrisa oraz komediowe podejście do tematu Dzikiego Zachodu Goscinnego idealnie sprawdziło się w przyjętej konwencji, zyskując wieloletnią sympatię czytelników na całym świecie. Nie inaczej jest w powyższej , dwudziestej drugiej odsłonie tytułu, oryginalnie wydanego w 1962 roku. Wymyślając przygody Lucky Luke'a, Goscinny za każdym razem czerpał swe inspiracje z bogatej historii Ameryki, budując fabułę w oparciu o niezawodne wzorce klasycznej komedii. Efekt uzyskany w ten sposób pozwalał mu na zachowanie kreatywnego balansu pomiędzy żartem, a uwypukleniem ludzkich cnót i przywar. Szczególnie widać to w przypadku tego tomu, gdzie zadziorne charaktery Daltonów krzyżują się z mentalnością ludności oraz ogólnymi zasadami panującymi w Kanadzie. Obśmianie społecznych stereotypów raz jeszcze okazało się strzałem w dziesiątkę, zapewne więc z tego powodu tę odsłonę czyta się tak dobrze. W końcu to żelazny klasyk, nie ma się zatem czemu dziwić. Polecam ją jednakowo wesołkom i smutaskom.    

Tytuł: Lucky Luke, tom 22 - Daltonowie i zamieć
Scenariusz: Rene Goscinny
Rysunki: Morris
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Invincible - tom 10

Ech, czas leci jak szalony... Za kilka miesięcy minie dwa i pół roku, jak w naszym kraju poznaliśmy pierwsze przygody Invincible'a. Niezastąpiony Robert Kirkman przez większość czasu utrzymywał serię na dość wysokim poziomie, stale zaskakując nas niezwykle interesującą i przemyślaną fabułą. Drobnym wypadkiem przy pracy był jedynie tom szósty, na szczęście autor scenariusza zdołał od tamtego czasu przywrócić cykl na właściwe tory. Oczywistym tego przykładem jest choćby najnowszy, już dziesiąty tom. I tylko jeden element zgrzyta tu w odniesieniu do logicznego sensu pewnego dość istotnego wydarzenia, ale przyjrzyjmy się wszystkiemu po kolei. Co więc znajdziemy w tej części? Po pierwsze rozwiązanie zaskakującego finału poprzedniej odsłony oraz temat główny, czyli podstępny i bardzo nieetyczny (choć w ocenie swego pomysłodawcy przynoszący trwały ład na Ziemi), plan Rexa. Po drugie, wraz z Markiem i Eve wybierzemy się na dłużej w kosmos, lecz tej atrakcji nie odkryję tu przed Wami, będziecie musieli sięgnąć po komiks sami, aby przekonać się o wszystkim na własne oczy.

Rex za sprawą swej kontrowersyjnej strategii tworzy na Ziemi czystą utopię i ten aspekt scenariusza w żaden sposób nie zyskuje mojej akceptacji. Choć sam pomysł był dobry, nie został podbudowany należytymi uzasadnieniami. Jak drastyczna działalność jego robotów, pozbycie się mogących utrudniać zadanie superbohaterów oraz dokonanie tych kilku opisanych zmian na świecie miałoby przynieść naszej planecie spokój i dostatek? No nie wiem, żadna myśląca osoba raczej nie kupi tak zarysowanego planu. Dziwne to trochę, w końcu dotąd miałem Kirkmana za lepszego analityka ludzkich i społecznych zachowań... Na szczęście, jeśli tylko przymkniemy oko na tę niedorzeczność, dziesiąty tom Invincible'a da nam znów sporo konkretnej frajdy. Jak zawsze najlepiej wybrzmiewają tu relacje pomiędzy bohaterami, po raz kolejny skupiające się na rodzinnych problemach Marka i Eve. Właściwie wszystko toczy się wokół ich wspólnych perypetii, które tym razem wybrzmiewają nieco dramatyczniej niż w poprzednich odsłonach. Został tu nawet poruszony trudny temat gwałtu i choć w pierwszej chwili nie spodobał mi się taki pomysł w komiksie, przyznaję, że Kirkman wyszedł z owego wątku obronną (a nawet uzbrojoną w odrobinę dydaktyzmu) ręką. Nowy tom Invincible'a jest też chyba nieco brutalniejszy od kilku ostatnich odsłon, rozumiem jednak, że kiedy chce się przedstawiać zajmującą fabułę rozpisaną na ponad sto zeszytów, to trzeba umieć dawać czytelnikom coraz mocniejsze wrażenia. Na końcu wydania umieszczono standardowy szkicownik wraz ze wspomnieniami autorów. To bardzo ciekawa i inspirująca rzecz, a przecież rysunków Ottleya nigdy nie jest za wiele. I na sam koniec szkoda tylko, że zostały nam jeszcze zaledwie dwa spotkania z Niezwyciężonym. No cóż, w końcu nic nie trwa wiecznie, mam jednak nadzieję, że cykl zakończy się prawdziwą petardą, do której fabularną podbudowę będziemy śledzić już w kolejnej odsłonie. 

Tytuł: Invincible - tom 10
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley
Przekład: Agata Cieślak
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 304
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł


Wszystkie omówione powyżej komiksy i serie znajdziecie na stronie wydawnictwa Egmont.


poniedziałek, 8 lutego 2021

RECENZJA: Star Wars: Into the Dark (The High Republic) - Claudia Gray


Dopiero co przedstawiłem na Skrzydłach Gryfa recenzje książek Star Wars: Light of the Jedi oraz Star Wars: A Test of Courage, a już mam przyjemność podzielić się z Wami swoją opinią o trzeciej powieści z cyklu The High Republic, czyli Star Wars: Into the Dark. I już na wstępie przyznam, że publikacja autorstwa Claudii Gray jest (podobnie jak jej poprzedniczki) niezwykle udanym startem inicjatywy. Głównym bohaterem tej historii jest młody padawan Jedi - Reath Silas, który wraz z dawnym uczniem swej Mistrzyni - Dezem Rydanem udaje się niewielkim statkiem towarowym na granice galaktyki, gdzie znajduje się nowa kosmiczna stacja - Starlight Beacon. W podróży towarzyszy im dwójka starszych członków zakonu, oraz trzyosobowa załoga pilotująca statek. Ze względu na niebezpieczne zakłócenia w nadprzestrzeni, podróżnicy są zmuszeni przerwać lot, znajdując schronienie w pewnej opuszczonej bazie kosmicznej. Jeszcze przed lądowaniem okazuje się, że nie są jedynymi, którzy znaleźli się w podobnym położeniu, a sama placówka kryje w sobie tajemnice, które mają ścisły związek tak z Jedi, jak i resztą towarzyszącej im załogi.

Star Wars: Into the Dark rozgrywa się w podobnym czasie co dwie dotychczas wydane pozycje The High Republic. Jej akcja kończy się w identycznym miejscu, choć prezentuje zupełnie inne wydarzenia (dodatkowo toczące się w odmiennych lokalizacjach). Dzięki temu umożliwia poznanie znacznie szerszej perspektywy, niż miałoby to miejsce w przypadku przeczytania wyłącznie powieści Soule'a lub Ireland. Pewne wątki przeplatają się tu i ówdzie, poszerzając problematykę cyklu, która koncentruje się na wydarzeniach obecnych w gwiezdnym uniwersum na dwieście lat przed narodzinami Anakina Skywalkera. Jak przystało na prawdziwe Gwiezdne wojny, są one niezwykle fascynujące, bowiem w powieści Gray otrzymujemy nie tylko porządną porcję akcji, tajemnic czy niezapowiedzianych zwrotów akcji, ale też wspaniałą, nieco mroczną przygodę, osadzoną (w bardzo przemyślany sposób) w historii świata znanego z filmów.


Gray prezentuje opowieść o nieco mniejszej sile rażenia niż Charles Soule w Star Wars: Light of the Jedi, niemniej jednak jej fabuła może poszczycić się odpowiednią dawką epickości, zwrotów akcji oraz pomysłowym doborem postaci. Są to sprawdzone elementy, które zawsze pozytywnie wpływają na odbiór treści przez czytelnika. Choć na pierwszy plan w książce wysuwa się Reath, równie istotni dla historii pozostają towarzyszący mu uczestnicy wyprawy. Tak poznajemy członkinię zakonu Orlę Jareni oraz Mistrza Cohmaca Vitusa. Ona pełni wśród Jedi funkcję Poszukującej (tzw. Wayseeker), czyli osoby mogącej interpretować podszepty Mocy na swój własny sposób. Wraz z Vitusem łączy ją dawna znajomość oraz wspomnienie pewnej niechlubnej misji sprzed lat, której skutki oboje odczuwają do dziś. Niefortunny lot w nadprzestrzeni nie mógłby odbyć się bez pilota Statku (tak niezbyt oryginalnie ochrzczony został ich statek), luzackiego Leoxa Gyasi'ego, jego zastępczyni, młodej Affie Hollow oraz nawigatora Geoda, który jest po prostu poruszającą się, wielką bryłą skały. Za sprawą tak barwnie dobranych postaci, autorka prowadzi odbiorcę przez poszczególne etapy akcji książki, co chwilę zaskakując go czymś intrygującym.

Sekrety stacji Amaxine wiążą się bezpośrednio z losami opisanych postaci, dając czytelnikowi możliwość zgłębienia nie tylko sekretów rycerzy Jedi, ale też elementów polityki handlowej, obowiązującej w czasach rozkwitu Republiki (na pierwszy plan wysuwa się tu Gildia Byne, której młodą przedstawicielką jest adoptowana córka właścicielki korporacji - Affie). Jako powieść dla młodzieży, Star Wars: Into the Dark skupia się na opisaniu drogi, jaką mają do przebycia postacie - ze szczególnym uwzględnieniem Reatha, Affie oraz Jory. Każde z nich jest niepokojone jakimiś zagmatwanymi kwestiami z przeszłości, co w zestawieniu z przypisanymi cechami charakteru gwarantuje zainteresowanie ich losami przez cały czas trwania lektury. Niemniej ciekawie wypada sam pomysł z przeznaczeniem i wyglądem stacji. Sekrety oraz kształt nadany jej przez autorkę, pozwalają na niezwykle kreatywne budowanie opowieści, która zmienia się z każdą przewróconą stroną. Rewelacją są tu również antagoniści, bez których całe to zamieszanie nie miałoby większego sensu. Tym razem oprócz Nihilów (źli kosmiczni piraci, potrafiący przemieszczać się nieuchwytnie w nadprzestrzeni) obserwujemy zmagania Jedi z nieznaną, wręcz starożytną rasą roślinopodobnych stworów, które za sprawą mocy ukrytej w kosmicznej stacji są w stanie zagrozić sporej części galaktyki.  


Grey świetnie rozumie i czuje Gwiezdne wojny (w końcu to nie pierwsza książka z cyklu na koncie autorki), dając fanom wszystko, za co od lat kochają te opowieści. Star Wars: Into the Dark w zasadzie czyta się samo. Ilość wydarzeń i emocji jest naprawdę ogromna, niejednego dowiadujemy się też o samym uniwersum. Powieść ma w sobie wszystko, co powinno stanowić o doskonałej, przebojowej publikacji. Nie nudzi nawet przez chwilę, dostarcza wielu intensywnych wrażeń, a jej treść zostaje z odbiorcą na dłużej. Nic dziwnego, wszak pisarka zadbała, aby utożsamił się on z problemami i wyborami kilku postaci, chcąc dowiedzieć się o nich więcej w kolejnych przygodach. Z wcześniejszych informacji prasowych wiemy, że nastąpi to szybciej niż później, tymczasem należy cieszyć się, że wreszcie czytelnicy otrzymali coś, co jest naprawdę ogromnym powiewem świeżości w tym nieco skostniałym (szczególnie ostatnio) uniwersum. Pozostaje więc tylko trzymać kciuki za utrzymanie takiego stanu rzeczy w nadchodzących miesiącach, które przyniosą kolejne powieści oraz komiksy z cyklu The High Republic. Pierwsze koty za płoty, otwarcie inicjatywy jest więcej niż dobre, mam więc nadzieję, że nadchodzi świetny czas dla fanów książkowych zmagań Jedi, Republiki oraz ich przeciwników. Niech Moc będzie z nimi na stałe!


 
Tytuł: Star Wars: Into the Dark (The High Republic)
Autor: Claudia Gray
Wydawnictwo: Disney Lucasfilm Press
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 448
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 17,99 $

poniedziałek, 1 lutego 2021

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 42 (Ultimate Spider-Man tom 8, Garfield tom 8, Smerfy tom 3)

W pierwszym tegorocznym wydaniu KzK chciałem zachować pewną różnorodność wśród omawianych tytułów, aby każdy mógł znaleźć w nim coś dla siebie. Opisuję więc swoje wrażenia z lektury historii superhero, komiksu humorystycznego oraz pozycji dla najmłodszych. Oczywiście, ów podział to jedynie pusta kategoryzacja, czego dowodem są dwie ostatnie pozycje, nadające się dla czytelników w każdym wieku. Miłej lektury!


Ultimate Spider-Man - tom 8

Brian Michael Bendis jest dziś znany ze swego udziału w tworzeniu przygód Supermana czy Young Justice dla DC Comics, jednak jeszcze kilka lat temu ten utalentowany scenarzysta pisał na stałe u konkurencji, czyli wydawnictwa Marvel. Jednym z jego jaśniejszych dzieł z tamtych czasów (i sprzed prawie dwóch dekad) pozostaje Ultimate Spider-Man, komiks tworzony wspólnie z Markiem Bagleyem (oraz kilkoma innymi ilustratorami). O poprzednich częściach cyklu wspominałem na blogu już nie raz, więc na pewno dobrze wiecie, jak bardzo go sobie chwalę. Odświeżając postać Pająka, a co jeszcze ważniejsze, przedstawiając go na nowo czytelnikom nie zamierzającym brnąć w kilka dekad jego wcześniejszych przygód (co było ogólnym założeniem cyklu Ultimate) stworzył Bendis dzieło lekkie, niesamowicie angażujące i idące z duchem czasu. Dziś, kiedy w nasze zachłanne łapki trafia już ósmy tom superbohaterskich zmagań Petera Parkera, jednego można być pewnym - ta seria jest niewątpliwie godna wszelkich pochwał, jakie od dawna na nią spływają.

W nowej odsłonie prawie wszystkie elementy grają tak jak należy. Album podzielony został na kilka wyraźnych rozdziałów, które spaja osobisty wątek Petera. Dotyczy on rozkwitającego związku z Kitty Pryde, członkinią drużyny X-Men. Przez cały komiks śledzimy tę relację (od pierwszej randki aż po pewną rozmowę, która być może okaże się zwiastunem jej końca), coraz bardziej rozumiejąc, jak wielkim szczeniakiem jest nasz główny bohater. Trochę to przykre, jak Peter traktuje MJ. Wyraźnie widać, że dziewczyna cierpi i dalej mocno go kocha. Mam nadzieję, że dzieciak otrząśnie się i ostatecznie zdecyduje co jest dla nich najlepsze. Na tym romantycznym, pełnym zawiłości tle Spider-Man mierzy się z kilkoma groźnymi przeciwnikami, przeżywając po drodze kilka niezapomnianych przygód. Album dominują kwestie fabularne związane z Silver Sable (fajny, zabarwiony nutką komedii wątek, którego niektóre elementy najwyraźniej będą kontynuowane w przyszłości) oraz Deadpoolem. Spotkanie z Wadem Wilsonem niestety nie przypadło mi do gustu. Motyw najemnika z nawijką, jako złego do szpiku kości mutanta polującego na wyspie Krakoa na porwaną drużynę X-Men jest zwyczajną, bezsensowną nawalanką bez polotu. Na szczęście zajmuje niewiele miejsca w albumie, toteż da się go jakoś przeżyć. Ósmy tom kończą historie z Morbiusem (rewelacja!) oraz Daredevilem, oferując coś nowego i ciekawego w i tak już mocno kolorowym świecie Spider-Mana. Polecam więc Waszej uwadze ósmą odsłonę przygód Pająka. Bendis w większości nadal czuje tę serię, oferując nie tylko ciekawą akcję, ale też pomysły fabularne, dzięki którym ten tytuł nadal pozostaje świetną rozrywką. I nie zapominajcie, że z cyklu Ultimate w naszym kraju ukazuje się też seria o X-Menach!

Tytuł: Ultimate Spider-Man - tom 8
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Mark Bagley, Mark Brooks
Przekład: Marek Starosta
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 348
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł


Garfield - Tłusty koci trójpak, tom 8

Długie dziesięć miesięcy przetrzymał nas Egmont od ostatniego spotkania z Garfieldem... Podobno coś było na rzeczy ze zmianą licencjonodawcy (którego logo wraz ze zmienionym graficznie tytułem pojawia się teraz na okładce). Na szczęście nasz wredny, ukochany kocur wreszcie powrócił, oferując to, za co najbardziej go cenimy. Postać Garfielda (oraz jego pana, Jona) wymyślił w 1976 roku (miałem wtedy roczek!) amerykański rysownik Jim Davis. Z początku to Jon był głównym bohaterem komiksu, lecz z upływem czasu jego futrzasty towarzysz okazał się w nim najważniejszą personą (ten upragniony cel osiągnął dwa lata później). Od tamtej pory cykliczna historyjka obrazkowa z ich udziałem stała się najważniejszym dziełem w dorobku autora (Davis tworzył też m.in. serię Farma Orsona), rozpoznawalnym niemal na całym świecie. Pomogły w tym liczne animacje (również seriale) oraz filmy kinowe, jednak to klasyczne, trzyobrazkowe paski (oraz nieco dłuższe, niedzielne historyjki) są do dziś znakiem rozpoznawczym Garfielda. Ich sukcesu można upatrywać choćby w tym, że w odróżnieniu od swych ekranowych wersji pozostają rozrywką absolutnie dla każdego.

A przecież sam Garfield to idealny przykład antybohatera. Jest złośliwy, cyniczny, leniwy, zaborczy, często myśli wyłącznie żołądkiem - co zatem sprawia, że tak bardzo go uwielbiamy? To już pewnie zadanie dla popkulturowych socjologów, ja napiszę tylko, że wymienione cechy kocura Davis przedstawia w swych komiksach tak, że wywołują wyłącznie salwy niepochamowanego śmiechu. I to jest w Garfieldzie najwspanialsze! Muszę przyznać, że formuła zaproponowana przez autora sprawdza się idealnie za każdym razem i nawet ogromna ilość pasków jakie stworzył, nie powoduje uczucia przesytu. Nie ma w nich nawet niebezpiecznego wrażenia powtarzalności czy rutyny, która przy określonych przygodach, jakie spotykają Garfielda, pieska Odiego i Jona mogłaby się niepostrzeżenie objawić. Tak więc, nieważne czy nasi bohaterowie wybierają się na piknik, odwiedzają piękną panią weterynarz, udają się do knajpki prowadzonej przez Irmę czy wspólnie siedzą przed TV, zawsze możemy liczyć, że spotka ich coś prześmiesznego. A najnowszy, ósmy tom potrójnej porcji garfieldowych perypetii tylko potwierdza tę teorię. Zebrano w nim pokaźną ilość pasków, publikowanych oryginalnie w latach 1990/92. Widać z tego wyraźnie, że w ośmiu tomach wydanych przez Egmont prześledziliśmy już czternaście lat egzystencji tytułowego kocura. Cóż jeszcze można dodać...? Niewątpliwie warto je znać i posiadać w swojej kolekcji!


Tytuł: Garfield - Tłusty koci trójpak, tom 8
Scenariusz i rysunki: Jim Davis
Przekład: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 288
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 79,99 zł


Smerfy, tom 3 - Smerfetka

Nie pierwszy to raz, kiedy w KzK omawiam klasyczne Smerfy, lecz takiej okazji nie mogłem sobie po prostu odmówić. Pojawienie się w wiosce niebieskich maluchów przedstawicielki płci pięknej jest wydarzeniem na tyle pamiętnym, że warto poświęcić wznowionej Smerfetce kilka istotnych chwil. Tym bardziej, że należy ona do absolutnej legendy wśród komiksów tworzonych przez Peyo. Mówcie co chcecie, w oryginalnych dziełach Mistrza czuć tę ponadczasową magię, a często treść jest delikatnie przepleciona komentarzem czytelnym wyłącznie dla dorosłych. Tak było choćby w Smerfie naczelniku, podobnie sprawy mają się i w powyższym tomie. A co tu w ogóle się wyprawia? Otóż nieustępliwy Gargamel po raz kolejny wymyśla intrygę, mającą na celu zniszczenie Smerfów. Pragnąc osiągnąć swój cel, lepi z gliny smerfną dziewuszkę i za pomocą mrocznej magii nadaje jej życie. Swą służebnicę wysyła do lasu, w nadziei, że tam odnajdą ją znienawidzone skrzaty. A kiedy już tak się stanie, niebieskoskóra agentka zła zacznie siać zamęt wśród niczego nie podejrzewających maluchów.

Smerfetka to wspaniały, pełen humoru komiks, warto jednak zwrócić uwagę na wspomniane dyskretne oczko, które puszcza w nim do nas Peyo. Sytuacja w jaką zostają wkręcone Smerfy, jest niczym innym jak pełnym zmyślnej ironii komentarzem na temat kobiecej natury. Objawia się ona przez charakter tytułowej bohaterki, jej czynów, słów oraz reakcji, jakie wywołuje wśród swych męskich pobratymców. To czysta, przepiękna satyra na sytuacje damsko-męskie, a na dodatek obraz manipulacji, jakiej poddaje nas z premedytacją płeć piękna. Szczególnie trafnie wypada też lista ingrediencji, jaką Gargamel dodaje do mikstury mającej tchnąć w Smerfetkę życie. Toż to czyta kobiecość w 100%! Żarty żartami, wszystko w Smerfach odbywa się jednak w granicach dobrej i nieszkodliwej zabawy. Wszak jest to (w założeniu) komiks dla najmłodszych. To jednak nie koniec smerfnych historii, bo oprócz opowieści tytułowej otrzymujemy w tym tomie także Głód u Smerfów. Ten rozdział prezentuje już bardziej standardową treść, skierowaną raczej dla dzieci. Opowiada o tym, jak podopieczni Papy Smerfa udają się poza wioskę, poszukując utraconych zapasów na zimę. Wszystkie te wspaniałości uzupełniają oczywiście rewelacyjne, niezwykle przyjemne dla oka rysunki Peyo, które same w sobie stały się wyznacznikiem stylu i jakości serii. Nie ma co dłużej dywagować, Smerfetka jest komiksem, który trzeba posiadać w swej biblioteczce. Bez niego będzie smutno i mniej niebiesko, a przecież niebieski to jeden z najbardziej komiksowych kolorów!

Tytuł: Smerfy, tom 3 - Smerfetka
Scenariusz: Yvan Delporte, Peyo
Rysunki: Peyo
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 64
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Wszystkie opisane powyżej komiksy znajdziecie na stronie wydawnictwa Egmont.