sobota, 27 marca 2021

Personalne plakaty bohaterów filmu Suicide Squad (2021)

Coraz lepiej dzieje się w filmowym świecie uniwersum DC! Po wielce udanych produkcjach, takich jak Ptaki Nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn (2020) oraz Shazam! (2019) tego lata na ekrany kin trafi wreszcie porządna wersja Suicide Squadu w reżyserii Jamesa Gunna (znanego m.in. ze Strażników Galaktyki vol. 2). Już sam zwiastun filmu zapowiada prawdziwie bezpretensjonalną jazdę bez trzymanki z całą gamą niebezpiecznych i niezrównoważonych, ale co ważniejsze - dających się lubić postaci. 

W ramach promocji filmu pojawiły się spersonalizowane plakaty wszystkich członków filmowej drużyny. Popatrzcie więc uważnie na aktorskie interpretacje Bloodsporta, Harley Quinn, Kapitana Boomeranga, Ricka Flaga, Savanta, Peacemakera, King Sharka oraz stojącej za ich ciężką dolą Amandą Waller i szykujcie się na prawdziwą jazdę bez trzymanki! Lato 2021 roku z pewnością zapisze się w naszej pamięci jako prawdziwie wybuchowy czas! :-)



czwartek, 18 marca 2021

RECENZJA: Pytanie i odpowiedź - Patrick Ness


Na ostrzu noża to niewątpliwie jedna z najlepszych książek, jakie czytałem w ubiegłym roku. Zawzięcie walczyła o zwycięstwo w moim prywatnym podsumowaniu znanym jako Wielka Trójka 2020, okazało się jednak, że o przysłowiową "długość nosa" wyprzedził ją inny, niemniej udany tytuł. Tym bardziej z wielkim zainteresowaniem wypatrywałem drugiego tomu Ruchomego chaosu, czyli trylogii Patricka Nessa o świecie, w którym wśród mężczyzn dominuje zjawisko zwane Szumem, pozwalające słyszeć i widzieć nawet najskrytsze myśli. I tak, po roku od wznowienia pierwszego rozdziału tej świetnej serii w klimacie science-fiction, do moich rąk trafiło Pytanie i odpowiedź. Czy jest to książka, która oferuje odpowiedzi na wszystkie kwestie, jakie pozostały do wyjaśnienia po niesamowitym zwrocie akcji w finale tomu pierwszego? Kolejne pytanie stanowi rozważanie o słuszność tej lektury jako bycia godną kontynuacją pierwszej odsłony serii. Przekonajmy się o tym wszystkim już teraz.  

Na samym początku warto w ogóle zwrócić uwagę, że Pytanie i odpowiedź to książka pod wieloma względami odmienna od swej poprzedniczki. Z jednej strony oferuje nam oczywisty ciąg dalszy zmagań Todda i Violi, których ucieczkę przed wojskiem burmistrza Prentissa obserwowaliśmy w tomie pierwszym. Szczęśliwie dla rozwoju akcji oraz postaci, Ness skupia się w niej na zupełnie innych kwestiach niż poprzednim razem. To nadal ta sama fantastyczna opowieść o planecie zwanej Nowym Światem, gdzie zjawisko Szumu, które opanowało umysły mężczyzn doprowadziło do wielu dramatycznych i nieprzyjemnych wydarzeń. Zmianie ulega natomiast podejście do tematu, wynikające z już częściowo udzielonych wyjaśnień na temat natury zjawiska oraz wydarzeń z niego wynikających. O ile w Na ostrzu noża byliśmy obserwatorami zmagań dwójki bohaterów w walce z nieznanym, tak tutaj doświadczamy pełni otwartej wojny, w jaką zostają oni wplątani niejako bez swej woli. Odmianie ulega też sama narracja powieści, nie będąc już jedynie przemyśleniami Todda, ale również wspomnieniami Violi. Ich słowa przeplatają się w tym tomie nawzajem, uzupełniając i wzbogacając historię, ale co jeszcze ciekawsze - służąc także pokazaniu racji poszczególnych stron dominującego w treści książki konfliktu.

Wspomniany konflikt Ness uczynił centralną kwestią powieści, pokazując jak działają mechanizmy nim sterujące i na czym konkretnie on polega. Podał to wszystko za pomocą intrygującej fabuły, w której czytelnik wie dokładnie tyle, ile dwójka głównych postaci. Ta sama zasada obowiązywała także w pierwszej części Ruchomego chaosu i można się spodziewać, że identycznie będzie w przypadku kolejnej. Znów działa tu metoda dwóch kroków w przód i jednego w tył, choć jest może nieco mniej wyrazista niż w pierwszej części. Wszystko to służy temu, aby nieustannie trzymać czytelnika na krawędzi fotela. Rewelacyjnie wypada główny antagonista serii, czyli burmistrz Prentiss. Z łatwością i wyprzedzeniem pociąga za wszystkie sznurki, umie zapanować nad sobą, ale też tymi, którymi steruje lub wciąga w swoją paskudną intrygę. To taki typowy diabeł w przebraniu, choć początkowo podczas lektury nie raz łapałem się na myśli, że może faktycznie dąży on do czegoś (pokrętnie) dobrego. Na jego godną przeciwniczkę wyrasta stopniowo nowa postać - mistrzyni Coyle, jedna z najważniejszych uzdrowicielek w dawnej Przystani (od finału Na ostrzu noża przejętej przez burmistrza jako Nowe Prentisstown). Z czasem staje się ona kolejnym "złym" powieści, służąc autorowi za zmyślny trybik w ukazaniu odrębnych ścieżek rozdzielonych ze sobą Todda i Violi.

Pytanie i odpowiedź to książka, która potrafi wciągnąć czytelnika na długie godziny. Ness stworzył w niej wspaniałą opowieść o kolonizacji nieznanego świata, wykorzystując do tego dość znane motywy, które mogą kojarzyć się z wydarzeniami znanymi z historii, albo nawet z teraźniejszego, domowego podwórka. Co rusz zaskakuje odbiorcę czymś nowym, co wprowadza zaplanowane zamieszanie do rozpędzonej fabuły. Pokazuje jednocześnie, że walka o wolność i sprawiedliwość w odległej części kosmosu może toczyć się według dobrze znanych z historii zasad. Najważniejsze jednak pozostają tu pozytywne cechy pary naszych głównych bohaterów, którzy choć przez większość czasu są oddaleni od siebie, nie chcą ugiąć się pod drastycznymi naciskami otoczenia. Ness pokazuje tym sposobem, że właściwy upór oraz dobre serca zawsze zwyciężą, nawet jeśli droga do wiktorii będzie prawdziwie syzyfową pracą. Końcowy zwrot akcji stawia także pytanie o słuszność decyzji, które podjął Todd wobec jednego ze Szpakli, czyli rdzennych mieszkańców planety. Czy okazane przez niego dobre serce przechyli szanse na korzyść bohatera? O tym przekonamy się dopiero w trzecim tomie... 

W chwili kiedy piszę te słowa, na ekrany kin w USA weszła zapowiadana ekranizacja pierwszej powieści z cyklu. Niestety, większość krytyków postawiła na Ruchomym chaosie krzyżyk, co jest dla mnie sporym zaskoczeniem, bo po obejrzeniu zwiastuna do filmu miałem raczej dobre przeczucia. Na szczęście widzowie ocenili produkcję z Tomem Hollandem i Daisy Ridley znacznie lepiej, czekam więc z niecierpliwością na chwilę, gdy będę mógł sam ją obejrzeć. Do tej chwili pozostaje mi towarzystwo wspaniałych książek Nessa. A są one nie byle czym, bo wśród literatury fantastycznej nieczęsto można trafić na lekturę tak angażującą, zmuszającą do myślenia i satysfakcjonującą jak powyższy tytuł. Wybór krytyków potwierdza dobitnie, że oryginalne dzieło zawsze będzie lepsze niż jego adaptacja, tym bardziej warto zapoznać się z serią Nessa. I choć na ostateczne odpowiedzi i wyjaśnienia przyjdzie poczekać do finału trzeciego tomu, jestem niezmiernie zafascynowany lekturą.   


  
Tytuł: Pytanie i odpowiedź
Autor: Patrick Ness
Przekład: Agnieszka Hałas
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 528
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 45 zł
 

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


środa, 10 marca 2021

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 44 (Isola tom 1, OKP Dolores tom 3, DCEased. Niezniszczalni, Kaczogród - Na dalekiej północy i inne historie z lat 1949-1950)

Kaczki, królowe zmienione w tygrysy, magiczne kryształy i superherosi przeobrażeni w zombie - to wszystko jakimś cudem udało się upchnąć w nowym wydaniu naszego działu. Sporo, prawda? Jest zatem co czytać, nie przedłużam więc i gorąco zapraszam do wspólnej dyskusji o komiksach. Kiosk z komiksami jest otwarty dla wszystkich! :-)


Isola - tom 1

Isola
to historia, która zrodziła się w umysłach jej twórców jeszcze za ich szczenięcych lat, a ostateczny kształt wyklarował się w czasie, gdy zaangażowani byli wspólnie w projekty dla różnych wydawnictw. Brenden Fletcher i Karl Kerschl spełnili tym samym dawne pragnienie opowiedzenia baśni rozgrywającej się w świecie, za którego zasady i postacie odpowiadałaby wyłącznie ich wyobraźnia. Tak powstała historia władczyni zamienionej w tygrysicę oraz jej dzielnej wojowniczki, która chroni królową podczas niebezpiecznej podróży do mitycznego świata Isoli. Zarówno scenariusz jak i warstwa graficzna komiksu nawiązują do kultury i wierzeń Dalekiego Wschodu, przywołując odpowiednie skojarzenia za sprawą budowy poszczególnych elementów uniwersum. Być może dzięki temu Isola (która tak naprawdę opowiada dość prostą historię), jawi się czytelnikowi jako coś naprawdę unikalnego. Poprzez skrupulatne opracowanie wszystkich części składowych, takich jak historia świata przedstawionego, jego magia, fauna oraz obowiązujące w nim zasady, Fletcher i Kerschl stworzyli komiks, w którym czytelnika przyciąga też to, co nie jest bezpośrednio związane z jego głównym wątkiem. Równie ciekawe jest, że te poszczególne cząstki autorzy ujawniają przed odbiorcą stopniowo i dość niespiesznie. Z pełna premedytacją wrzucają go w sam środek konfliktu, z każdą stroną powoli wyjaśniając mu wszystko, co tylko chciałby (i w danym momencie powinien) wiedzieć. Dzięki temu zyskuje on czas, aby docenić każdy detal opowieści.

Graficznie Isola stoi na bardzo wysokim poziomie. Kerschl rysuje plansze cienkimi liniami, skrupulatnie dbając o szczegóły i dynamikę wydarzeń. Niestety, efekt jego ciężkiej pracy często psują wszędobylskie cienie, które w połączeniu z ciemnymi barwami komiksu sprawiają, że zdecydowana większość kadrów jest trudniejsza w odczytaniu. Jeśli czyta się komiks przy mocnym świetle, nie stanowi to aż tak wielkiego problemu, inaczej sprawa ma się podczas lektury Isoli przy słabszym oświetleniu. Oczywiście, powyższe spostrzeżenie wynika wyłącznie z mojego punktu widzenia, może zwyczajnie lubię komiksy tworzone w jaśniejszych barwach (choć z drugiej strony nawet zastosowanie ciemniejszych kolorów nie powinno odbywać się kosztem utraty przejrzystości...). To chyba jedyne zastrzeżenie jakie mam do pierwszego tomu. Dzieło Fletchera i Kerschela z powodzeniem przemówi do odbiorców ceniących sobie dobrze zaplanowane historie, utrzymane w nieco tajemniczej i poetyckiej aurze. Takie, w których mamy czas nacieszyć się światem, w jakim rozgrywają się przygody bohaterów, stopniowo wsiąkając w atmosferę i strukturę zaprezentowanej treści. To także komiks, którego kolejne czytanie odsłoni jeszcze więcej miłości autorów do swej opowieści, którą starają się zarazić czytelnika. Oceńcie sami, czy im się udało. ;-)   

Tytuł: Isola - tom 1
Scenariusz: Brenden Fletcher, Karl Kerschl
Rysunki: Karl Kerschl
Przekład: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 168
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 47 zł


OKP Dolores, tom 3 - Czerwony kryształ

Mony i Kash Oprawca powracają w trzeciej odsłonie swych przygód, zatytułowanej Czerwony kryształ. Dwie poprzednie części OKP Dolores przypadły mi do gustu tak bardzo, że bez wahania umieściłem je w swoim zestawieniu Wielka Trójka 2020. Jak widać w pełni zasłużenie, ponieważ seria Didiera i Lyse Tarquin nadal wzbudza we mnie wyłącznie pozytywne wrażenia. No, może nie od samego początku, bo tu rozczarowałem się troszkę, sądząc że Kash został uśmiercony w finale Sierot z Fortu Messaoud. Już na wstępie okazało się, że jest inaczej, na szczęście ten zabieg fabularny w żaden sposób nie obniżył komiksowi poprzeczki. Nie byłoby chyba takiej możliwości, ponieważ państwo Tarquin doskonale zaplanowali swoją historię, urzekając mnie zarówno jej ciągiem dalszym, jak i kapitalnym rozwiązaniem. Nie zdradzę dokładnie jakie przygody czekają na naszą parę bohaterów w finale kosmicznej wędrówki, możecie natomiast być pewni, że w nowym tomie będzie działo się dużo, szybko, krwawo i konkretnie. Do tego stopnia, że para autorów potrzebowała kilkunastu plansz więcej (i chwała im za to), aby doprowadzić do końca swą fantastyczną opowieść.

OKP Dolores to cykl, który nie odkrywa niczego nowego, przy jednoczesnym dostarczaniu materiału na zmyślną, prawdziwie niepowtarzalną historię (taki twórczy paradoks). Jest tu pełno odniesień do popkultury i fantastyki - palców u rąk i nóg nie starczyłoby na wyliczanie wszelkich nawiązań, smaczków czy inspiracji, z których Tarquinowie tkają sieć spowijającą sedno komiksu. Jednocześnie tak dobrze rozgrywają swoją fabułę, że cała ta otoczka jest jedynie miłym dodatkiem do zagadki pochodzenia Mony i jej pełnej niebezpieczeństw podróży. Najważniejsze jednak jest to, że w Czerwonym krysztale dostajemy odpowiedzi na wszystkie pytania, które dręczyły nas od Ścieżki nowych pionierów. A jeszcze lepsze jest to, że nie są to rozwiązania banalne. Z przyjemnością dałem się im zaskoczyć i choć wiem, że za taki stan rzeczy odpowiada też nieco odwracająca uwagę czytelnika, przebogata struktura uniwersum, to i tak jestem pełen szczerego podziwu dla autorów. Standardowo wraz z bohaterami odwiedzamy kolejne miejsca i poznajemy nowe, dość ważne postacie. Wszystkie części składowe opowieści prowadzą nas do jej imponującego zakończenia, dzięki czemu OKP Dolores czyta się jednym tchem. Jest to świetnie napisana i niegłupia historia przygodowa w stylu najlepszej klasyki gatunku. Jeśli wspomnimy też o wspaniałych ilustracjach Didiera (niezwykle barwne i diablo szczegółowe, czasem zajmujące nawet dwie strony komiksu), sprawa stanie się w pełni oczywista. Sądzę że tytuł ten może służyć za żelazny przykład idealnego, nowoczesnego komiksu frankofońskiego, tak odmiennego od tego, co często tworzy się w USA. Szkoda więc żegnać się z Moną i Kashem, na szczęście Tarquinowie zostawili sobie w finale tego tomu małą furtkę, która być może kiedyś zaprowadzi nas znów do ich uniwersum. Byłoby świetnie, tym bardziej, że ma ono jeszcze sporo do zaoferowania.   

Ps. Szukałem kilkakrotnie, jednak tym razem nie znalazłem w Czerwonym krysztale żadnych ukrytych zadań dla spostrzegawczych. Spróbujcie sami poszukać zagadek ilustratora i jeśli je wyłapiecie, napiszcie mi o nich komentarzach. ;-) 

Tytuł: OKP Dolores, tom 3 - Czerwony kryształ
Scenariusz: Didier Tarquin, Lyse Tarquin
Rysunki: Didier Tarquin
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 64
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 39,99 zł


DCEased. Niezniszczalni

DCEased. Nieumarli w świecie DC to jeden z tych komiksów, który łączy w sobie lekkość opowiadanej historii z prawdziwą pasją jej twórców. Tom Taylor, wraz z kilkoma utalentowanymi rysownikami zabrał nas w nim do świata DC opanowanego przez wygłodniałe, krwiożercze zombie. Plaga żywej śmierci dotknęła nie tylko zwykłych ludzi - jej ofiarami stała się również większość superbohaterów i łotrów, co stanowiło doskonały punkt wyjściowy dla całego przedsięwzięcia. A jak w ogóle do tego doszło? Otóż Darkseid, który został powstrzymany przez Ligę Sprawiedliwości przy okazji napaści na Ziemię, za pomocą uprowadzonego Cyborga źle dobrał składniki mające na celu zapanowanie nad równaniem Antyżycia. Skażona energia dotarła wraz z Victorem na naszą planetę, aby poprzez urządzenia elektryczne oraz krew dostać się do ludzkich organizmów. I nagle było po sprawie. Prawie cała rozumna część globu zmieniła się w wygłodniałe, brutalne monstra. DCEased. Nieumarli w świecie DC to doskonała, bardzo przystępna (choć dość obrzydliwa wizualnie) lektura, stanowiąca niejako zamkniętą fabularnie całość. Tym większa jest moja radość, że Taylor nie poprzestał na jednym tomie i wraz z Karlem Mostertem szybciutko wysmażył jej kolejną część. W ten sposób do rąk czytelników spragnionych widoku flaków, krwi i dynamicznej akcji spod znaku żywych trupów, trafia DCEased. Niezniszczalni - kontynuacja przerażająco dobrego cyklu od DC.

Pamiętając co zdarzyło się w finale tomu pierwszego, cofamy się w czasie do samego początku epidemii, aby ujrzeć całe zamieszanie oczami Deathstroke'a i innych, sprzymierzonych z nim łotrów. W ten sposób wraz ze Sladem Wilsonem i jego córką przenosimy się na pewną opuszczoną wyspę, gdzie Vandal Savage zgromadził niedobitki ocalałych złoli. Są wśród nich Lady Shiva, Cheetah, Bane, Deadshot i paru innych odrażających okrutników. W tym samym czasie, uciekający z Gotham Jason Todd wraz z komisarzem Gordonem i Batgirl (Cassandrą Cain) odnajdują schronienie w obleganym przez zombie sierocińcu. Na skutek pewnych dramatycznych wydarzeń (w które mocno zamieszana okazuje się przemieniona Wonder Woman) obie grupy wkrótce spotykają się w Bludhaven. Stamtąd wspólnie ruszają do jedynego znanego im miejsca, gdzie nie dotarła jeszcze plaga zarażonych. Taylor ma dobrą rękę do pisania szybkich, łatwo przyswajalnych fabuł. Akcja w DCEased. Niezniszczalnych pędzi na złamanie karku, jednak odbiorca nawet na chwilę nie gubi się w gąszczu zdarzeń. I choć wszystko jest podane w odpowiedni dla tego typu historii sposób (czyli dość krwawo), ani na chwilę nie tracimy z oczu dobrej zabawy, jaką ten komiks oferuje. Bo w sumie najbardziej o samą zabawę formą tu chodzi - wśród setek tytułów z nurtu superhero niewiele pojawia się takich, które zdolne byłyby przełamać pewne schematy, oferując czytelnikom porcję dobrej, niewymagającej znajomości całego uniwersum rozrywki. Pomysłom Taylora wiernie towarzyszy kreska Mosterta i choć nie jest to jeden z moich ulubionych artystów, jakimś cudem jego nieco przesadzony styl pasuje do całości. DCEased. Niezniszczalni ma jeszcze jedną, wartą odnotowania zaletę. Z powodzeniem można czytać go, nie znając nawet tomu pierwszego. Wszystko jest w nim jasno przedstawione (no, może poza samą genezą epidemii - ale tą przedstawiłem powyżej), co sprawia, że od pierwszych kadrów zabawa wskakuje na najwyższy poziom. Czy potrzeba jeszcze jakiejś rekomendacji? Moim zdaniem nie, zachęcam więc do zapoznania się z tym tytułem. 

Tytuł: DCEased. Niezniszczalni
Scenariusz: Tom Taylor
Rysunki: Karl Mostert
Przekład: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 144
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 59,99 zł


Kaczogród (Carl Barks) - Na dalekiej północy i inne historie z lat 1949-1950

Na dalekiej północy i inne historie z lat 1949-1950
to już jedenasty album z serii Kaczogród Carla Barksa, który otrzymują do swych rąk polscy czytelnicy. Mistrz Barks był prawdziwym gigantem światowego komiksu. Szczycił się nie tylko dobrym zdrowiem, które pozwoliło mu dożyć sędziwego wieku 99 lat, ale podczas swej zawodowej kariery na przestrzeni prawie trzech dekad stworzył wprost niewiarygodną ilość historyjek obrazkowych z Kaczkami w rolach głównych. Najnowszy tom obejmuje historie narysowane pod koniec lat 40. ubiegłego wieku i jak wszystko, czego dotknął się autor, są po prostu doskonałe. W przeciwieństwie do znakomitej większości graficznych publikacji z tamtego okresu, idealnie oparły się upływowi czasu, po dziś dzień zachowując charakterystyczną dla Disney'a lekkość i ponadczasowość. Barks tworzył komiksy przeznaczone dla odbiorcy w każdym wieku. Brak w nich przemocy czy wszelkich udziwnień fabularnych, natomiast na całość autorskiego konceptu składają się elementy takie jak humor, pochwała uczciwości oraz wielka przygoda. Przyznacie, że to doskonała mieszanka, zapewniająca wieloletni sukces. Jednak co tak łatwo jest napisać, często trudno osiągnąć w praktyce. Na szczęście Mistrz Barks powyższe przepisy opanował do perfekcji. I znów mamy okazję się nimi cieszyć. 

W skład Na dalekiej północy i inne historie z lat 1949-1950 wchodzi aż jedenaście historii obrazkowych, z tytułową opowieścią na czele. Czy jest ona najlepsza w tym zbiorze? Moim zdaniem nie, okazuje się być po prostu jedną z bardziej znanych, a dodatkowo kojarzy się z nią pewna anegdota związana z tłumaczeniem. Po szczegóły odsyłam do zawartej w tomie przedmowy. Oprócz Donalda, jego siostrzeńców i wujka Sknerusa w tej części większą rolę odgrywa także kuzyn Goguś. Wysoki poziom szczęścia, jakim los obdarza tego kaczora, jest doskonałą siłą napędową wielu niezapomnianych, prawdziwie komicznych sytuacji. Moim ulubionym komiksem ze zbioru jest Wudu dla ludu, czyli opowieść, która mocno powiązana jest z inną historyjką, zawartą w Życiu i czasach Sknerusa McKwacza. Warto tu odnotować, że wszystkie wątki dziejów życia Sknerusa zostały w nim dopowiedziane przez słynnego Dona Rosę (w tym przypadku chodzi o kwestię plantacji kauczuku w Afryce, którą Sknerus podstępnie przywłaszczył od pewnego groźnego, parającego się magią wudu plemienia). Wspomniana opowiastka jest tego najlepszym przykładem, warto zatem poznać dwie strony medalu. Od dłuższych, rozbudowanych fabularnie fragmentów, aż po kilka jednostronicowych anegdotek - Na dalekiej północy i inne historie z lat 1949-1950 dostarcza przedniej zabawy dla każdego. Wierzcie mi na słowo, jeśli nawet nie jesteście wielkimi fanami komiksów z Kaczogrodu, i tak spędzicie miłą godzinkę przy lekturze powyższego tomu. To niewątpliwie czar kaczek, ale przede wszystkim wielkie mistrzostwo autora, któremu w zakresie zachodniego komiksu humorystyczno-przygodowego zawdzięczamy naprawdę bardzo wiele.   

Tytuł: Kaczogród (Carl Barks) - Na dalekiej północy i inne historie z lat 1949-1950
Scenariusz i rysunki: Carl Barks
Przekład: Marcin Mortka, Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 224
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 69,99 zł


Tom pierwszy Isoli znajdziecie na stronie wydawnictwa Non Stop Comics.



Komiksów z serii OKP Dolores, Kaczogród oraz DCEased szukajcie na stronie Egmontu.


poniedziałek, 8 marca 2021

Siła zaufania i jedności, czyli Raya i ostatni smok (2021)


Kumandra - fantastyczna, będąca niegdyś oazą spokoju i dobrobytu kraina, leżąca gdzieś na obrzeżach znanego nam Dalekiego Wschodu. Na skutek pojawienia się złowrogich stworów zwanych Druunami od pięciu stuleci trwa podzielona pomiędzy pięć niezależnych prowincji. I choć każda z nich w nazwie ma inną część ciała smoka, te mityczne i prawdziwie wielbione istoty pozostają zaklętym w kamień, bardzo odległym wspomnieniem. Smoki poświęciły wiele, aby ludność Kumandry mogła przetrwać, lecz ludzie często są tylko ludźmi i ostatecznie zwrócili się z pożądaniem ku magii klejnotu, który pozostał jedyną pamiątką po walce tych istot ze złem. W ten sposób do pięciu krain powrócił złowrogi cień, zamieniający wszystkie żywe istoty w kamień... Tu rozpoczyna się droga Ray'i, córki strażnika smoczego klejnotu. Wraz ze swym nieodłącznym wierzchowcem Tuk Tukiem, dziewczyna wyrusza na poszukiwania Sisu - ostatniego ze smoków, który może pomóc jej zaprowadzić ład w podzielonej Kumandrze.

Disney ma dobrą rękę do tworzenia pełnych przygód, rodzinnych animacji - ta sytuacja nie zmienia się od lat 30. ubiegłego wieku. Kiedyś co roku, teraz za sprawą rozwoju technologii oraz współpracy ze studiem Pixar, znacznie częściej - wytwórnia legendarnego wujaszka Walta rozpieszcza nas historiami o zwycięstwie dobra nad złem, sile prawdziwej przyjaźni i walce o ideały. Nie inaczej sprawy mają się w najnowszym dziele studia, zatytułowanym Raya i ostatni smok, którego premiera odbyła się jednocześnie na platformie Disney+ oraz (ze względu na wciąż szalejącą pandemię) wybranych kinach świata. Twórcy tej animacji przedstawiają nam kolejną barwną księżniczkę Disney'a, jednak wzorem trendu na tworzenie silnych postaci kobiecych jest to dziewczyna "nie dająca sobie w kaszę dmuchać". Raya podróżuje z ważną misją i nic nie jest w stanie jej przeszkodzić. Tylko czy aby na pewno? Na jej drodze niespodziewanie staje dawna towarzyszka z dzieciństwa, obecnie oślepiona chęcią zapewnienia  bezpieczeństwa poddanym swej matki. 


W tej historii twórcy odchodzą od klasycznego podziału na bohaterów dobrych i złych, pokazując widzowi, że czasem zło wynika z niezrozumienia obustronnych racji oraz klasycznego konfliktu interesów, który łatwo można rozwiązać za pomocą odrobiny zaufania. Tylko jak zaufać sobie nawzajem, skoro od wielu lat trwa rozłam pomiędzy ludnością fantastycznej krainy? To podstawowa mądrość, jaka wypływa z Ray'i i ostatniego smoka. Wzajemna gonitwa za nieosiągalnym celem nie może się udać, jeśli realizować będziemy go w pojedynkę. Aby uzmysłowić odbiorcy tę prostą prawdę, twórcy uciekają się do ukazania niesamowitej przygody, w której akcja pędzi na łeb, na szyję, bawiąc i zachwycając go kunsztem realizacyjnym produkcji. W trakcie swej wędrówki Raya lepiej pozna sytuację wszystkich prowincji Kumandry, napotykając postacie, które podobnie jak ona, za sprawą magii Druunów utraciły coś najcenniejszego. Ta dziwna kompania pozostanie z nią do samego końca, walcząc o wspólny, najważniejszy cel.

W centrum wydarzeń na stałe wpisują się relacje Raya - Sisu oraz Raya - Namaari. Smok jest niewątpliwie najjaśniejszym punktem filmu, który został dograny w każdym, nawet najdrobniejszym detalu. Charakter, sposób animacji, dubbing i ogólny wydźwięk tej postaci są prawdziwym magnesem na widza, który przykuwa go do ekranu przez większą część seansu. Konflikt pomiędzy tytułową bohaterką, a wojowniczą córką przywódczyni Kłów równomiernie przybiera na sile, osiągając spodziewany punt krytyczny, pozwalający na świetny zwrot akcji w finale. Pozostali członkowie ekipy Ray'i - Tuk Tuk, Tong, Boun czy Noi dzielnie dotrzymują jej kroku, bawiąc i ekscytując odbiorcę podczas obserwowania ich kolejnych zmagań. Wszystkie te atrakcje rozgrywają się szczęśliwie bez udziału wszędobylskich piosenek, wynagradzając nam tę "stratę" dynamicznymi scenami walk oraz szalonymi pościgami. Przez chwilę produkcja zaczyna niebezpiecznie przypominać grę komputerową, ponieważ odnajdywanie kolejnych fragmentów klejnotu wyzwala w Sisu nowe moce. Na szczęście dzieje się to tylko przez pewną część filmu i jest słusznie podyktowane budową świata przedstawionego. Takie potknięcie można więc jakoś wybaczyć.


Raya i ostatni smok to absolutny majstersztyk wizualny. Gdyby nie "laleczkowe" twarze postaci, spoglądając na wygląd otoczenia, przyrody (wody!), ubioru czy przedmiotów, którymi posługują się bohaterowie, można by odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z prawie idealnym odtworzeniem rzeczywistości. Tak samo sprawa ma się w przypadku scen akcji. Najnowsza animacja Disneya zapiera dech w piersiach wszystkimi składowymi projektu, swobodnie dając ponieść się wyobraźni twórców. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, w końcu to film przeznaczony dla młodszej części widowni, natomiast samo uniwersum oferuje o wiele więcej niż dane jest to nam zobaczyć na ekranie. Warto założyć, że być może powstanie jeszcze kontynuacja przygód Ray'i i Sisu - jeśli nie w postaci filmu, to może jakiegoś serialu. Szkoda byłoby nie wykorzystać takiego potencjału Kumandry.

Nowy film Disneya to wspaniała przejażdżka po nieznanej, ekscytującej krainie, z postaciami, które na dłużej pozostają w naszym sercu. Raya i ostatni smok oferuje wzruszającą historię, uczącą rzeczy oczywistych i ważnych, choć zazwyczaj tak trudnych do spostrzeżenia. Za sprawą dopieszczonej animacji wgniata widza w fotel, a swym wszechobecnym bogactwem zachęca do ponownego seansu. Czy można napisać coś więcej? Przygody Ray'i i Sisu to wspaniała opowieść dla każdej rodziny, historia przeznaczona dla widza w dowolnym wieku. Swobodne wykorzystanie motywów Dalekiego Wschodu wspaniale zgrało się z kształtem zaprezentowanej treści, która doprawiona odpowiednią ilością humoru i wzruszenia z miejsca staje się czymś niezapomnianym. To niewątpliwie jedna z najlepszych animacji Disney'a, stojąca w moim prywatnym rankingu na równi z doskonałym Zwierzogrodem (2016). Jeśli dawno nie oglądaliście czegoś w tym stylu, warto sięgnąć po Ray'ę i ostatniego smoka. Moim zdaniem będzie to wybór idealny.



Tytuł: Raya i ostatni smok (Raya and the Last Dragon)
Scenariusz: Qui Nguyen, Adele Lim
Reżyseria: Don Hall, Carlos Lopez Estrada
Obsada (dubbing): Kelly Marie Tran, Awkwafina, Izaac Wang, Gemma Chan, Daniel Dae Kim, Benedict Wong, Sandra Oh, Thalia Tran i inni
Wytwórnia: Walt Disney Pictures
Rok produkcji: 2021
Data premiery: 5 marca 2021 (USA/Disney+)
Czas trwania: 107 min.

niedziela, 7 marca 2021

Wanda i jej Vizja szczęścia, czyli serial WandaVision (2021) na Disney+


Ponad dekadę od startu MCU oraz długich miesiącach oczekiwania, które minęły odkąd Disney/Marvel zapowiedział serialową inwazję na swojej streamingowej platformie, wreszcie otrzymaliśmy inauguracyjne dzieło, skupiające się na dwójce mniej rozpoznawalnych bohaterów tego uniwersum. WandaVision to pierwszy serial dostępny na platformie Disney+, który stanowi integralną część z resztą filmów zapoczątkowanych obrazem Iron Man z 2008 roku. Oczywiście, przygoda Marvela z serialami zaczęła się nieco wcześniej na konkurencyjnym Netflixie, jednak dziś tytuły tam prezentowane (jakkolwiek udane by one nie były) traktuje się niekoniecznie kanonicznie, często odsuwając je na bok, z nadzieją, ze widzowie jakoś o nich zapomną. Tym niemniej ciekawym było, jak wypadnie oficjalny mariaż Marvela z telewizją streamingową, która już w samym swym założeniu daje sporą szansę rozszerzenia tytułowej oferty oraz znaczącego powiększenia świata znanego z wielkiego ekranu.

Czy fakt, że postawiono na Wandę Maximoff i Visiona, którzy dotąd pozostawali w cieniu figur takich jak wspomniany Iron Man, Thor, Hulk czy Strażnicy Galaktyki, dał twórcom szansę na stworzenie czegoś interesującego? Już na wstępie trzeba przyznać, że w samym sednie koncepcji zadbano, aby wszelkie detale zagrały w jak najczystszej tonacji, pokazując nam co stało się z Wandą bezpośrednio po wydarzeniach zaprezentowanych w Avengers: Koniec gry (2019). I tak, ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, odnajdujemy naszą obdarzoną tajemniczymi mocami kinetycznymi bohaterkę wraz ze swym mężem Visionem, zamieszkujących przytulny domek na przedmieściach jednego z niewielkich miasteczek w USA. O wiele bardziej zdumiewające jest jednak to, że akcja obrazu widzianego na małym ekranie rozgrywa się w latach 50. ubiegłego wieku, a wszystko do złudzenia przypomina pewien słynny sitcom z tamtego okresu. Zachowany został nawet czarno-biały koloryt produkcji.


Tym sprytnym zabiegiem Marvel oddał piękny hołd klasyce TV, z odcinka na odcinek nawiązując do innej serii komediowej, która w swoim czasie gromadziła przed szklanymi ekranami całe rodziny. Nie wyszło to chyba tak płynnie jak zakładano (przywrócenie klimatu sprzed wielu dekad w ostatecznym rozrachunku okazało się podobnie toporne jak dzisiejsze oglądanie oryginału), jednak ziarno fascynacji zostało zasiane i co tydzień wracaliśmy do przytulnego Westview, aby sprawdzić co takiego zdarzy się u naszej nietypowej rodzinki. Niestety, pomimo usilnych starań twórców, już w trakcie drugiego odcinka jasnym stało się, co tak naprawdę uczyniła Wanda aby znów być z Visionem (wiemy przecież, że nasz bohater dokonał żywota w trakcie walki z Thanosem). Ta sztucznie podsycana, przedwcześnie przewidywalna tajemnica nie dawała nam spokoju aż do samego finału serii. I tak jak rozwiązanie całej zagadki, na której w większej mierze opierał się cały serial okazało się dość rozczarowujące, tak samo prezentacja fabuły podzielonej na cotygodniowe części nie sprzyjała odnalezieniu odpowiedniego tempa podczas oglądania produkcji.

WandaVision to serial, który (choć może nie dało się tego odczuć na początku) niespodziewanie i ponad wszystko gloryfikuje siłę miłości. Ten aspekt prezentuje się w nim wprost rewelacyjnie, uderzając w wyobraźnię widza w dwóch ostatnich odcinkach tak bardzo, że wszelkie minusy wynikające z wcześniejszej przewidywalności czy nadmiernej sztuczności fabuły odchodzą (częściowo) w zapomnienie. Zanim zostaniemy wzruszeni pięknym finałem (chusteczki do ocierania łez są jak najbardziej wskazane), warto zwrócić uwagę na to, że pomimo wszelkich zapowiedzi, streamingowy tytuł Marvela zdaje się być mocno powściągliwą produkcją. Nie oferuje akcji ani dynamiki na poziomie kinowych przebojów, oszczędzając nam gościnnego udziału wielkich tego uniwersum, rzucając w nas jakimiś ochłapami w postaci gościnnego udziału Moniki Rambeau, Darcy Lewis czy Jimmy'ego Woo. Pojawienie się pewnej postaci z bliźniaczego uniwersum było jak najbardziej OK, ale to również nie była wizyta wielkiego kalibru. Niefajne jest też to, że tytułowa bohaterka na końcu zostaje w tym samym miejscu co na początku swej serialowej drogi. Oczywiście, rozwinęła się jako postać - to znów jeden z mocniejszych aspektów tytułu - ale tematycznie, jako podbudowa pod kolejną odsłonę przygód Dr. Strange'a (jak jest to przynajmniej zapowiadane) serial oferuje raczej niewiele.


Najnowsze odsłona filmowo-komiksowego uniwersum Marvela wywołuje we mnie wiele sprzecznych uczuć. Z jednej strony jest to niezwykle kreatywne widowisko, pokazujące, że studio doskonale wie co robi i stara się ze wszystkich sił zainteresować odbiorcę, tymczasem z drugiej zabrakło tu czegoś, co pomogłoby tytułowi stać się naprawdę godnym zapamiętania. Jestem zachwycony jak pięknie pogłębiono postacie Wandy i Visiona, pokazując że są naprawdę świetnymi postaciami, mocno spłaszczonymi i ograniczonymi przez dotychczasowe wielkoekranowe produkcje. Finał serialu wbił mnie w fotel za sprawą potężnej dawki emocjonalnej, której podświadomie oczekiwałem. Udowodnił i przypomniał, że to, co na zawsze stracone, nigdy do nas nie wróci, nawet jeśli dysponujemy nieograniczonymi magicznymi mocami. To może drobiazg - zawiodłem się niepotrzebnym rozdzieleniem fabuły na cotygodniowe odcinki - serial powinien pojawić się na Disney+ od razu w całości. Pomimo zastosowanych nawiązań do historii TV, nie była to produkcja przystosowana do pokazywania raz na tydzień (głównie za sprawą przeciąganego i niewiele wnoszącego tempa fabuły). Tak czy inaczej, odczuwam zadowolenie z przebycia tej nieco wyboistej drogi. Pomijając wspomniane minusy bawiłem się na WandaVision bardzo dobrze, a świat lubianych herosów zyskał więcej głębi przydatnej do dalszej eksploracji uniwersum. Będę dobrze wspominał tę produkcję. W wyraźny sposób udało jej się pokazać coś nowego i bardzo kreatywnego, a to już nie lada wyczyn. I pewnie z tego powodu, pomimo dzisiejszego narzekania któregoś dnia i tak do niej powrócę.



Tytuł: WandaVision
Scenariusz: Peter Cameron, Mackenzie Dohr, Jac Schaeffer
Reżyseria: Matt Shakman
Obsada: Elizabeth Olsen, Paul Bettany, Kathryn Hahn, Teyonah Parris, Josh Stamberg, Kat Dennings, Randall Park, David Payton i inni
Wytwórnia: Marvel Studios/Walt Disney Company
Rok produkcji: 2021
Data premiery: 15 stycznia 2021 (Disney+)
Sezon: 1
Ilość odcinków: 9
Czas trwania odcinka: około 35 min.

czwartek, 4 marca 2021

Kubuś Puchatek 21326 od Lego Ideas już w kwietniu!

Czy są tu jacyś fani Kubusia, Prosiaczka, Tygryska i Kłapouchego? Jeśli tak, to doskonale! Już za niecały miesiąc będziecie mogli powiększyć swoją kolekcję gadżetów opartych na prozie A. A. Milne'go oraz animacjach Disney'a o piękny zestaw Lego Ideas 21326 Kubuś Puchatek



Ta niezwykła pamiątka powstała w ramach projektu Lego Ideas (patrz tu), w którym domorośli projektanci udostępniają fanom klocków swoje własne konstrukcje. Jeśli tylko jakiś projekt zyska 10 tysięcy zwolenników, Lego poddaje go wewnętrznej ocenie i decyduje, czy taki zestaw ukaże się w komercyjnej sprzedaży. Tym razem wybór firmy padł na projekt z kultowej, wielopokoleniowej bajki, a ostateczny efekt jest wprost rewelacyjny!



Zestaw Lego Ideas 21326 Kubuś Puchatek będzie składać się z 1265 elementów, a jego cena wyniesie 449,99 zł. Można będzie kupić go od 1 kwietnia b.r. na oficjalnej stronie sklepu Lego Shop@Home. Kto jest gotów wkroczyć wraz z sympatycznymi bohaterami na teren Stumilowego Lasu w wersji Lego?