poniedziałek, 28 czerwca 2021

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 50 (Amazing Spider-Man tom 1, Venom tom 1, Avengers tom 1, Lucky Luke. Kid Lucky tom 1)

Witam wszystkich w pięćdziesiątym wydaniu Kiosku z komiksami. Czas pędzi do przodu strasznie szybko i nawet się nie obejrzałem, a tu nagle trafił się nam ten mały jubileusz. Zastanawiałem się niedawno, czy nie warto przygotować na tę okazję czegoś specjalnego. Nowych tytułów ukazuje się jednak bardzo dużo, więc stwierdziłem, że najlepszą okazją do uczczenia tej okazji będzie przyjrzenie się właśnie im. Bo w końcu o dobre komiksy w tym wszystkim chodzi. A na wydania specjalne przyjdzie czas kiedy indziej. Cieszmy się zatem wszystkim na bieżąco. Robienie czegoś na siłę nie ma przecież żadnego sensu, prawda? ;-)


Amazing Spider-Man, tom 1 - Powrót do korzeni

Marvel raczy nas w tym roku kolejnym odświeżeniem swego uniwersum, nazwanym chwytliwie Marvel Fresh. Tak to już bywa w świecie amerykańskich magazynów z komiksami, że raz na jakiś czas trzeba zrestartować przygody popularnych bohaterów, aby zachęcić do ich czytania nowe pokolenie czytelników. Wszystkie niezbędne informacje dotyczące ostatnich przygód Spider-Mana otrzymujemy więc we wstępie do powyższego tomu. Będą się one również przewijać w narracji do Powrotu do korzeni jeszcze co najmniej kilka razy, więc każdy szybko załapie co i jak. Celem scenarzysty Nicka Spencera w Amazing Spider-Man jest ukazanie losów Petera oraz jego superbohaterskiego alter-ego w kształcie, jaki najlepiej sprawdził się w ciągu ostatnich dekad powstawania jego przygód. Możemy więc zapomnieć o Parkerze jako szefie globalnej korporacji, czy Superior Spider-Manie, będącym tak naprawdę Dr. Octopusem w ciele Pajęczaka. Od dziś nasz bohater będzie mieszkał w wynajmowanym lokum, odnowi relacje z Mary Jane Watson i... straci pracę jako redaktor działu naukowego w dzienniku Daily Bugle. Trochę to przykre, ale jak widać autor scenariusza mocno wziął sobie do serca zasadę, że głównego protagonistę trzeba najpierw sprowadzić do parteru, aby następnie wraz z czytelnikiem obserwować jak podnosi się on po upadku. 

Wydarzeń w Powrocie do korzeni jest sporo. Jak zawsze dotyczą one tak życia osobistego naszego bohatera, jak i jego drugiego ja. Oskarżenie o plagiat, rozkwit miłości, nadciągające niebezpieczeństwo oraz nowi towarzysze, to zaledwie początek aktualnej podróży Petera. Wśród tych wszystkich atrakcji najważniejsze zdaje się być jednak pytanie - co byłoby, gdyby Parker mógł żyć bez ciężaru pełnienia obowiązków Spider-Mana. Okazja do sprawdzenia tego założenia nadarza się dość szybko i tak nasz protagonista za sprawą pewnego wynalazku oddziela się (dosłownie!) od superbohaterskiego Pająka. Czy to co pozornie oczywiste, sprawdzi się w praktyce? Spencer za pomocą wspomnianego zwrotu akcji stawia istotne pytania o kształt osobowości Spider-Mana, obnażając jednocześnie motorykę jego decyzji oraz wszelkie działania. Wychodzi mu to całkiem zgrabnie, choć ubiera fabułę komiksu w tak wiele barw i wydarzeń, że odbiorcy czasem trudno skupić się na tym co najważniejsze. Pierwszy tom Amazing Spider-Mana to także komiks strasznie przegadany - być może ma z tym coś wspólnego fakt, że Spencer działał kiedyś w polityce (a wiemy jakie gadane mają politycy...). Te niezwykle dynamiczne losy Pająka ilustruje Ryan Ottley, jeden z najzdolniejszych grafików z USA, znany głównie z cyklu Invincible (tworzonym wspólnie z Robertem Kirkmanem). Jego kreska jest dość prosta, ale nie pozbawiona charakteru, więc zarówno dynamika akcji jak i grymasy na twarzach bohaterów wyglądają bardzo dobrze, przemawiając do czytelnika własnym, niepowtarzalnym stylem. Amazing Spider-Man to komiks, który choć nie jest pozbawiony kilku mniejszych wad, otwiera obiecującą ścieżkę dla tytułowego protagonisty. Spencer zdaje się mieć dość siły i pomysłów, aby dźwignąć pajęcze dziedzictwo serii. W kolejnych tomach sprawdzimy jak zaprocentuje zaufanie, którym polecam go na ten moment obdarzyć.

Tytuł: Amazing Spider-Man, tom 1 - Powrót do korzeni
Scenariusz: Nick Spencer
Rysunki: Ryan Ottley
Przekład: Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: Marvel/Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 152
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Venom, tom 1

Venom to nowa seria według pomysłu i scenariusza Donny'ego Catesa, z rysunkami Ryana Stegmana, Joshuy Cassara i Ibana Coello. Choć grzbiet okładki mówi nam, że jest to zaledwie tom pierwszy cyklu, całość stanowi zgrabną, przemyślaną i w miarę zamkniętą opowieść. Zgodnie z obietnicami wydawcy, tytuł ten, wydany w ramach inicjatywy Marvel Fresh można też czytać bez znajomości wcześniejszych historii z Venomem (czy uniwersum Marvela w ogóle). Potwierdzam - jest tak w istocie. Wszelkie niezbędne wyjaśnienia podane zostały w formie streszczenia na otwierających komiks stronach. Ale któż z fanów Marvela nie zna Eddiego Brocka i niezwykłej, symbiotycznej istoty z kosmosu, która wraz z nim stworzyła byt zwany Venomem...? Ich pierwsze spotkanie sięga kilku dekad wstecz, kiedy Peter Parker (czyli Spider-Man) pozbył się znalezionego w kosmosie obcego, formującego na jego ciele coś na kształt żywego, czarnego stroju. Porzucony Venom odnalazł w Brocku nowego towarzysza (i żywiciela), często zmuszając go do działania na granicy prawa i występku. W komiksie Catesa śledzimy ich dalszą drogę, która pokazuje, że w postaciach antagonistów także drzemie potencjał na świetną opowieść. Trzeba przyznać, że autor wie jak wykorzystać postać tytułowego antagonisty. Scenarzysta kreatywnie rozszerza świat symbionta, wykorzystując do tego nie tylko genezę samego Venoma, ale też jego nie do końca zgłębioną biologię. 

Oba te elementy najlepiej wybrzmiewają w pierwszej części tomu, zatytułowanej Max. Właśnie w niej Eddie, dręczony dziwnym zachowaniem swego drugiego bytu, napotyka mężczyznę, który prosi go o pomoc w kwestii, sięgającej czasów jeszcze sprzed powstania Venoma. W ten sposób obie związane ze sobą istoty wkraczają na ścieżkę przeznaczenia, prowadzącą ich nie tylko do odkrycia mrocznych sekretów S.H.I.E.L.D. ale też istnienia samego Knulla, czyli pradawnego boga symbiontów. Jakkolwiek szalone i dziwne może wydawać się to co przed chwilą napisałem, warto zaznaczyć, że komiks rozwiązuje te kwestie sprawnie i co najmniej interesująco (a to dopiero początek całej intrygi!). Sporo tu zwyczajowo stosowanego w stylistyce superhero wyciągania królika z kapelusza, jednak Cates ułożył historię tak, aby stopniowo rozbudzała zainteresowanie czytelnika. Tajemnice, sprytne poszerzanie uniwersum i sporo niezłych potyczek czyni tę cześć udanym początkiem tomu. Druga połowa komiksu, czyli Otchłań, to stopniowe i całkiem udane zagłębianie się w psychikę Eddiego oraz nieodłącznego Venoma. Scenarzysta serii dorzuca do puli tajemnice z przeszłości mężczyzny, tworząc misterną intrygę, w której nasz bohater odsłania swoje słabe i mocne strony. Odchodzimy tu nieco od typowej rozwalanki na rzecz spokojniejszej narracji, ale tak satysfakcjonującej pod względem budowania psychologicznego portretu postaci, że aż trudno oderwać się od lektury. Gdy do obrazu dodamy szczegółowe, cieszące oko rysunki wykonane przez Cassarę, Coello i Stegmana, otrzymamy komiks, który powinien zadziwić Was tak samo jak mnie. Początkowo nie spodziewałem się po tym tytule zbyt wiele, lecz okazało się, że jest to jedna z najlepszych pozycji gatunku, jakie udało mi się przeczytać w tym roku. Nie przedłużam więc wywodu, zachęcając abyście także po nią sięgnęli.  

Tytuł: Venom, tom 1
Scenariusz: Donny Cates
Rysunki: Ryan Stegman, Joshua Cassara, Iban Coello
Przekład: Zofia Sawicka
Wydawnictwo: Marvel/Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 280
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 69,99 zł


Avengers, tom 1 - Ostatnia Fala

Avengersi powracają i po wydarzeniach z eventu Wojny Nieskończoności działają w składzie: Thor, Kapitan Ameryka, Iron-Man, Dr. Strange, Kapitan Marvel, Czarna Pantera, She Hulk oraz Ghost Rider. Oczywiście, zanim taki skład zostanie powołany do życia, musi zdarzyć się coś, co ostro zatrzęsie podwalinami zazwyczaj spokojnego i beztroskiego świata Marvela. ;-) I tak też dzieje się w komiksie pisanym przez Jasona Aarona, starego wyjadacza w obrazkowym świecie Domu Pomysłów. Na Ziemię, prosto z nieba spadają ciała Celestian, olbrzymich pradawnych istot, które już wcześniej odwiedzały naszą planetę. Co wiąże się z ich kolejnym pojawieniem i czemu żadna z nich nie daje oznak życia? Zagadkę zaczynają zgłębiać nasi tytułowi bohaterowie, jednak na początku historii poszczególne tropy prowadzić będą ich osobno. Najbliżej poznania części sekretu okaże się być T'Challa, zaproszony do Starego Asgardu przez samego Odyna. Tam dowiaduje się o istnieniu pewnego sojuszu, zrzeszającego potężne byty planety na długo przed pojawieniem się gatunku homo sapiens.  

Aaron nie bawi się w przynudzanie i w swojej opowieści od razu rzuca czytelnika na głęboką wodę. Robi to jednak w wyważony sposób, tak aby nie odstraszyć odbiorcy dopiero rozpoczynającego swą komiksową przygodę z Marvelem. Ostatnia Fala to superhero pełne rozpędzonej do granic absurdu akcji, na szczęście w komiksie nie zabrakło miejsca na chwilkę dla każdej z postaci. Ba, pojawiły się tu nawet elementy, w istotny sposób ustanawiające nowy start dla całego uniwersum. Autor pisze bowiem nie tylko o początkach tytułowych bohaterów, ale również o genezie zaprezentowanego świata. Robi to na tyle lekko, że w ramach przyjętej w tym nurcie stylistyki da się to wszystko kupić i nawet czerpać niemałą frajdę z czytania. W ten sposób Aaron przyciąga fanów drużyny nie tylko zakrojonymi na wielką skalę wydarzeniami, ale też całkiem przekonującym spiskiem i tajemnicą, która skrywana była przed bohaterami przez wiele lat. Należy mieć jednak świadomość, że ten otwierający cykl Avengers tom jest kierowany głównie do odbiorcy regularnie zaczytującego się w podobnych publikacjach. Kogoś innego może ów dynamiczny, choć także nieco kuriozalny twór zniesmaczyć. Lecz nawet w tym przypadku zwróci on uwagę na ilustracje Eda McGuinnessa, Paco Mediny czy Sary Pichelli. Bo rysunki w Ostatniej Fali to klasa sama w sobie, przyciągająca oko nawet najwybredniejszych czytelników. Aaron stworzył lekki, choć obiecujący start serii, a ja czekam aby przyjrzeć się, jak pójdzie mu dalej. Jeśli jeszcze bardziej popracuje nad głębią postaci, skupiając się na ciekawych (a nawet bardziej przyziemnych) wyzwaniach, będę szczerze ukontentowany. 

Tytuł: Avengers, tom 1 - Ostatnia Fala
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Ed McGuinness, Paco Medina, Sara Pichelli
Przekład: Marek Starosta
Wydawnictwo: Marvel/Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 160
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł


Lucky Luke. Kid Lucky, tom 1 - Uczeń kowboja

Czy postać Lucky Luke'a może się kiedykolwiek znudzić? Mnie na pewno nie, ale ktoś być może tak pomyślał i metodą odświeżania marki postanowiono ukazać przygody najszybszego kowboja Dzikiego Zachodu jako kilkuletniego brzdąca. W ten sposób do rąk polskich czytelników trafia pierwszy tom nowej serii Lucky Luke. Kid Lucky, w której poznajemy najwcześniejsze losy naszego bohatera. Jakby nie patrzeć, nie jest to bynajmniej debiut komiksowy Kida - na mojej półce od jakiegoś czasu stoją inne publikacje z przygodami młodego Lucky'a - Kid Lucky i Oklahoma Jim (autorstwa J. Leturgie i Pearce). Autorem serii wydawanej przez Egmont jest niejaki Achde (Herve Darmenton), czyli jeden z wielu twórców, którzy przejęli pałeczkę po śmierci legendarnego Morrisa. Trzeba przyznać, że ten pełniący funkcję rysownika i scenarzysty artysta w pełni podołał powierzonemu mu zadaniu. Kid Lucky to w jego wykonaniu nadal ten sam zaradny chłopak, którego dorosłą wersję znamy z kultowych już historii pisanych m.in. przez Rene Goscinnego. 

Achde dokonał jednak pewnej dość istotnej zmiany w stylistyce opowieści - w tomiku Uczeń kowboja otrzymujemy nie jedną, długą opowieść (jak zazwyczaj), a zbiór jednoplanszowych, opatrzonych zabawną puentą historyjek. Wyjątkiem jest otwierający komiks, sześciostronicowy epizod traktujący o znalezieniu malutkiego Luke'a przez kowboja o imieniu Sam. Historia ta służy jako wprowadzenie do reszty opowiastek - to właśnie w niej poznajemy nieco nieporadnego szeryfa miasteczka Nothing Gulch oraz Marthę (kawał baby o złotym sercu), która od tej pory odpowiadać będzie za opiekę nad osieroconym malcem. Jeśli dotychczas zaliczaliście się do fanów Lucky Luke'a, to nowy komiks o jego dziecięcych przygodach nie sprawi Wam zawodu. Achde tworzy go w stylu nawiązującym do najlepszych prac oryginalnych autorów, starając się, aby przygoda i morał mieszały się w nim z rozpoznawalnym humorem. Ilustracyjnie komiks także daje radę - rysownik nawiązuje do stylistyki wypracowanej przez Morrisa, jednocześnie nie bojąc się podkreślenia odrobiny własnego stylu (szczególnie widać to w mimice poszczególnych postaci). Warto zatem sięgnąć po Lucky Luke'a. Kida Lucky, bo to po prostu świetna, humorystyczna pozycja. Z pewnością zapewni Wam dwa kwadranse dobrej zabawy w znanym, cenionym stylu. Bo chyba o to tu właśnie chodzi. Polecam.

Tytuł: Lucky Luke. Kid Lucky, tom 1 - Uczeń kowboja
Scenariusz i rysunki: Achde
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka 
Cena okładkowa: 24,99 zł


Wszystkie omówione powyżej komiksy znajdziecie na stronie wydawnictwa Egmont.


sobota, 19 czerwca 2021

Luca (2021), czyli siła marzeń i walka o akceptację


Pixar znany jest z prawdziwie angażujących i przełomowych animacji. Czasem jednak studio wypuszcza film, który jest dziełem zwyczajnym, nie łamiącym żadnych kulturowych zasad. Tak było choćby w przypadku Dobrego dinozaura (2015) czy Meridy Walecznej (2012). Pomimo tego, żadna z ich produkcji nigdy nie zeszła poniżej pewnego, często niedostępnego dla innych wytwórni poziomu. Tak samo jest i w Luce, czyli historii młodego morskiego stwora, rozpaczliwie pragnącego poznać świat ponad wodą. Aby ziścić swe marzenia, zaryzykuje wszystkim, opuszczając troskliwą rodzinę i bezpieczne, choć dość nudne otoczenie. Enrico Casarosa, dla którego powyższy film jest pierwszą tak dużą produkcją, wykazał się wielkim wyczuciem tematu. Dzięki temu przygody Luki i jego nowo poznanego kompana Alberto wybrzmiewają z całą swą siłą, zupełnie nie przejmując się tym, że podobne historie na wielkim ekranie widzieliśmy już setki razy.

Jeśli opowieść jest dobra, wystarczy wymienić tylko jej nośnik, samo sedno pozostawiając bez zmian. Wydaje mi się, że twórcy z Pixara odrobili tę lekcję wzorowo. Kto wie, być może w tym wypadku wystarczyło im dokładnie obejrzeć kilka poprzednich filmów swej wytwórni. Luca to dzieło proste, ale jednocześnie urzekające - tak postaciami, jak i pięknymi okolicznościami przyrody, w których rozgrywa się cała historia. Włoska Riwiera w żadnej animacji nigdy nie wyglądała tak urokliwie i naturalnie. Przejścia pomiędzy światem głębin a suchym lądem są pełne życia i bardzo plastyczne, pozytywnie pieszcząc wyobraźnię widza. Animacja stoi (jak zawsze w przypadku tego studia) na bardzo wysokim poziomie, łącząc stylistykę wzorowaną na filmach z cyklu Wallace i Gromit z nieomal idealnym oddaniem rzeczywistości. Nie jest to oczywiście animacja poklatkowa, zachowuje jednak niektóre jej wizualne aspekty. 


Poprzez drogę, w którą w filmie wyrusza Luca wraz z Alberto (jej zwieńczeniem jest szalony wyścig, którego nagroda pozwoliłaby im zdobyć wymarzony model skutera Vespy), twórcy zderzają ze sobą kwestie walki o marzenia z obawami otoczenia (uprzedzeniami), wobec tego co inne lub nieznane. Odwiedzając nadmorską miejscowość, chłopcy muszą stale mieć się na baczności, ponieważ nawet pojedyncza kropla wody może zdradzić ich tożsamość. Jest to o tyle ważne, gdyż mieszkańcy portu obawiają się (i nienawidzą) morskich potworów, znanych z licznych miejscowych pogłosek. Tym samym Luca świetnie wbija się tematem w aktualne zmiany dotyczące akceptacji, dokonujące się na naszych oczach na całym globie. Film Casarosy uczy, że niewiedza często prowadzi do nienawiści, a także tego, że warto czasem na szali sukcesu postawić wszystkie swe marzenia. Luca działa tak dobrze również za sprawą prowadzących go postaci. Poza jednym, typowym antagonistą wszyscy bohaterowie szczerze bawią i angażują odbiorcę. Da się również odnieść wrażenie, że film powstał jako swoista opowieść o dorastaniu, z wszystkimi towarzyszącymi jej elementami (obawy nadopiekuńczych rodziców, nauka na własnych błędach, przejmowanie odpowiedzialności za innych).

Czy zatem warto dać szansę Luce i wraz z jego bohaterami wyruszyć w tę lądowo-wodną podróż? Moim zdaniem, jak najbardziej! Choć jest to bajka, którą wszyscy dobrze znamy, chyba zgodzicie się, że przecież najbardziej lubimy właśnie takie historie. Letnie blockbustery często powstają z myślą o wakacyjnych odbiorcach, a w tej kwestii Luca jest filmem wręcz skrojonym pod spragnioną słońca i plaży publiczność. Choć zasiadamy na te kilkadziesiąt minut w ciemnej, kinowej sali, to czujemy się tak, jakbyśmy byli w pełnym słońca, nadmorskim miasteczku. I także dla tych wrażeń warto wybrać się na ten film.
  

Tytuł: Luca (Luca)
Scenariusz: Jesse Andrews, Mike Jones
Reżyseria: Enrico Casarosa
Obsada (dubbing): Jacob Tremblay, Jack Dylan Grazer, Sacha Baron Cohen, Maya Rudolph, Giacomo Gianniotti, Jim Gaffigan, Sandy Martin i inni
Wytwórnia: Pixar/Walt Disney Pictures
Rok produkcji: 2021
Data premiery: 18 czerwca 2021 (Polska/USA)
Czas trwania: 95 min.

wtorek, 15 czerwca 2021

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 49 (Kajko i Kokosz - Zaćmienie o zmierzchu, Batman/Wojownicze Żółwie Ninja, Mali Bogowie tom 1, Kaczogród - Na tropach jednorożca i inne historie z roku 1950)

Dzisiejsze wydanie Kiosku z komiksami wprost ugina się od dobrych pozycji. Najbardziej cieszy nowy tom odrodzonego Kajka i Kokosza, który otwiera nasz dział. Tuż za dzielnymi wojami podąża Batman w towarzystwie Wojowniczych Żółwi Ninja, a na deser odwiedzamy mityczny Olimp i kultowy Kaczogród. Jesteście gotowi na moc atrakcji i dobrego czytania? No to zaczynamy! :-)


Kajko i Kokosz. Nowe przygody - Zaćmienie o zmierzchu

W przyszłym roku Kajko i Kokosz skończą 50 lat. Piękna to będzie rocznica, tymczasem już 2021 rok jest świetnym czasem dla wszystkich ich fanów. Na Netflixie pojawił się udany serial na podstawie komiksów z ich perypetiami, Teatr Syrena szykuje sceniczną adaptację Szkoły latania, a Egmont zapowiedział wydanie zbiorczych albumów z ich losami tworzonymi przez Christę. Jakby tego było mało, w nasze ręce trafia właśnie drugi pełnometrażowy tomik przygód dwójki dzielnych wojów. Zaćmienie o zmierzchu, bo tak tajemniczo i dość przekornie postanowiono zatytułować owe dzieło, opowiada zupełnie nową historię, zrodzoną w umyśle Maćka Kura - autora, któremu powierzono opiekę nad treścią serii. Wraz ze scenarzystą, do pracy po raz drugi przystąpili Sławomir Kiełbus i Piotr Bednarczyk, którzy przejęli odpowiedzialność za wizualną stronę przedsięwzięcia. Dwa lata temu ich praca spodobała mi się tak bardzo, że Królewska konna szturmem zajęła podium w moim prywatnym podsumowaniu roku, czyli Wielkiej Trójce 2019. Ich zadanie było trudne, bo przecież niełatwo wskoczyć w buty Mistrza Christy, tym bardziej, że jak wkrótce się okazało, niektórzy fani nie wyobrażają sobie komiksów z ich ulubionymi postaciami w interpretacji innych twórców. Na szczęście trójka autorów podołała zadaniu i teraz po raz drugi dumnie podjęła rękawicę. I bardzo dobrze, bo dziedzictwo Kajka i Kokosza powinno (i nie bójmy się tego powiedzieć - musi!) być kontynuowane. 

Nowa przygoda zaczyna się co najmniej intrygująco. Oto nasza tytułowa dwójka przyjaciół wieczorową porą wraca z nieudanego wędkowania na jeziorze. Wybierając niefrasobliwie drogę na skróty przez pole, Kokosz naraża się tajemniczej istocie zwanej Zmierzchnicą, która za karę zamierza zabrać obu wojów w zaświaty. Po mozolnych negocjacjach łaskawie postanawia darować im życie, pod warunkiem przyniesienia jej Serca Rozmiła. Mają na to czas do najbliższego zaćmienia słońca... Czym jest owo serce i jak dalej potoczą się losy Kajka i Kokosza dowiecie się już sami. Z recenzenckiego obowiązku napiszę, że bardzo podoba mi się droga, którą obecnie podąża odrodzona przez nowych autorów seria. Kur cechuje się wielkim zrozumieniem postaci wykreowanych przez Christę, potrafi też oddać charakterystyczny klimat humoru oraz przygód bohaterów. W swych scenariuszach wykorzystuje pomysły własne oraz te, które już dawno temu wprowadził do fabuły Mistrz. Zaćmienie o zmierzchu ciekawie rozwija postaci drugoplanowe, jednocześnie delikatnie rozszerzając uniwersum i historię Mirmiłowa. Scenarzysta nie boi się przypominać postaci z klasycznych tomów (cameo ze Szranków i konkurów), chętnie też wykorzystuje te, które poznaliśmy w ostatniej odsłonie. Humor słowny i sytuacyjny wciąż stoi na wysokim poziomie (ja śmiałem się na prawie każdej stronie). Znajdziemy tu także sporo elementów z tzw. komedii pomyłek. Jeśli szukacie dobrej historii z elementami intrygi, barwnych antagonistów i protagonistów, a w szczególności kreatywnego zderzenia ze sobą tych pierwszych, nowy Kajko i Kokosz Was nie zawiedzie. Ilustracje i barwy to jeszcze inny element tej bajki. Kiełbus wspaniale oddaje wizualizacje świata Christy, rysując wszystko po swojemu, ale dbając też o szczegółowość wykreowaną przez Mistrza. Kolory Bednarczyka ożywiają poszczególne kadry i także dzięki temu komiks tak bardzo cieszy oczy. Wprost nie mogę przestać go podziwiać! Kajko i Kokosz. Nowe przygody to strzał w dziesiątkę, który gwarantuje, że warto kultywować komiksową tradycję i dziedzictwo kulturalne naszego kraju, nadal tworząc tytuły takie jak ten. Dzięki temu pamięć o wspaniałych opowieściach Christy nie zaginie w mrokach dziejów, a nowe pokolenia powinny odnaleźć się w tym wspaniałym świecie. Jeśli poziom cyklu zostanie utrzymany w kolejnych odsłonach, na pewno tak właśnie się stanie.

Tytuł: Kajko i Kokosz. Nowe przygody - Zaćmienie o zmierzchu
Scenariusz: Maciej Kur
Rysunki: Sławomir Kiełbus
Kolory: Piotr Bednarczyk
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Batman. Wojownicze Żółwie Ninja

Dwa lata temu zachwycałem się nad animacją Batman vs Teenage Mutant Ninja Turtles, powstałą niejako na podstawie komiksu Jamesa Tyniona IV i Freddiego E. Williamsa II. Dziś nadszedł wreszcie ten szczęśliwy dzień, w którym Egmont postanowił zrobić niespodziankę wszystkim fanom Mrocznego Rycerza i Wojowniczych Żółwi Ninja, wydając w jednym, zbiorczym tomie wszystkie (czytaj: trzy) historie z ich wspólnymi przygodami. Pierwszy tomik opisujący tę dziwną kolaborację wyszedł w USA niecałe pięć lat temu, mamy więc w sumie do czynienia z rzeczą całkiem świeżą. A na dodatek (czego może nie wszyscy czytelnicy się spodziewają) tak naturalną i niewymuszoną, że powyższy komiks wciągnął mnie na całego już od swych pierwszych stron. Dzieło Tyniona IV (który na opisywaniu losów Nietoperza zna się całkiem dobrze - w końcu to on odpowiada za treść Batman. Detective Comics z cyklu DC Odrodzenie) składa się z trzech zamkniętych rozdziałów, rozgrywających się tak w ponurym Gotham, jak i kolorowym Nowym Jorku. Mamy okazję przyjrzeć się nie tylko spotkaniu kultowych, tytułowych postaci, ale też przyjrzeć się, jak wspólnie poradzą sobie z nadchodzącymi wyzwaniami.

Dzieje się tu dużo, na dodatek jest bardzo dynamicznie, wesoło i całkiem interesująco. Pomimo, że komiks oferuje dość prostą rozrywkę oraz niezbyt skomplikowaną fabułę, czuć w nim wiele zrozumienia dla pisanych przez scenarzystów postaci. Jak wiele serca i wymaganego realizmu włożyli autorzy w swe dzieło, przekonacie się sami, zapewniam jednak solennie, że warto poznać ten gruby tom. Każda historia jest nieco inna. O ile pierwsza stanowi dość bezpieczne ukazanie postaci borykających się z palącym je problemem (niespodziewana wizyta Shreddera i Klanu Stopy w Gotham, a także zanikanie mutacji przebywających w obcym wymiarze Żółwi), tak druga, a jeszcze bardziej trzecia - pozwoliły twórcom rozwinąć skrzydła, popuszczając wodze fantazji tak bardzo, jak tylko się dało. Inwazja Bane'a na Nowy Jork to radosna, prawdziwie wielkoformatowa nawalanka, przeplatana dylematami moralnymi Donatella. Tymczasem trzecia opowieść to już nie tylko przepyszne superhero w swej najczystszej postaci - to prawdziwy Kryzys, za którym stoi sam Krang, mieszający nie tylko rzeczywistość Batmana i Wojowniczych Żółwi, ale także wprowadzający do akcji wersje tych postaci z początków ich istnienia (oryginalne, czarno-białe Żółwie narysował gościnnie Kevin Eastman). Ta część to prawdziwy hołd dla historii bohaterów, ale też wielkoformatowa zadyma, pokazująca wszystkie elementy komiksów superhero w swym najlepszym wydaniu! W powyższym tomie nie zabrakło oczywiście udziału postaci drugoplanowych, znanych z oryginalnych wydań Batmana i Wojowniczych Żółwi Ninja (Casey Jones, April O'Neal, Baxter Stockman, Robin, Batwing, Batgirl, komisarz Gordon, Joker). Na szczęście ich udział nie wprowadza niepożądanego chaosu, nie odwracają też uwagi od wspólnych poczynań tytułowych bohaterów. Ilustracyjna robota Williamsa II jest strzałem w dziesiątkę. Jego rysunki są czytelne, dynamiczne i na swój sposób soczyste, wzbogacając opowiadaną historię tak intensywnie, jak tylko się dało. Być może Batman. Wojownicze Żółwie Ninja to mój komiks 2021 roku. Jest tu wszystko, co powinno znaleźć się w dobrej opowieści superhero. Dodatkowo jest ona bardzo nietypowym (i pod każdym względem udanym) połączeniem obu kultowych uniwersów. Nie bójcie się zatem sięgnąć po nią w wolnej chwili. Jestem pewny, że zaskoczy Was bardzo pozytywnie!        

Tytuł: Batman. Wojownicze Żółwie Ninja
Scenariusz: James Tynion IV, Ryan Ferrier
Rysunki: Freddie E. Williams II, Kevin Eastman
Przekład: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 432
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 119,99 zł


Mali Bogowie, tom 1 - Piorun do drapania

Grecka mitologia była (lub nadal jest - w sumie nie wiem, szczęśliwie nie edukuję się publicznie już od ładnych kilku lat) prawdziwą zmorą wielu uczniów szkół średnich. Ku naszej wielkiej radości, właśnie teraz pojawiło się na nią skuteczne remedium, dzięki któremu nie tylko polubimy te nieco archaiczne przypowieści, ale też pośmiejemy się szczerze z ich bohaterów. Warto jednak mieć świadomość, że bez mitów z kraju Sokratesa nie byłoby współczesnego nurtu superhero, który czerpie wzorce z istnienia pradawnych herosów jak tylko się da. Christophe Cazenove, znany fanom świetnego cyklu Sisters, tym razem wziął na tapetę losy klasycznych bogów z Olimpu, sprytnie ukazując nam ich młodsze, często pozbawione swych mocy wersje. Tak powstał komiks zatytułowany Mali Bogowie, do którego urocze i prześmieszne rysunki stworzył Philippe Larbier. Naszymi przewodnikami po starożytnym, kolorowym świecie będzie nieznający jeszcze swego talentu minotaur Taurusek, jego oddany przyjaciel Atlas oraz młodociana Afrodyta. Ta trójka co rusz powodować będzie zamieszania i draki, godne niejednej wspominki w annałach niechlubnych poczynań wszechmocnych. 

Cazenove to mistrz humoru, w każdej historii widzący coś, z czego warto sobie zażartować. Widząc po tym, co od lat wyczynia w Sisters, najwyraźniej na swój celownik lubi obierać sobie dzieci (he he, taki komiksowy zboczuch z niego), których usposobienie, beztroska i nieznajomość praw rządzących światem dorosłych, często bywają przyczyną zabawnych sytuacji. A na dodatek teraz, za sprawą greckiej mitologii przeniósł owe motywy w świat legend, które ukazane w krzywym zwierciadle, same w sobie są źródłem przepysznej zabawy. Piorun do drapania to w większości zbiór kilkuobrazkowych jednoplanszówek, opowiadających krótką, zamkniętą historyjkę z żartobliwą puentą. Wyjątkiem jest otwierająca pierwszy tom opowieść, będąca jednocześnie genezą tytułu (to właśnie z niej dowiadujemy się, że Zeus szuka kandydatów do pracy na Olimpie) oraz dwa duże rysunki, będące czymś na kształt klasycznego żartu obrazkowego. Cazenove w Małych Bogach oswaja to co trudne i nudne, udowadniając, że mity mogą być naprawdę świetną (a w tym wypadku także prawdziwie rozbrajającą) lekturą. Zadania Heraklesa, słynny koń trojański, Syzyf i jego kamień czy kłopotliwa przypadłość Midasa - wszystko tu w zakręcony sposób zmusza nas do śmiechu. Jedyny minus jest taki, że zabawa zbyt szybko się kończy. Na szczęście na horyzoncie majaczy już kolejna część - Uparty Ikar, która jeszcze bardziej zbliży nas do grupy sympatycznych, nieporadnych bohaterów. Ja jestem w pełni kupiony, mam nadzieję, że po lekturze pierwszego tomu Wy także będziecie.

Tytuł: Mali Bogowie, tom 1 - Piorun do drapania
Scenariusz: Christophe Cazenove
Rysunki: Philippe Larbier
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 24,99 zł


Kaczogród Carla Barksa. Na tropach jednorożca i inne historie z roku 1950

Carl Barks był nie tylko jednym z najlepszych twórców komiksów dla czytelników w każdym wieku, ale również autorem potrafiącym połączyć w swych opowieściach morał oraz szczery, niewymuszony humor. Właśnie otrzymujemy dwunasty (choć chronologicznie ósmy) tom Kaczogrodu, zawierający historie sprzed ponad siedmiu dekad. I tak samo jak w przypadku wszystkich dotychczas wydanych tomów, aż dziw bierze, że historie te na przestrzeni wielu lat nie postarzały się ani trochę. Nie ma w nich żadnej infantylności, tzw. trącenia myszką, czy żenującego oderwania od rzeczywistości (co często jest wyraźne np. w komiksach konkurencyjnego wydawnictwa, opublikowanych w tym samym okresie). Kaczogród Carla Barksa. Na tropach jednorożca i inne historie z roku 1950 to bardzo solidna rozrywka, oferująca wszystko to, co już dawno temu stało się znakiem rozpoznawczym Disney'a. W nowym tomie otrzymujemy aż jedenaście dłuższych opowieści, dwie jednostronicówki oraz kilka oryginalnych okładek. Dodatkową gratką jest jak zawsze odrobina materiału specjalnego, tym razem dotycząca mitologii w Kaczogrodzie, a także mini-przewodnik, traktujący o artystach cyrkowych i magikach z uniwersum.

Jest więc co czytać i z czego się pośmiać, także ze względu na celne tłumaczenie tytułu. Spolszczone odpowiedniki niektórych nazwisk, czy nawiązania do tytułów piosenek oraz znanych utworów literackich fajnie grają z podłożem fabularnym, które oferuje komiks. A same historie są skonstruowane tak dobrze, że naprawdę trudno wybrać z nich te absolutnie najlepsze. Gdybym jednak był do tego zmuszony (oby życie oferowało tylko takie wyzwania!) jako swoje ulubione wskazałbym opowieść tytułową, Pokręconą papugę, Wakacje u babci oraz Na łonie natury. Ta ostatnia świetnie uczy szacunku dla przyrody, pokazując jednocześnie, że prawda zawsze wyjdzie na jaw. Nie warto więc być nieuczciwym (cenna nauka nie tylko dla najmłodszych!). Komiksy z Kaczogrodu Carla Barksa to naprawdę trafiony skarb dla fanów. Warto mieć choć jeden tom na swej półce, nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami Donalda i reszty wesołej kaczej społeczności. Pomimo upływu wielu lat, te wszystkie opowieści nadal działają z taką samą klasą jak niegdyś. 

Tytuł: Kaczogród Carla Barksa. Na tropach jednorożca i inne historie z roku 1950 roku
Scenariusz i rysunki: Carl Barks
Przekład: Jacek Drewnowski, Marcin Mortka
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 248
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 69,99 zł


Wszystkie omówione powyżej komiksy znajdziecie na stronie wydawnictwa Egmont. 


niedziela, 13 czerwca 2021

RECENZJA: Banda szalonych obozowiczów - Maria Krasowska


Banda niematerialnych szaleńców, druga powieść w dorobku Marii Krasowskiej oczarowała mnie do tego stopnia, że przyznałem jej wyróżnienie w swoim podsumowaniu Wielka Trójka 2018. Ta doskonała powieść, która okazała się być nie tylko całkiem niezłym kawałkiem młodzieżowej literatury, potrafiła w dość nowatorski sposób ukazać fascynujące historie o duchach. Dzięki niej znów poczułem się jak młodziak, wałęsający się po rodzinnym strychu, w nadziei na spotkanie z duchem, uwięzionym w starym, rodowym lustrze. Koniec książki sugerował całkiem możliwy ciąg dalszy, toteż bardzo ucieszyłem się, że autorka postanowiła wreszcie powrócić do świata sympatycznych bohaterów, ukazując ich nowe przygody.

Tym razem wraz z Danny'm Moonem, jego kuzynką Anetą oraz wyrwaną z niematerialnego świata Dobromirą wyruszamy na wakacyjny obóz w USA, który dla naszego zakochanego bohatera będzie świetną odskocznią od lata spędzanego na pustyni z rodzicami. Beztroski, letni czas z bliskimi zostanie niespodziewanie zakłócony przez klątwę, która czai się w starej posiadłości położonej poza terenem obozu. To właśnie tam, u schyłku XVII wieku doszło do dramatycznych zmagań pomiędzy młodą, posiadającą magiczne moce dziewczyną, a bezwzględnym łowcą czarownic, który poprzysiągł jej śmierć. Uwięziony w trumnie zakopanej w piwnicy Anthony Weyer już wkrótce wyrwie się na wolność, zagrażając nie tylko Danny'emu i Mirze, ale także pozostałym dzieciakom z obozu.  

Krasowska, jako przedstawicielka dzisiejszego pokolenia dwudziestolatków, świetnie czuje potrzeby rówieśników, pisząc swe książki w języku trafiającym bezpośrednio do nich. Dzięki temu Banda szalonych obozowiczów cechuje się lekkim stylem oraz udanym zastosowaniem współczesnego języka nastolatków, pełnym potocznych określeń i skojarzeń. Wszystko to odbywa się bez szkody dla ojczystej mowy i ani przez chwilę nie razi wymuszoną sztucznością. Jak przystało na książkę dla młodego odbiorcy, a dodatku osadzoną w czasie wakacji, sporo w niej luzu i zwyczajowej zabawy.

Ze względu na wysokie oczekiwania po świetnym tomie pierwszym, ta letnia lekkość od samego początku nieco wybijała mnie z lektury. Mamy tu do czynienia ze sporą ilością wydarzeń typowo obozowych, zatem na konkretną porcję paranormalnych rewelacji musiałem zaczekać do drugiej połowy powieści. Kiedy już tam dobrnąłem, zabawa zaczęła się rozkręcać, zbierając też żniwa wypadków zaprezentowanych w początkowych rozdziałach. Kiedy już wszystko poprawnie wskoczyło na swoje miejsce, mroczna tajemnica połączona ze zmaganiami bohaterów zaczęła wciągać mnie na dobre. Bo trzeba przyznać autorce, że dobrze zna się nie tylko na sprawach młodzieżowych, ale również na pisaniu dobrej powieści grozy. Wszystkie paranormalne rewelacje poparła rzeczowym osadzeniem w rzeczywistości, a za sprawą przemyślanego pomysłu nic nie sprawia wrażenia wymyślanego na szybko, czy pozbawionego większego sensu.  

Banda szalonych obozowiczów to swoiste "wakacje z duchami", gdzie letnie przygody nastolatków oraz ich pierwsze miłosne uniesienia mieszają się z mrocznymi sekretami, pełnymi bezwzględnych, potępionych dusz. Podczas lektury czuje się wyraźnie, że sama autorka miała sporo frajdy podczas wymyślania i pisania swej powieści, co w oczywisty sposób przekłada się na zaangażowanie czytelnika. Szczególnie tego młodego, który za sprawą śledzenia spraw rówieśników oraz lekkiego języka Krasowskiej przeżyje wszystkie opisane przygody, jakby były jego własnymi. A że książka cytuje dodatkowo kilka niezłych muzycznych kawałków z historii rocka lat 80., tym lepiej dla nas. Czwarta powieść autorki nie powinna zawieść odbiorców lubiących dobrze napisane książki przygodowe, łącząc tematykę duchów i zjaw w sposób lekki, łatwy i przystępny. Jeśli wybieracie się w te wakacje do lasu lub nad morze, nie zapomnijcie włożyć do plecaka Bandy szalonych obozowiczów. Nawet jeśli nie będzie padać, ta historia zapewni Wam sporo dobrej rozrywki.         


Tytuł: Banda szalonych obozowiczów
Autor: Maria Krasowska
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 400
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł
 

piątek, 11 czerwca 2021

Obecność 3: Na rozkaz diabła (2021), czyli blockbuster grozy na jeden raz


Uniwersum Obecności to obok filmowego świata Marvela, najbardziej udany cykl, aktualnie goszczący na wielkich ekranach. Jak do tej pory doczekaliśmy się aż ośmiu tytułów z tej serii, z czego Obecność 3: Na rozkaz diabła jest jej najnowszym dodatkiem. Inspiracją dla powstania tego pełnego demonicznych opętań i innych nie do końca zgłębionych zjawisk świata, były sprawy prowadzone w ubiegłym stuleciu przez małżeństwo Warrenów. Para ta cieszyła się wielką estymą wśród przedstawicieli świata kościoła aż do tego stopnia, że Watykan od ich oceny sytuacji często uzależniał wydanie zgody na przeprowadzanie egzorcyzmów. Pracą Eda i Lorraine zainspirowali się w końcu twórcy z Hollywood, powołując do życia produkcje, w oczywisty sposób odnoszące się do dokumentowanych przez nich spraw.

Jak to jednak często bywa, informacja głosząca, że "film opiera się na faktycznych wydarzeniach" jest jedynie chwytem reklamowym, i tak jest też (z grubsza) w przypadku najnowszego filmu. Obecność 3: Na rozkaz diabła oparto oczywiście o prawdziwą sprawę małżeństwa, lecz da się w nim wyraźnie odczuć, że pewne fakty zostały specjalnie "podkręcone" na potrzeby filmu (jeśli chcecie poznać prawdziwe sprawy Warrenów, gorąco polecam książkę Ed i Lorraine Warren. Demonolodzy Geralda Brittle'a). Tym razem mamy do czynienia z mroczną tajemnicą, według której w 1981 roku o dokonanie brutalnego morderstwa oskarżony został niejaki Arne Johnson. Ed i Lorraine muszą dowieść przed sądem niewinności chłopaka, który uczestnicząc w nieudanym egzorcyzmie wstawił się za maltretowanym przez zły byt bratem swej dziewczyny, ściągając na siebie gniew demonicznej istoty. 

I tu zaczyna się najciekawsze, bowiem film w reżyserii Michaela Chavesa jest swojego rodzaju zagadką kryminalną (choć dotyczącą spraw paranormalnych). Prowadzi ona parę bohaterów od jednej poszlaki do drugiej, a ich nowe odkrycia szybko ujawniają drugie dno sprawy. Widać w tym inspirację stylistyką prezentowaną w legendarnych odcinkach Z Archiwum X, choć akurat na tym tle film zyskuje sporo świeżości. Dzieje się dużo i ciekawie, a Warrenowie co rusz natrafiają na kolejny ślad, prowadzący ich do szokującej prawdy. Słabym ogniwem filmu są oczywiście sceny straszenia widza, opierające się w większości na tzw. jumpscare'ach, wyeksploatowanych w świecie filmowego horroru do granic możliwości. Pokuszę się o stwierdzenie, że gdyby zamienić je na bardziej klimatyczne (i oczywiście przerażające) ujęcia, dziś pisałbym o jednym z najlepszych horrorów ostatnich lat. A tak, jest ciekawie i intrygująco, ale gęsiej skórki nie uświadczymy tu ani przez chwilę.

Obecność 3: Na rozkaz diabła jest więc czymś na kształt letniego blockbustera, który stracił szansę na bycie naprawdę świetnym filmem grozy. Daje za to całkiem sporo frajdy jako typowo niezobowiązująca rozrywka. Kluczem do jego sukcesu mogą być dobrze dobrane (i zagrane) postacie, z którymi widz może się w pełni identyfikować. Związek Eda i Lorraine jest tu niejako w centrum drugiego planu, dając odbiorcy poczucie ludzkiego pierwiastka w tej przepełnionej ciekawymi zwrotami akcji, (z założenia) przerażającej historii. Być może w świecie hollywoodzkich hitów lata właśnie zaczął wyłaniać się horrorowy podgatunek, który, tak jak ma to miejsce w przypadku tego filmu, od czasu do czasu dominować będzie w czasie wakacyjnych premier. Zobaczymy czy tak istotnie się stanie, tymczasem polecam Obecność 3: Na rozkaz diabła. Nie jest to idealny film grozy, ale na jedno fajne popołudnie i pochrupanie popcornu nada się w sam raz. 


Tytuł: Obecność 3: Na rozkaz diabła (The Conjuring: The Devil Made Me Do It)
Scenariusz: David Leslie Johnson-McGoldrick
Reżyseria: Michael Chaves
Obsada: Patrick Wilson, Vera Farmiga, Ruairi O'Connor, Sarah Catherine Hook, John Noble, Julian Hilliard, Eugenie Bondurant i inni
Wytwórnia: Warner Bros., New Line Cinema 
Rok produkcji: 2021
Data premiery: 11 czerwca 2021 (Polska), 4 czerwca 2021 (USA)
Czas trwania: 112 min.

czwartek, 10 czerwca 2021

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 48 (Diuna - Powieść graficzna księga 1, Porcelana tom 3, Invincible tom 11, Lucky Luke - Belle Star)

Znów jest różnorodnie i ciekawie w Kiosku z komiksami... Każdy fan obrazkowych opowieści znajdzie w tym wydaniu coś dla siebie, niezależnie od tego czy lubi klimaty superhero, humorystyczne historyjki z morałem czy adaptacje słynnych dzieł science-fiction. Mamy sporo do omówienia, a jeszcze więcej do przeczytania - nie przedłużam więc i zapraszam do lektury! :-)


Diuna - Powieść graficzna, księga 1

Diuna
 to jedno z najważniejszych dzieł literatury science-fiction. Jej wpływów nie może przecenić żaden szanujący się fan fantastyki. Bez epopei Franka Herberta nie powstałoby (przynajmniej w takim kształcie, w jakim je znamy) wiele innych, równie istotnych dzieł kultury popularnej (z Gwiezdnymi wojnami na czele). Słynna powieść doczekała się udanej, wielkoekranowej adaptacji w reżyserii Davida Lyncha w latach 80. zeszłego wieku, tymczasem na horyzoncie już czai się kolejna, sygnowana ręką samego Denisa Villeneuve'a (premiera jego wersji pojawi się w kinach już jesienią). Popularność Diuny wykracza poza ramy samego tytułu, co oczywiście czyni z niej dzieło kultowe. Nie dziwi więc fakt, że Brian Herbert - syn autora oryginału, wraz ze znającym język opowieści graficznych Kevinem J. Andersonem wspólnie powołali do życia komiksową wersję tak cenionego tytułu. W tym ambitnym przedsięwzięciu graficznie wsparli ich Raul Allen i Patricia Martin. O czym opowiada ta niesamowita historia? Jest to zapis losów książęcej rodziny Atrydów, z rozkazu Padyszacha Imperatora oddelegowanej do panowania na pustynnej planecie Arrakis, zwanej potocznie Diuną. To tu dochodzi wkrótce do zdrady, podyktowanej nienawiścią upokorzonego rodu Harkonnenów, w wyniku której objawi się długo wypatrywany Kwisatz Haderach. Przeznaczeniem tego człowieka nieoczekiwanie stanie się przywództwo nad żyjącym pośród piasków ludem Fremenów. 

Jeśli tak jak mnie, podobała się Wam oryginalna Diuna, ale raziło stosowane w niej górnolotne i nieco przesadzone słownictwo, zapewne ucieszy Was fakt, że komiks Herberta i Andersona jest wolny od tego typu naleciałości. Diuna - Powieść graficzna, księga 1 ze względu na swą dynamiczną formę ma do przekazania wyłącznie sedno tej świetnej, pełnej zwrotów akcji historii. Jak wskazuje sam tytuł, nie jest to adaptacja pełnej wersji książki, a zaledwie jej pierwsza połowa. Na drugą przyjdzie nam chwilę poczekać, mimo wszystko jednak warto po ten komiks sięgnąć. Wbrew temu co napisano na okładce ("Nowa, wspaniała ekranizacja!"), graficzna wersja Diuny wcale nie bazuje na nadchodzącej, wielkoekranowej premierze. To całkowicie odrębna interpretacja, mająca na celu przekazanie treści dzieła w jak najwierniejszy sposób. Pominięto w nim wyłącznie to, co niejako kłóciło się z komiksową stylistyką, zachowując tak wiele z oryginału, jak tylko się dało. I dlatego też tytuł ten czyta się tak dobrze! Pewne minusy dostrzegam jedynie w przekładzie poszczególnych dialogów (lub narracji), które nie wiedzieć czemu rażą od czasu do czasu jakąś stylistyczną nieskładnością. Nie wiem, czy ten stan rzeczy wynika z chęci oddania klimatu powieści, ale przydałoby się jednak poprawić te nieścisłości. Wspaniałe ilustracje dopełniają obrazu komiksowej wersji Diuny. Realizm oddania postaci współgra z wiernym zobrazowaniem fantastycznej rzeczywistości. Dzięki temu można bez wahania zanurzyć się w ten inspirujący, ciekawy świat. Jeśli przeraża Was grubość oryginału, sięgnięcie po komiks będzie też świetnym krokiem ku okiełznaniu własnych uprzedzeń. Co generalnie bardzo polecam, bo naprawdę szkoda byłoby, gdyby byli tu fani science-fiction, nie znający kunsztu Diuny Herberta.  

Tytuł: Diuna - Powieść graficzna, księga 1
Scenariusz: Brian Herbert, Kevin J. Anderson
Rysunki: Raul Allen, Patricia Martin
Przekład: Marek Marszał, Andrzej Jankowski
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 176
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 59,90 zł


Porcelana, tom 3 - Wieża z kości słoniowej

Od Małej, poprzez Damę, aż do Matki... Droga głównej bohaterki cyklu Porcelana ani przez chwilę nie pozostaje usłana różami. Tym razem autorzy tego rewelacyjnego cyklu (a przy okazji jednego ze zwycięzców mojego prywatnego podsumowania Wielka Trójka 2020) przenoszą nas o ponad dziesięć lat w przyszłość. Tytułowa wieża, której budowę mogliśmy podziwiać w finale Kostnej bieli już stoi i jest bezpiecznym schronieniem dla Matki, jej dwóch córek oraz szeregu zastępów Porcelanów. Zło i ludzka głupota jednak nigdy nie śpią, tym bardziej, że bohaterom wciąż zagraża położone poniżej miasto. Nasza bohaterka wkrótce będzie musiała zmierzyć się z tym co nieuniknione, a jednocześnie poradzić sobie z rodzinnymi relacjami. Pytanie tylko, jak upora się z jednym i drugim, kiedy wszystkie znaki na Ziemi i Niebie wskazują, że być może nie uda się zrobić tego bez bolesnych strat. 

Wieża z kości słoniowej to trzeci tom, który podobnie jak jego poprzednicy, stanowi zamkniętą, choć powiązaną z poprzednimi odsłonami całość. O ile w przypadku Dziewczynki można było zakończyć znajomość z serią na tamtym tomie (mam nadzieję, że nikt tego nie zrobił!), tak przy trzecim zdecydowanie wymagana jest znajomość (przynajmniej) poprzedniego. Benjamin Reed wraz z ilustrującym całość Chrisem Wildgoosem zadbali, aby historia oprócz nowych elementów fabularnych urzekła nas wizualizacjami nieobecnymi w poprzednich częściach. Na tym etapie w oczy rzuca się choćby niesamowity styl wieży czy udoskonalone kształty Porcelanów. Wszystko jest tu tak plastyczne i szczegółowe, że wprost trudno oderwać się od poszczególnych stron. Generalnie autorzy dokonują tu świetnej rzeczy - w świecie współczesnej baśni i popkultury coraz ciężej jest wymyślić coś zupełnie nowego, tymczasem oni po raz trzeci stają na wysokości zadania. Choć wiele elementów z Porcelany widzieliśmy już nie raz w innych mediach, to jednak sposób ich kreacji bez wątpienia jest czymś bardzo świeżym i nowym. Oczywiście, najbardziej zyskuje na tym cała potęga alchymii, która znów zaskakuje kilkoma świetnymi rozwiązaniami (nie napiszę jakimi - to jedna z największych atrakcji tej części). Centralną myślą komiksu jest chęć zapewnienia bezpieczeństwa swoim bliskim przez Matkę, co prowadzi do konfliktu, rozrastającego się poza ramy tej części. Zdradzę trochę z treści tomu, pisząc, że za sprawą tych poczynań główna bohaterka niejako sama staje się głównym złoczyńcą opowieści. Takie jest przynajmniej moje wrażenie, spotęgowane świetnym rysem psychologicznym, jakim ta postać została obdarzona przez twórców. Porcelana jest bez wątpienia jednym z najlepszych komiksów, jakie czytałem w ciągu ostatnich kilku lat. Łączy w sobie nowatorskie ujęcie fantastyki, intrygujący gotycki klimat oraz głęboko uczuciową opowieść, która zostaje w głowie na długo po lekturze. To też taki komiks, którego fabuła stanowi nierozłączną całość z obrazem. W tej chwili nie wyobrażam sobie w ogóle, aby ktoś inny niż Wildgoose mógł tworzyć ilustracje do tej historii. Wieża z kości słoniowej to niby zwykła, napędzana fantastyką baśń, ale potrafiła przenieść mnie do miejsca, które choć brutalne i pełne niesprawiedliwości, to sprawiło, że chciałbym zostać w nim na dłużej. A to już naprawdę niebagatelna sprawa.

Tytuł: Porcelana, tom 3 - Wieża z kości słoniowej
Scenariusz: Benjamin Read
Rysunki: Chris Wildgoose
Przekład: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 128
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 57,00 zł


Invincible - tom 11

Dacie wiarę, że to już jedenasty tom przygód Invincible'a? Robert Kirkman nie raz pokazał, że na pisaniu długich, wielowątkowych fabuł zna się jak mało kto, i aż szkoda, że kolejny tom będzie już ostatnim... Nie wpadajmy jednak w przygnębienie, ponieważ nowy komiks z Markiem Graysonem w roli głównej przynosi same dobre i emocjonujące wydarzenia. Dzieje się jak zawsze sporo. Na Ziemi trwa brutalna rewolta Robota, która wkrótce doprowadzi do zmian na lepsze (tylko czy aby na pewno?), a Mark wraz z Eve i Terrą nadal przebywają na Talescrii. Wkrótce nowa misja zawiedzie Marka na pewną planetę, gdzie sprzymierzeńcy Koalicji wreszcie namierzyli Thragga. Chłopak nawet nie spodziewa się, że wkrótce przeszłość pomiesza się mu z teraźniejszością, a zdrada kogoś bardzo mu bliskiego zagrozi bezpieczeństwu ukochanych. W nowej odsłonie Kirkman stosuje wybieg z podróżą w przeszłość, stosowany niezliczoną ilość razy w innych tytułach. Na szczęście, w tym przypadku losy Marka wybrzmiewają z nową siłą, za pomocą której autor pokazuje, jak zmienił się nasz bohater od początku swej komiksowej wędrówki. Na jego barkach znów spoczywa decyzja dotycząca całej ludzkości i za pomocą tego ogranego schematu, tak czytelnik, jak i główny protagonista serii dochodzą do wniosków na temat swego miejsca we wszechświecie. Cenna jest to lekcja, a przy okazji poparta nową wersją początkowych przygód.

Jak przystało na tytuł superhero, Invincible dostarcza kilku niezłych potyczek ze złoczyńcami. Najbardziej emocjonująca jest jednak ta finałowa, która trzyma za gardło nie tylko walczących Marka i Eve, ale również nas, czytelników. Właściwy wydźwięk stawki ustawiony jest wysoko głównie za sprawą scenariusza, który w naturalny sposób zbratał nas z postaciami. Strata czasu, jakiej doświadczył Mark jest dla niego wielką traumą, która pcha go do działania celującego wyłącznie w dobro rodziny. Prowadzi to do oczywistej konkluzji, zmuszającej naszych bohaterów do podjęcia ostatecznej walki o szczęście i spokój. Jej przebieg poznamy w listopadzie, kiedy dwunasta część Invincible'a pojawi się w sprzedaży. Mam nadzieję, że moje wrażenia z lektury zainteresowały Was na tyle, aby sięgnąć po którąś z poprzednich części komiksu. Jeśli nie, zachęcam dodatkowo do przyjrzenia się animowanej, serialowej adaptacji dzieła Kirkmana, dostępnej na platformie Amazon Prime Video. W ośmiu kilkudziesięciominutowych odcinkach zawarto początki losów Marka, które po przeniesieniu na mały ekran stoją na równie wysokim poziomie co komiks. Co prawda serial oferuje pewne zmiany scenariuszowe względem pierwowzoru, ale i tak zabawa jest przednia. No i oryginalny dubbing jest także strzałem w dziesiątkę. Wierzę więc, że jeśli jeszcze nie poznaliście tej wspaniałej serii, szybko nadrobicie stracone atrakcje. A potem wpadniecie tu, napisać mi jak dobrze się bawiliście. ;-)  

Tytuł: Invincible - tom 11
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley, Cory Walker
Przekład: Agata Cieślak
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 304
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 99,99 zł


Lucky Luke, tom 64 - Belle Starr

Lucky Luke powraca i jest to już 64 album o przygodach kowboja, który strzela szybciej od własnego cienia. Od ponad siedmiu dekad komiksy o Luke'u bawią czytelników na całym świecie, dostarczając świetnych, pełnych humoru i nieco zadziornych treści. Tym razem twórcy ponownie odnoszą się do postaci historycznych. Ich wybór padł na tytułową Myrę Belle Starr, sędziego Izaaka Parkera oraz George'a Maledona. Akcja komiksu rozgrywa się w 1875 r. Luke dociera do miasteczka Fort Smith w Arkansas, które (jak głosi napis na tablicy zdobiącej wjazd do miasta) słynie z dobrej passy dla wszelkiej maści bandytów. Dzieje się tak za sprawą "troskliwej" opieki pani Starr, która w sprytny sposób zdołała zapanować tu nad prawem. Xavier Fauche tworzy w Belle Starr ciekawą koncepcję fabularną, nieczęsto spotykaną w komiksach Morrisa. Pomysł bazuje na ukazaniu cwanego planu Belle Starr, który pozwolił jej przejąć całkowitą kontrolę nad przestępczością w Forcie Smith. W kontraście do wizerunku decydującej o kształcie wymiaru sprawiedliwości kobiety autor ukazuje odważny plan Luke'a, który wraz z miejscowym szeryfem starają się pokrzyżować jej szyki. 

Trzeba przyznać, że ta sztuka wychodzi im (tak scenarzyście jak i bohaterom) całkiem nieźle, a dodatkowym atutem komiksu są liczne powroty znanych i lubianych postaci. W Belle Starr spotykamy więc braci Dalton oraz ich zacną mamusię, Billy'ego Kida, a w kilku kadrach miga nam nawet sam Jessie James. Dobry żart także nie jest rzadkością i w sumie można by napisać, że nowy Lucky Luke to komiks bez żadnych wad. Niestety, pewna rysa na tej nieskazitelnej opowieści pojawia się na samym jej końcu i jest na tyle niesmaczna, że muszę o niej wspomnieć. Moje niezadowolenie wynika z ukazania wykonania wyroku przez powieszenie (być może nic dziwnego, skoro w opowieści pojawia się sam Książę Katów Maledon), które mocno kłóci się ze sposobem pokazywania przemocy, jaki na przestrzeni lat wypracował sobie Lucky Luke. Co prawda w Belle Starr widzimy tylko nogi dyndających skazańców, ale w komiksie, który unika pokazywania trupów za pomocą komediowej oszczędności w środkach, taki stan rzeczy jest co najmniej dziwny. Może jestem już stary i nieco inaczej odbieram podobne kwestie, ale jak dotąd nie przypominam sobie podobnie drastycznej sceny w historiach o Luke'u. Szkoda też, że pojawia się ona na ostatniej stronie i żaden żart nie jest w stanie zmyć niesmaku z jakim pozostałem po lekturze. Niemniej jednak Belle Starr to dobry komiks, który ucieszy każdego fana Lucky Luke'a, zbierającego wszystkie jego przygody. A na horyzoncie widać już tytuły traktujące o dzieciństwie słynnego kowboja, więc na pewno będzie ciekawie i wesoło.

Tytuł: Lucky Luke, tom 64 - Belle Starr
Scenariusz: Xavier Fauche
Rysunki: Morris
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Komiks Diuna - Powieść graficzna, księga 1 ukazał się nakładem Domu Wydawniczego Rebis.



Wszystkie tomy Porcelany znajdziecie na stronie wydawnictwa Non Stop Comics.



Serii Invincible oraz Lucky Luke szukajcie na stronie wydawnictwa Egmont.  


piątek, 4 czerwca 2021

Ciche miejsce 2 (2021), czyli udana kontynuacja hitu grozy


Ponad trzy lata minęło od kiedy obejrzałem i zrecenzowałem Ciche miejsce (2018), wielki przebój filmowy z gatunku horror/science-fiction w reżyserii Johna Krasinskiego. Choć po pierwszym seansie wyliczyłem zarówno plusy jak i minusy tego widowiska, z czasem (i kolejną powtórką) moje zdanie nieco złagodniało. Tym bardziej z ogromną niecierpliwością oczekiwałem zapowiedzianej kontynuacji, która miała pojawić się w kinach na całym świecie już ponad rok temu. Niestety, parszywa pandemia bezwzględnie pozbawiła nas także tego typu rozrywek. Dobrze jest więc wreszcie powrócić na kinowe sale, aby w ciszy i skupieniu poznać dalsze losy rodziny, usiłującej przetrwać w świecie opanowanym przez krwiożercze, reagujące na dźwięk stwory.

Ciche miejsce 2 rozpoczyna się dokładnie w tym samym miejscu, w którym pozostawiliśmy naszych bohaterów. No dobrze, trochę się zagalopowałem, ponieważ pierwszy kwadrans to szybka retrospekcja, pokazująca początek inwazji obcych, która świetnie wprowadza nas w gęsty klimat filmu. Gęsty zarówno pod względem sposobu straszenia, jak i poszczególnych scen. A te rozpisane zostały jako bardziej dynamiczne oraz takie, które posłużą złapaniu oddechu pomiędzy jednym wybuchem paniki, a drugim. Evelyn (Emily Blunt) wraz z trójką dzieciaków po utracie bezpiecznego schronienia opuszczają dolinę. Udają się w poszukiwaniu nowego, lepszego miejsca do zamieszkania, znając wreszcie sposób na pokonanie bezwzględnych potworów. Oczywistym wydaje się więc być fakt, że początek ich wędrówki musi stanowić punkt wyjścia do nowych wydarzeń oraz faktów rozbudowujących uniwersum filmu.

Głównym celem twórców bezsprzecznie pozostaje chęć straszenia widza i pod tym względem Ciche miejsce 2 daje radę nieomal pod każdym względem. Dostajemy nie tylko nowe, przemyślane zwroty akcji, ale też logiczne następstwo wszystkiego, co widzieliśmy w poprzedniej odsłonie filmu. W mojej opinii trudno było pokazać coś nowego w temacie życia w wymuszonej ciszy, tymczasem tutaj ten najważniejszy element wypadł bardzo kreatywnie i przekonująco. Nie ma już pozornego straszenia wydającymi dźwięk przedmiotami, a wszelkie jumpscare'y pojawiają się tam, gdzie jako widzowie najmniej się ich spodziewamy (co wyszło perfekcyjnie). Najlepszy element zastosowano jednak w drugiej połowie filmu, kiedy dwukrotnie doszło do połączenia trzymających na krawędzi fotela, rozgrywających się w tym samym czasie scen. Tak podkręcone napięcie działa fenomenalnie, co w przypadku dobrze zagranych postaci, w oczywisty sposób przekłada się na rozrywkę najwyższej próby.


Bohaterowie filmu są kluczowi dla samej historii, jak i zaangażowaniu widza w okropieństwa będące ich udziałem. Na tym tle najciekawiej wypada nowa postać Emmetta (Cillian Murphy), dawnego przyjaciela Evelyn i Lee (John Krasinski). To taka postać, która nie tylko przechodzi dobrze zaprezentowaną przemianę, ale też przez większą część filmu pozostaje nieodgadniona względem swych zamierzeń. Doskonale wypada także wątek Regan (Millicent Simmonds), która stanowi przeciwwagę dla poczynań Emmetta. Razem tworzą ciekawą parę, co wybrzmiewa jeszcze ciekawiej, jeśli pod uwagę weźmiemy utrudniającą kontakt głuchotę dziewczyny. Sceny pozbawione dźwięku, zbliżające widza do jej punktu widzenia, ciekawie kontrastują z chwilami ataku obcych, pełnymi wrzawy i okropieństw. Warto też odnotować sprytne zastosowanie jednej z pojawiających się w drugiej połowie filmu postaci. Jest to ta chwila, kiedy znany aktor celowo robi wrażenie fabularnego pewniaka, aby jego śmierć pokazała nam, że nikt w tej opowieści nie jest bezpieczny. W produkcji Krasinskiego znacznie poszerza się tez cały postapokaliptyczny świat. Miejscem akcji nie jest już jedynie dolina i jej najbliższe okolice. Poznajemy nowe lokacje oraz innych ludzi, którzy w przeróżny sposób (czasem naprawdę przerażający) dostosowali się do nowej rzeczywistości. 

Czy są zatem w Cichym miejscu 2 jakieś słabe punkty? Oczywiście, że tak! Aż trudno w to uwierzyć, ale w tym stosunkowo niedługim filmie znajdziemy całkiem sporo dłużyzn. Zapewne miały one pomóc złapać oddech po pełnych grozy scenach, jednak wprowadzono ich trochę za dużo. Niewiele dowiemy się też na temat samych potworów, które w dalszym ciągu służą twórcom jedynie za mechanizm wywołujący przerażenie u widza. Początek filmu zdradza częściowo tylko ich pochodzenie, nie dając nam żadnych innych wskazówek. Parę scen zwraca uwagę swoją sztucznością albo zaprzecza prawom fizyki, ale skoro cała reszta filmu wywołuje pożądane wrażenia, to nie ma się nad nimi co dłużej rozwodzić.    

Ciche miejsce 2 to godna kontynuacja, będąca tak samo wciągająca (a może nawet odrobinę bardziej?) od swego pierwowzoru. Twórcy nie poszli na łatwiznę, skupiając się na ukazaniu elementów, na które (być może) zabrakło miejsca i czasu trzy lata temu. Nadal pozostajemy zaangażowani w losy bohaterów, z którymi jesteśmy związani od poprzedniej odsłony, ale najważniejsza pozostaje i tak metodyka straszenia, opanowana przez ekipę nieomal do perfekcji. John Krasinski pokazał, że sukces Cichego miejsca nie był jego jednorazowym strzałem w dziesiątkę. Facet niewątpliwie zna się na rzeczy i umie opowiadać historie, które przyciągają uwagę wieloma istotnymi elementami. Dzięki temu powinniśmy wyjść z kina w bardzo dobrych humorach. A to w końcu najważniejsze, bo przecież tego (i tylko tego!) wymagamy od popcornowej rozrywki. Tak sobie myślę, że w sumie warto było pomęczyć się ten ostatni rok. Ciche miejsce 2 całkiem nieźle wynagradza ten podły czas.



Tytuł: Ciche miejsce (A Quiet Place Part II)
Scenariusz i reżyseria: John Krasinski
Obsada: Emily Blunt, Cillian Murphy, Millicent Simmonds, Noah Jupe, John Krasinski, Djimon Hounsou, Scott McNairy i inni
Wytwórnia: Paramount Pictures 
Rok produkcji: 2021
Data premiery: 4 czerwca 2021 (Polska), 28 maja 2021 (USA)
Czas trwania: 97 min.