poniedziałek, 30 sierpnia 2021

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 53 (Kosmiczna Odyseja, Ms Marvel tom 10, Lucky Luke tom 4)

Apokolips, Nowa Geneza, Jersey City, Nugget Gulch, Clover Valley - w tym wydaniu Kiosku z komiksami zabieram Was w podróż do wielu niecodziennych miejsc. Jednocześnie tak jak zawsze będzie wesoło, dramatycznie i ekscytująco. No bo w końcu jak ma być, gdy siadamy do lektury trzech całkiem interesujących komiksów? Zapraszam!


Kosmiczna Odyseja

Po raz kolejny zapuszczamy się w odmęty kosmosu uniwersum DC. Wraz z Supermanem, Batmanem, Darksaidem, Starfire, Johnem Stewartem i Marsjańskim Łowcą odwiedzamy Apokolips oraz Nową  Genezę, aby stawić czoła niebezpieczeństwu, które może unicestwić całą masę światów. Oto bowiem Antyżycie - potężna moc, która tysiące lat temu zniszczyła setki układów planetarnych powraca i tylko sojusz pomiędzy potężnym władcą Apokolips, a wybranymi herosami z Ziemi może dać cień szansy na zwycięstwo. No dobra, wiem... Ileż to już razy czytaliśmy podobne opisy? Ileż razy ta epicka sieczka (przynajmniej dla mnie) okazywała się niegodna poświęconego jej czasu, do granic możliwości eksplorując papierowe schematy, gdzie działo się dużo i głośno, ale najczęściej bez sensu? Stanowczo zbyt wiele. Tym razem jednak Jim Starlin oraz Mike Mignola zabierają nas w podróż o charakterze częściowo sentymentalnym, pokazując jeden z ważniejszych eventów DC z lat 80. ubiegłego wieku. Nieoczekiwanie, swą formą i treścią zdaje się przewyższać inne tego typu wydarzenia, z wielkim uporem tworzone do dziś. Jak to się stało? Przyczyn takiej sytuacji jest kilka.

Po pierwsze, Kosmiczna Odyseja tworzona była w czasach, gdy zakrojone na szeroką skalę wydarzenia w uniwersum nie zdarzały się aż tak często, a co za tym idzie, nie musiały ciągnąć za sobą bagażu fabularnego, który tak wyraźnie ciąży współczesnym twórcom. Po drugie, Starlin niezwykle umiejętnie poprowadził narrację, dzięki czemu jego komiks jest w pełni zrozumiały dla czytelnika nie obeznanego z chronologią poszczególnych serii DC. Wszystkie kurioza i zasady eventu są tu przedstawione tak jasno i czytelnie, że wręcz przecierałem oczy ze zdumienia jak dobrze zostały one podane. Czyli jednak czasem można, prawda? Kolejna sprawą są bohaterowie. Choć jest ich tu naprawdę sporo, każdy ma szansę aby zabłysnąć, każdego z nich mamy szansę poznać, zrozumieć i poczuć do niego pewną nic sympatii. Zaangażowanie odbiorcy wiąże się tak z charakterem i decyzjami poszczególnych postaci, jak i wpływem, jaki ma na nich walka z Antyżyciem. Kosmiczna Odyseja to w większości komiks akcji, walk jest tu więc sporo, ale ani na chwilę nie gubią one treści przedsięwzięcia (wręcz ściśle współgrając z jego zasadami) oraz indywidualnych historii, dotykających uczestników opowieści. Ba, zdarzyły się tu nawet dwa lub trzy zwroty akcji! Kolejną niewątpliwą zaletą historii Starlina są ilustracje Mike'a Mignoli, który szerzej znany jest fanom komiksów za sprawą kultowego cyklu Hellboy. Na poszczególnych planszach widać wyraźnie, że Mignola w tamtym czasie był dopiero na etapie wyrabiania własnego stylu, tak rozpoznawalnego z serii o Piekielnym Chłopcu. Mimo wszystko jego rysunkom na etapie tworzenia Kosmicznej Odysei nie brakuje absolutnie niczego. Choć grafiki są czasem dość ogólne i celowo niedbałe, idealnie oddają wszystkie elementy składowe, które stanowią sedno scenariusza. Dzięki temu całość czyta się i ogląda bardzo dobrze, nie zwracając przesadnej uwagi na drobne mankamenty treści lub obrazu. I jako takie właśnie dzieło, Kosmiczna Odyseja jawi się jako jeden z lepszych eventów, który nie tylko podłożył podwaliny pod późniejsze wydarzenia w uniwersum DC, ale też zestarzał się z prawdziwą godnością, wciąż sprawiając wiele frajdy podczas lektury. I choćby dlatego warto przypomnieć sobie tę przygodę, albo przeczytać ją po raz pierwszy.

Tytuł: Kosmiczna Odyseja  
Scenariusz: Jim Starlin
Rysunki: Mike Mignola 
Przekład: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 208
Oprawa: twarda z obwolutą
Cena okładkowa: 89,99 zł


Ms Marvel, tom 10 - Raz za razem

Kamala Khan wraca po raz dziesiąty i jest to jednocześnie pożegnanie jej serii, prowadzonej przez G. Willow Wilson. Nazwisko scenarzystki to chyba jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogły przytrafić się Ms Marvel. Dzięki Wilson nasza tytułowa bohaterka jest nie tylko typową superheroską, ratującą świat przed wielkimi zagrożeniami (to zadanie spełnia częściej seria Avengers z Marvel Now! 2.0, gdzie Kamala pojawia się dość regularnie), ale przede wszystkim zwykłą dziewczyną, borykającą się z typowymi (choć nie mniej istotnymi) problemami, jakimi może być obarczony umysł nastolatki. Jako islamistka, Wilson w przystępny i pełen ciepła sposób oswaja też czytelnika z nieznaną szerzej religią. Jednocześnie nie czyni z niej narzędzia nachalnego dydaktyzmu, a jedynie środek do opowiedzenia ważnych i ciekawych historii. To niewątpliwie wielka zaleta serii, która pod tym względem znacznie odróżnia się od wszystkiego, co możemy przeczytać w superbohaterskim, komiksowym nurcie. W opowieściach pisanych przez autorkę czuć też wyraźnie pewną przyziemność, uwydatnianą za sprawą lokalnego ducha problemów, z którymi mierzy się Ms Marvel. Nie tylko kosmos czy Ziemia - Jersey City z każdą swą uliczką czy zaułkiem także wymaga zainteresowania lokalnej obrończyni.

Raz za razem dzieli się na trzy odrębne (choć połączone tonem finału) historie. Kamala próbuje w nich uporządkować swe prywatne sprawy z przyjaciółmi, walczy z nieustępliwym Shokerem (który zabiera ją w niezamierzoną podróż w inny wymiar) i wraz z Brunem próbuje dowiedzieć się więcej o źródle i potencjale swych możliwości. Jak to bywa w historiach obrazkowych, nie wszystko w tym eksperymencie idzie po ich myśli, na szczęście (jak zwykle) to nie supermoce, ale siła umysłu wybawi Ms Marvel z kłopotów. Choć jest to finalny rozdział pisany przez Wilson, dzieją się tu rzeczy inne, niż mógłbym się w ogóle spodziewać. Fabuła jest zakręcona bardziej niż w poprzednich tomach, a całość pomimo swej charakterystycznej lekkości jawi się jako dość osobliwa podróż w czasie i przestrzeni. Trudno więc ocenić czy Raz za razem jest lepszy od swych poprzedników (czy zwyczajnie inny) - to już każdy odbiorca musi ocenić na własną rękę. Niezmienny pozostaje natomiast wydźwięk całości, który pozostał utrzymany w klimacie cyklu. Wilson ponownie stawia na siłę przyjaźni oraz ludzi z otoczenia Kamali, którzy są stałą w jej wszelkich zmaganiach. Rysunki Nico Leona dodają losom Ms Marvel pewnej prostoty, a dalsze kadry to już klasyczna uczta dla wypatrującego wesołych szczegółów oka. Dziesiąty tom pod jednym względem jest naprawdę niesamowity - nieważne czy jesteśmy świadkami podróży bohaterki do tunelu czasoprzestrzennego, czy nocnych nasiadówek z przyjaciółkami, wszystko wydaje się być opowiedziane bardzo naturalnie i nie kłóci się ze sobą w najmniejszy sposób. A my, jako czytelnicy otrzymujemy lekturę, która jest zdecydowanie warta poświęconego jej czasu.

Tytuł: Ms Marvel, tom 10 - Raz za razem  
Scenariusz: G. Willow Wilson
Rysunki: Nico Leon
Przekład: Anna Tatarska
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 184
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 49,99 zł


Lucky Luke, tom 4 - Pod niebem Zachodu

Dacie wiarę, że do dnia dzisiejszego ukazały się aż 84 albumy (licząc serie poboczne) z przygodami Lucky Luke'a? Tym niemniej ciekawym jest fakt, że w nasze ręce trafia właśnie czwarty tom powstały w kolejności chronologicznej, wcześniej niedostępny na rodzimym rynku. Pod niebem Zachodu to tak naprawdę trzy oddzielne historie napisane przez legendarnego Morrisa, jeszcze przed nawiązaniem współpracy z Rene Goscinnym, który rzucił serię na właściwe (i tak dobrze znane nam) tory. Choć oczywiście powyższemu tomowi także niczego nie brakuje - to nadal świetna, przepełniona humorem i pełna przygód opowieść o losach najszybszego rewolwerowca Dzikiego Zachodu. W pierwszym komiksie (Powrót Joego Cyngla) Luke bierze udział w konnym wyścigu o 500 dolców. Nasz kowboj nie przeczuwa jednak, że w tych zmaganiach przeszkodzić będzie chciał mu niejaki John Filantrop, napotkany przypadkiem rewolwerowiec, skrzętnie ukrywający pewne fakty o sobie. W drugiej historii (Pora spędu bydła) tytułowy bohater zatrudni się jako profesjonalista przy wiosennym spędzie bydła, a w trzeciej (Wielki pojedynek) pomoże niezwykle silnemu Percivalovi (aka Battling Bedlenowi, zwanemu Rzeźnikiem) pokonać w czasie bokserskich zawodów nieustępliwego Killera Kelly'ego. Oczywiście, nie wszystkie osoby jakie nasi bohaterowie napotkają na swej drodze będą im przychylne, ale tego przecież i tak łatwo się domyślić.

Pod niebem Zachodu zwraca swoją uwagę specyficznym klimatem, cechującym czas powstania tego komiksu. Lata 50. ubiegłego stulecia to czas dość prostych historii, często wypełnionych barwnymi przygodami, z nienachalnym humorem i żelazną zasadą, że dobro zawsze zwycięży zło. Ta zasada obowiązuje też naturalnie we wszystkich późniejszych tomach Lucky Luke'a, ale w tym tomie czuć ją jakoś wyraźniej. Szczególnie w połączeniu z rysunkami Morrisa, które wówczas cechowała specyficzna stylistyka tamtych czasów - nieco odmienna od klasyki, do której przyzwyczaił nas w późniejszym czasie. Na ten ton ma też wpływ długość poszczególnych historii, które (poza dynamicznym tempem) w sumie dość szybko przechodzą do finału. Pewnym zgrzytem fabularnym (i przede wszystkim moralnym) jest znakowanie małego cielaczka przez Luke'a, jednak trzeba traktować ten czyn jako znak owych czasów (a poza tym nasz oprawca i tak dostał nauczkę od matki młodego!). Tak czy inaczej, czwarty tom Lucky Luke'a to doskonała rozrywka, będąca jednocześnie nostalgiczną wyprawą do początków serii. Wszystko jest tu na swoim miejscu, co docenią czytelnicy lubiące dobre, ponadczasowe historie. A szczególnie te, które osadzono Pod niebem Zachodu.  

Tytuł: Lucky Luke, tom 4 - Pod niebem Zachodu  
Scenariusz i rysunki: Morris
Przekład: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 48
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 24,99 zł


Wszystkie opisane powyżej komiksy znajdziecie na stronie Egmontu.


niedziela, 29 sierpnia 2021

10 najlepszych okładek Thorgala autorstwa Grzegorza Rosińskiego


W czym tkwi klucz do stworzenia idealnej komiksowej okładki? Tego chyba nikt dokładnie nie wie... Ja sam zastanawiałem się nad tym już od dłuższego czasu, dochodząc do dwóch zasadniczych wniosków. Pierwsze wrażenie, które musi wywołać na nas ilustracja, dotyczy chwili, gdy nie poznaliśmy jeszcze zawartości dzieła. O czym ono będzie? Jak to, co widzimy na okładce ma się do treści zawartej wewnątrz? Co stanie się z bohaterami i jakie losy będą ich udziałem? Grafika ma zmuszać nas do myślenia, powodując niemal natychmiastową chęć zgłębienia treści dzieła. Druga kwestia to nasz stosunek do tomu po jego przeczytaniu. Wówczas okładka powinna przypominać wszystkie najważniejsze wydarzenia z fabuły, jako centralny punkt skojarzeń traktując sytuację zawartą na ilustracji.

Thorgal to seria, która swymi okładkami przez wiele lat wywoływała u mnie właśnie takie uczucia. Jak wielkim artystą jest Grzegorz Rosiński, wie chyba każdy fan komiksowych treści. W wielu przypadkach tworząc tę najważniejszą wizualizację swych dzieł z pewnością starał się, aby idealnie reprezentowała ona przedstawiane wewnątrz tomu wydarzenia. Z tak wielu dzieł wybrałem dziesięć według mnie najlepszych, do dziś rozbudzających moją wyobraźnię. Nie klasyfikowałem ich od najlepszej do najgorszej, w tej kwestii nie umiem się zdecydować. Oto najwspanialsze okładki z historii o przygodach Thorgala (a także serii pobocznych cyklu)!  



wtorek, 24 sierpnia 2021

Fotorelacja z wystawy z okazji 80. urodzin Grzegorza Rosińskiego w warszawskiej Galerii Ilustracji i Komiksu PolishComicArt

Fani komiksów Grzegorza Rosińskiego mają w ostatnich miesiącach wiele powodów do radości. Na jesień tego roku zapowiedziany został kolejny komiks z cyklu Thorgal, a w warszawskiej Galerii Ilustracji i Komiksu PolishComicArt z okazji 80. urodzin Mistrza zorganizowana została wystawa, na której można na własne oczy zobaczyć oryginalne dzieła tego kultowego autora. 



Wraz z żoną Monisią wybraliśmy się w dość chłodny, sierpniowy wtorek do wspomnianej galerii, aby powspominać dobre czasy młodości, ale także po raz pierwszy ujrzeć oryginalne plansze, obrazy i szkice wykonane przez dziesiątki lat kariery Grzegorza Rosińskiego. Wystawa w Galerii Ilustracji i Komiksu nie jest może przesadnie wielka, ale to co można na niej zobaczyć, mówi samo za siebie. Oprócz wspomnianych dóbr uwagę zwracają precyzyjnie wykonane figurki, przedstawiające bohaterów znanych z komiksów Mistrza. Są tu również projekty popiersi postaci, wykonane przez autora, które publicznie pokazywane są po raz pierwszy. Skala zaprezentowanych dzieł udowadnia dobitnie, jak kompletnym i absolutnie wszechstronnym artystą jest Grzegorz Rosiński.


Jeśli cenicie twórczość Grzegorza Rosińskiego i jesteście fanami komisów takich jak Throgal, Yans, Kapitan Żbik, SzninkielWestern czy Legendy polskie, koniecznie znajdźcie czas, aby do końca listopada b.r. wpaść do Warszawy na ul. Mackiewicza 3/5. Taka wystawa prędko (jeśli w ogóle!) się nie powtórzy, a szansa na podziwianie oryginalnych prac Mistrza sama w sobie jest czymś naprawdę niezwykłym!

czwartek, 19 sierpnia 2021

KIOSK Z KOMIKSAMI - Wydanie 52 (Star Wars - The High Republic Adventures vol. 1, Garfield tom 10, Wujek Sknerus i Kaczor Donald tom 8)

Jedi, Kaczki i Garfield... A ja znowu chwalę wszystkie dostarczone do Kiosku z komiksami tytuły. Jak to się dzieje? No cóż, może dlatego, że instynktownie do recenzji wybieram tylko te pozycje, co do których mam wyjątkowo dobre przeczucia...? Jak na razie ten czytelniczy instynkt sprawdza się w znakomitej większości, mam więc nadzieję, że i dla Was moje opinie będą jak najbardziej wartościowe. Zapraszam do lektury! :-)


Star Wars - The High Republic Adventures, vol. 1

Jesteście gotowi na porcję nowych przygód w czasach Wielkiej Republiki? Jeśli tak, to świetnie się składa, ponieważ chcę dziś przedstawić Wam pierwszy tom nowej serii z cyklu Star Wars - The High Republic Adventures. Jego akcja rozgrywa się wkrótce po wydarzeniach opisanych w powieści Light of the Jedi, gdy fragmenty rozszarpanego w nadprzestrzeni statku docierają do planetarnego systemu Trymant, zagrażając jednej ze znajdujących się tam planet. Na pomoc mieszkańcom Trymant IV wysłany zostaje statek z Padawanami Jedi, którymi zajmują się Mistrzowie Yoda oraz Torban Buck. Całą sytuację śledzimy oczami nastoletniej uczennicy Jedi - Luli Talisoli oraz dwójki przyjaciół zamieszkujących planetę - Zeen Mrali oraz Krixa. Lokalna społeczność globu z nieufnością odnosi się do pojęcia Mocy i władających nią Jedi, toteż pomoc młodzików Jedi nie jest widziana zbyt przychylnie. Na domiar złego wkrótce okazuje się, że Zeen od dawna ukrywa przed innymi swą wrażliwość na Moc. Wszystko staje na głowie w chwili, gdy na planetę dociera statek odpowiedzialnych za katastrofę Nihili, a Zeen pomaga uratować ludność posługując się Mocą.

Star Wars - The High Republic Adventures vol. 1 to historia przeznaczona głównie dla młodszych odbiorców. Choć wydarzenia w niej opisane są niezmiernie ważne w kontekście rozwoju całego cyklu, zajmujący się scenariuszem Daniel Jose Older od początku do końca stawia w niej na kwestie, które mogą być istotne dla nastoletniego czytelnika. Komiks porusza materię przyjaźni i oddania, a także zrozumienia swego miejsca pośród innych. Postacie Zeen i Krixa kontrastują ze sobą nieustannie od chwili ich nieoczekiwanego rozstania. To pokazuje, jakimi wzorcami powinno kierować się, aby nie zgubić raz obranego celu. I choć dydaktyzm opowieści jest aż nadto widoczny, sama fabuła oferuje tak wiele atrakcji, że bez problemu można odłożyć na bok wypływające z niej morały. W Star Wars - The High Republic Adventures vol. 1 nie brakuje momentów dramatycznych, ukazujących problematykę kłopotów w jakie wplątał się Zakon Jedi. Na szczęście Older nie poprzestał wyłącznie na tym, ani na chwilę nie zapominając jak ważni dla całej historii są jej bohaterowie. Z wieloma z nich bez problemu możemy się identyfikować (nawet jeśli dawno już skończyliśmy te  kilkanaście lat), a ich losy ani na chwilę nie pozwolą oderwać się od lektury. Jest w tym tomie też trochę ciepłego humoru, najczęściej wynikającego z charakteru postaci Mistrza Torbana Bucka. Czy to za sprawą genezy jego pseudonimu (Wiadra Krwi), czy też estymy, jaką darzy on ciasteczka Mistrza Yody, lekki ton poczynań bohatera fajnie balansuje dramaturgię opowieści. Bardzo ważni dla treści komiksu są jak zawsze Nihilowie, a głównie ich herszt Marchion Ro, który w tym tomie realizuje kolejną część swego diabolicznego planu. Jest on też katalizatorem wszelkich obaw i rozczarowań Krixa. Całości dopełniają rysunki Harvey Tolibao, które może nie są ideałem komiksowej kreski, ale jako ilustracja wydarzeń tego tomu sprawdzają się znakomicie. Kiedy trzeba są niezwykle szczegółowe (duże plansze ukazujące potyczki Jedi z Nihilami), innym razem stawiają na minimalizm, pomagający wzmocnić siłę przekazu ważniejszych scen. Star Wars - The High Republic Adventures vol. 1 to kolejny tytuł pokazujący, że tegoroczny projekt ze świata Gwiezdnych wojen ma się świetnie i że jeszcze przez długi czas będzie cieszyć nas nieznanymi losami Jedi i ich licznych przeciwników. Warto po niego sięgnąć, jeśli lubicie tego typu opowieści.

Tytuł: Star Wars - The High Republic Adventures, vol. 1
Scenariusz: Daniel Jose Older
Rysunki: Harvey Tolibao
Wydawnictwo: IDW Publishing
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 128
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 12,99 $


Garfield - Tłusty koci trójpak, tom 10

Najbardziej leniwy, łakomy i cwany kot świata powraca w dziesiątej odsłonie swych przygód! Tak, oczywiście mowa tu o Garfieldzie, który jest jednocześnie najbardziej ukochanym kocurem wszystkich komiksomaniaków. Nowy tom to zbiór oryginalnych pasków z gazet ukazujących się w USA na przełomie czerwca 1994 r. i marca 1996 r. Wszystkie zostały zebrane w trzech publikacjach (Garfield żyje tłustą piersią, Garfield - Tony śmiechu, Garfield - Większy i lepszy), które składają się na powyższe, zbiorcze wydanie Tłustego kociego trójpaku. Co tym razem przygotował dla stałych wielbicieli Garfielda niezastąpiony Jim Davis? Nasz bohater kończy w tym tomie (odpowiednio) szesnaście i siedemnaście lat, okrutnie dokucza Odiemu, uprzykrza życie Jona, niszczy zasłony, ściga myszy, morduje pająki, denerwuje okoliczne psy, ale przede wszystkim jest świetnym komentatorem swego małego, bezpiecznego świata. A wszystko to ku naszej wielkiej, czytelniczej uciesze. 

Najbardziej zastanawiające jest w Garfieldzie to, skąd Jim Davis przez te wszystkie lata brał (i nadal bierze) pomysły na swoje komiksy. Trzeba bowiem mieć świadomość, że pole do manewru nie jest wcale aż tak ogromne, tymczasem autor za każdym razem staje na wysokości powierzonego zadania, dostarczając trzy obrazki okraszone przepyszną puentą. I choć motywy powtarzają się bardzo często, to finał zaskakuje i śmieszy dosłownie za każdym razem. Zapewne każdy z odbiorców ma swoje ulubione wątki z Garfielda, ale też takie, które podchodzą mu mniej. W moim przypadku są to występy naszego kocura na płocie, podczas których zostaje on wygwizdany lub obrzucany odpadkami. No cóż, takie już jest życie - zawsze znajdzie się coś, co może spodobać się mniej. Będąc jednak w pełni obiektywnym, w przypadku Garfielda nawet te elementy wypadają bardzo fajnie, co tylko podkreśla wielką klasę tytułu. Warto więc przypomnieć sobie powyższą klasykę amerykańskiego komiksu humorystycznego. Jej ponadczasowość i jakość od lat mówi sama za siebie.

Tytuł: Garfield - Tłusty koci trójpak, tom 10 
Scenariusz i rysunki: Jim Davis
Przekład: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 288
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 79,99 zł


Wujek Sknerus i Kaczor Donald, tom 8 - Ucieczka z Zakazanej Doliny

Polscy kaczkofani mają naprawdę wiele powodów do radości. Nie tylko w regularnych odstępach czasu Egmont wydaje legendarny Kaczogród Carla Barksa, ale w sklepach z komiksami pojawił się właśnie ósmy tom Wujka Sknerusa i Kaczora Donalda, zatytułowany Ucieczka z Zakazanej Doliny! Autorem owego tytułu jest nie kto inny jak powszechnie uwielbiany Don Rosa - artysta, który od wczesnych lat 90. ubiegłego stulecia tworzy wręcz kultowe historie z postaciami Disney'a. Rosa zasłynął nie tylko wybornym humorem czy charakterystyczną kreską swych komiksów, ale przede wszystkim wspaniałym (i skrupulatnym) uzupełnieniem życia Sknerusa McKwacza, dodając wiele elementów do treści przed laty przedstawionej przez Barksa. W najnowszym zbiorze popularny autor na warsztat bierze kilka przygód, które jak sam wspomina w Przedmowie, są sequelami (czyli kontynuacjami) innych opowieści, tworzonych przez niego, jak i Carla Barksa. W ten sposób otrzymujemy siedem świetnych opowieści, z których każda jest lepsza i (że się tak wyrażę) bardziej mięsista od poprzedniej. Zaczynamy wspominkami Donalda o tym jak jego siostrzeńcy zostali przyjęci do Młodych Skautów, następnie jesteśmy świadkami zuchwałej próby kradzieży fortuny Sknerusa przez Czarnego Rycerza, a po opowieści o początkach i tajemnicy niezwykłego farta Gogusia oraz kilku niebezpiecznych wyprawach w poszukiwaniu skarbów (w tym tytułowej Ucieczki z Zakazanej Doliny) Rosa wytacza swe opus magnum, którym jest W poszukiwaniu Kalevali, ambitna historia łącząca fińskie mity z kolejną podróżą Sknerusa. Jak pisze w Za kulisami sam autor, powstała ona, aby ukontentować fińskich fanów Donalda i McKwacza, stanowiących zdecydowaną większość sympatyków Kaczek na całym świecie. To naprawdę kreatywna rzecz!

Komiksy o Kaczkach łączy jak zawsze wielka i nieprzewidywalna przygoda, doskonały humor, a także łatwo rozpoznawalna, dopracowana kreska. To również komiksy, które absolutnie nigdy się nie zestarzeją! Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości - ową tezę udowodnił już sam Barks, którego tytuły wydawane ponad osiemdziesiąt lat temu nadal bawią tak samo jak niegdyś (są też pozbawione nieznośnej infantylności, tak widocznej w ówczesnych komiksach superbohateskich). Dodatkową atrakcją ósmego tomu są wspominki Rosy, który dokładnie przybliża okoliczności powstania poszczególnych rozdziałów (jest tam cała masa naprawdę interesujących informacji) oraz zabawa z wyszukiwaniem dedykacji d.u.c.k., umieszczanej na okładkach oraz pierwszych kadrach większości komiksów. Ucieczka z Zakazanej Doliny jest publikacją dla czytelnika w każdym wieku, toteż mogę z czystym sumieniem polecić ją każdemu komiksomaniakowi. Oczywiście tylko takiemu, który jakimś cudem nie odkrył jeszcze skarbów Dona Rosy. Reszta kaczkofanów na pewno już zdążyła go przeczytać.

Tytuł: Wujek Sknerus i Kaczor Donald, tom 8 - Ucieczka z Zakazanej Doliny
Scenariusz i rysunki: Don Rosa
Przekład: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 224
Oprawa: twarda
Cena okładkowa: 69,99 zł


Komiksy z serii Garfield oraz Wujek Sknerus i Kaczor Donald znajdziecie na stronie Egmontu.


piątek, 13 sierpnia 2021

RECENZJA: Star Wars: Out of the Shadows (The High Republic) - Justina Ireland


Out of The Shadows Justyny Ireland to już szósta książka z serii Star Wars - The High Republic. W tym miejscu warto jednocześnie zaznaczyć, że seria jest już na takim etapie rozwoju, że niniejsza powieść polecana jest raczej dla czytelników zaznajomionych przynajmniej z Light of the Jedi czy The Rising Storm. Niestety, zbyt wiele wątków oraz stale rozwijające się relacje pomiędzy bohaterami mogą skutecznie zbić z tropu nowego odbiorcę. Jeśli więc macie jakieś zaległości w cyklu o Wielkiej Republice, polecam nadrobić je, zanim sięgniecie po tytuł Ireland. A warto to zrobić, bo seria z tomu na tom robi się coraz ciekawsza.

Out of the Shadws opowiada historię Sylvestri Yarrow, młodej pilotki statku handlowego Switchback, która podczas jednej ze swych misji zostaje zaatakowana przez kosmicznych piratów zwanych Nihilami. Dzięki przytomności umysłu dziewczynie udaje się uciec i ostatecznie dotrzeć na Coruscant, celem zgłoszenia napaści. Dzięki wizycie w stolicy Syl ma nadzieję, że tak ona, jak i jej dwuosobowa załoga znów będą mogli stanąć na nogi. Tu napotyka niejakiego Xylana Grafa, członka bardzo wpływowej i majętnej rodziny, który proponuje jej pewne przedsięwzięcie. Syl nawet nie spodziewa się, że zadanie wyznaczone przez nowego zleceniodawcę wkrótce odkryje przed nią szczegóły domniemanej śmierci jaj matki, a także zawiąże spisek, w który wciągnięci zostaną również rycerze Jedi.

Książka wydaje się być idealną kontynuacją wątków prezentowanych w poprzednich odsłonach cyklu i pod tym względem bez problemów przyciągnęła moją uwagę. O ile poprzednie tytuły podchodziły pod mój gust bez większych zastrzeżeń, tak w przypadku tej lektury mam dość mieszane uczucia... Cóż więc stało się, że na idealnym obrazie The High Republic nagle pojawiła się tak niepokojąca rysa? Przyczyn jest kilka, a wynikają one jednocześnie z dobrych, jak i mniej udanych kwestii, które rozwija w swej powieści Ireland. Rozumiem jak dużym przedsięwzięciem jest cały cykl (przy którym niestrudzenie pracuje kilku wielce utalentowanych autorów), ale w przypadku Out of the Shadows autorka za bardzo skupia się na podbudowaniu całej wielkiej historii rozgrywającej się w uniwersum, jednocześnie po macoszemu traktując strukturę fabularną tej konkretnej opowieści. 


Główny wątek Syl wybrzmiewa naprawdę zadowalająco (otrzymujemy wyraźny początek, rozwinięcie i zakończenie jej historii), dużym zawodem okazuje się być niespodziewanie udział kilku postaci drugoplanowych. Założenie było jak najbardziej trafne - znów spotykamy Jedi Vernestrę Rwoh wraz z jej Padawanem Imrim oraz Mistrza Cohmaca i oczytanego Reatha Silasa. Znamy ich dobrze z poprzednich publikacji, więc oczywistym jest, że trzeba gdzieś kontynuować ich wątki. Chcąc nie chcąc, biorą oni udział w szeroko zakrojonej intrydze, która rozwija się obiecująco aż do samego finału. I tu wychodzi kolejny problem powieści - jej rozwiązanie Ireland przedstawia zupełnie bez pomysłu. Na domiar złego, w finale okazuje się, że niektóre postacie były w książce naprawdę zbędne. Najlepszy przykład to Reath, którego powiązania z agentką Nihilów Nan są chyba jedyną przyczyną jego bytności w powieści, tymczasem ostatecznie okazują się być zupełnie niewykorzystane. Słabo, bo ten wątek bardzo mnie interesował.
 
Wielkim plusem Out of the Shadows jest natomiast rys psychologiczny postaci, czyli coś, na co w poprzednich tytułach nie było zbyt wiele miejsca i czasu. Bardzo wiele dowiadujemy się o rozterkach i wewnętrznej walce Syl, zaczynamy też lepiej rozumieć sytuację Vern, która boryka się z wielką odpowiedzialnością oraz pewnego rodzaju dyskryminacją, wynikającą z młodego wieku, w którym zyskała tytuł rycerki Jedi. Pełniejszy obraz zyskują także sami Jedi, jako strażnicy pokoju i porządku w galaktyce. Coraz lepiej pojmujemy jak wszyscy oni różnią się od siebie i jak każdy z nich inaczej patrzy na kwestie swego powołania. Wspólnie z autorką zgłębiamy również tajemnice nadprzestrzeni i Mocy. Jest tego naprawdę sporo i szkoda tylko, że czasem wszystkie te dywagacje potrafią wręcz kolidować z dynamiką fabuły, która mimo ciekawie zarysowanej intrygi, zdaje się podążać zbyt powolnym torem.   

Pomimo pewnej nutki rozczarowania muszę przyznać, że Out of the Shadows to nie jest zła powieść. Dostarcza sporo frajdy z lektury i popycha najróżniejsze wątki z uniwersum do przodu, jednak często dzieje się to z krzywdą dla elementów uzupełniających główną oś fabuły. A przecież to ona powinna być tu najważniejsza. Jest więc trochę na odwrót, ale ostatecznie książka Ireland stoi na własnych nogach (choć nie powiedziałbym, że jest to pozycja do końca stabilna). Ze względu na wielką fascynację jaką darzę powieści z tego cyklu, mam wielką nadzieję, że kolejne będą już tak dobre jak te wydane dotychczas, a słabsza forma powyższego tomu będzie tylko jednorazowym wypadkiem przy pracy. Takim, który mimo wszystko miał prawo się zdarzyć, jeśli weźmiemy pod uwagę ogrom wyzwań, materiału czy postaci, z którymi przyszło zmierzyć się autorce i jej kolegom po fachu. Finał zapowiada niezłe fajerwerki w kolejnych odsłonach, warto więc śledzić cykl dalej.



Tytuł: Star Wars: Out of the Shadows (The High Republic)
Autor: Justina Ireland
Wydawnictwo: Lucasfilm Press
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 352
Oprawa: twarda 
Cena okładkowa: 17,99 $


The High Republic - moje recenzje i proponowana kolejność czytania:

Out of the Shadows - Justina Ireland 

niedziela, 8 sierpnia 2021

The Suicide Squad (2021), czyli jak film o Legionie Samobójców powinien wyglądać


Legion samobójców (2016) to chyba jedna z największych wpadek w historii budowania komiksowych uniwersów. I nie chodzi tu bynajmniej o jakość samego filmu (ta ostatecznie może być uznana za dość znośną już po trzeciej szklaneczce piwa), ale o samo zrozumienie materiału i rodzaju opowieści, z której powstaniem przyszło zmierzyć się twórcom. I tak jak film w reżyserii Davida Ayera poległ na całej linii (także przez naciski wytwórni, która mocno wtrącała się reżyserowi do pracy), tak w społeczeństwie przez ostatnie pięć lat nie zgasł płomień nadziei, że kiedyś jeszcze będzie nam dane zobaczyć dobrą opowieść z obozu DC, traktującą o niebezpiecznych skazańcach, zmuszonych do wykonania misji, z jaką nie chciałby mierzyć się żaden oddział czy superbohater. Do pracy przy nowej wersji The Suicide Squad powołano Jamesa Gunna, który kilka lat wcześniej pokazał całemu światu, że na robieniu filmów o bandzie nieprzystosowanych życiowo postaci zna się jak nikt inny. I tak na wielkie ekrany trafił w tym roku niby-sequel (lub soft reboot), zatytułowany Legion Samobójców: The Suicide Squad.

Początkowo bałem się, że projekt Gunna będzie zbyt mocno przypominał jego najsłynniejsze dzieło, czyli Strażników Galaktyki. W końcu tematyka obu filmów jest dość zbieżna - w podobny sposób eksplorują one losy grupy przypadkowo dobranych postaci, zmuszonych do wspólnego działania w imię osiągnięcia określonego celu. Na szczęście The Suicide Squad poza wspomnianą kwestią w niczym nie przypomina swego znakomitego poprzednika, a jedyne co łączy obie produkcje, to znamienna ręka twórcy - świadomego i kreatywnego rzemieślnika, który na obu dziełach odcisnął ślad swego indywidualizmu. Powiedzmy to sobie od razu - Gunn wie jak robić znakomite kino rozrywkowe i nie boi się wprowadzania rozwiązań, które w rękach innego reżysera skazane byłyby na porażkę. Jest więc The Suicide Squad filmem dość mocnym i radośnie nieprzewidywalnym, ale co chyba najważniejsze - w pełni oddającym charakter zbieraniny bohaterów, których poczynania śledzimy na wielkim ekranie. Bo to, że skazańcy z Belle Reve znów wyruszą na misję ratowania świata, żadną tajemnicą przecież nie jest.

Nie ma chyba sensu pisać o czym jest ten film, bo każde kolejne zdanie z pewnością zepsuje frajdę z wizyty w kinie. Warto jednak zaznaczyć, że reżyser dobrał skład zespołu bohaterów tak, aby każdy z nich wniósł coś od siebie do fabuły i aby cała ta zbieranina, jako nieskora do działania jednostka, była jednak w stanie współpracować ramię w ramię nad wyznaczonym celem. Dodatkowo, umieszczenie w zespole wielu słabiej rozpoznawalnych indywiduów dało reżyserowi więcej swobody przy tworzeniu scenariusza. Dzięki temu otrzymujemy produkcję z całą masą ciekawie zagranych i poprowadzonych postaci, oraz przykuwające uwagę zwroty akcji wynikające bezpośrednio z ich charakteru. To, wraz z dobrze nakreśloną treścią tworzy niecodzienny koktajl akcji, śmiechu i bezpardonowej rozrywki, w czym zarówno Gunn, jak i jego zespół Samobójców okazują się być absolutnymi mistrzami. The Suicide Squad to taki film, który pokazuje nam rzeczy, które pozornie nigdy nie powinny się w nim znaleźć (patrz: główny cel misji, którym jest starcie z wielką rozgwiazdą z kosmosu), ale jakimś cudem tam są i działają tak dobrze, że za nic nie chcielibyśmy zamienić ich na nic innego. Paradoks, ale jak najbardziej pożądany. 


Nowa przygoda Harley, Bloodsporta, Peacemakera i reszty to nie tylko ostre, przesiąknięte krwią kino akcji. To także obraz naprawiający liczne błędy swego poprzednika, który czasem wręcz scena po scenie pokazuje jak tamten film powinien był wyglądać (zobaczcie choćby obie sceny w barze/klubie, które służą pogłębieniu relacji pomiędzy postaciami, jednocześnie wpływając na ich odbiór w oczach widza). Gunn prowadzi swą historię ze znawstwem materii oraz wyraźną frajdą, jaką niewątpliwie sprawiało mu tworzenie tego filmu. The Suicide Squad może pochwalić się niezłym realizmem oraz dobrymi efektami specjalnymi. Jeśli bohaterowie mają być brudni i potłuczeni, to tacy będą. Jeśli jakiś potwór niszczy budynki, to chcemy zobaczyć latające fragmenty desek i cegieł, a nie tylko rozpikselowany kurz. Fajnie wybrzmiewa też określenie charakteru i okoliczności świata przedstawionego, który ma do zaoferowania o wiele więcej, niż można byłoby się tego spodziewać. Informacje te nie pozostają bez znaczenia w stosunku do zaprezentowanych wydarzeń, co tylko dodaje filmowi pewnej ekranowej wiarygodności. I choć The Suicide Squad nie jest niczym innym niż zwykłym tytułem rozrywkowym, to jednak dobrze, że został stworzony z myślą o podobnych detalach. W końcu również one wpływają na naszą późniejszą ocenę całości. 

Jestem prawdziwie zachwycony nową odsłoną przygód Oddziału Specjalnego X i już teraz mogę umieścić go wśród swoich ulubionych produkcji z DC (obok Shazama oraz Ptaków Nocy). Poszukując swej drogi ku udanej adaptacji opowieści superbohaterskich Warner i DC wreszcie mogą pochwalić się znaczącym sukcesem. Miejmy też nadzieję, że jakość filmu przekuje się na imponujący wynik finansowy produkcji w kinach, bo The Suicide Squad jest tego jak najbardziej wart. Na sam koniec warto zauważyć, że nie jest to jednak film dla każdego. Kino akcji, które tym razem zaserwował nam Gunn rządzi się swymi indywidualnymi prawami. Mogą być one niezbyt czytelne dla starszego lub przyzwyczajonego do klasycznego sposobu opowiadania historii widza. Reszta odbiorców, znająca obecne realia kina rozrywkowego i przystosowana do standardów brutalnych, pełnych komicznych zwrotów akcji filmów powinna być wniebowzięta. Ja bynajmniej jestem i seans jak najbardziej polecam.



Tytuł: Legion Samobójców: The Suicide Squad (The Suicide Squad)
Scenariusz i reżyseria: James Gunn
Obsada: Idris Elba, Margot Robbie, John Cena, Joel Kinnaman, Viola Davis, Tinashe Kajese, Michael Rooker, Jai Courtney inni
Wytwórnia: Warner Bros., DC Entertainment 
Rok produkcji: 2021
Data premiery: 6 sierpnia 2021 (Polska), 6 sierpnia 2021 (USA)
Czas trwania: 132 min.

czwartek, 5 sierpnia 2021

Lego 76391 Harry Potter Ikony Hogwartu - edycja kolekcjonerska nadchodzi!

Lego nie zawodzi fanów Harry'ego Pottera i na wrzesień zapowiedziało kolejny świetny zestaw o nazwie Ikony Hogwartu — edycja kolekcjonerska! Nowy produkt duńskiej firmy pozwala przywołać najbardziej pamiętne obrazy z całego książkowo-filmowego cyklu w formie wyjątkowego eksponatu. Szykujcie miejsce na półce, ten gigant będzie się składać z 3010 elementów!


Ten spektakularny model to obfitujący w czarodziejskie szczegóły hołd dla Harry’ego Pottera i świata czarodziejów. W zestawie jest różdżka i okulary Harry’ego, czekoladowa żabka Rona, taca Hermiony z pięcioma buteleczkami eliksirów i magicznymi składnikami (jest tam eliksir wielosokowy, Płynne Szczęście i Skrzeloziele), dziennik Toma Riddle’a, Złoty Znicz oraz szkolny szalik (można go przerobić, by barwy pasowały do każdego z Domów Hogwartu). Kompletu magicznych przedmiotów dopełnia sowa Hedwiga, która trzyma niecierpliwie wyczekiwany list z zaproszeniem do Hogwartu (każdy posiadacz zestawu może wpisać na nim swoje imię!). Dodatkiem do tego fascynującego modelu są trzy ekskluzywne złote minifigurki — Albusa Dumbledore'a, Minervy McGonagall i Rubeusa Hagrida — oraz podstawka ekspozycyjna z ozdobną płytką na 20. rocznicę serii Lego Harry Potter.





Zestaw pojawi się w sprzedaży 2 września b.r. w cenie 1099,99 zł. Można go będzie kupić w oficjalnych salonach Lego oraz na stronie internetowej Lego Shop@Home

niedziela, 1 sierpnia 2021

Star Wars - The High Republic - Rada Jedi z czasów Wielkiej Republiki

Cykl książkowo-komiksowy Star Wars - The High Republic rozgrywa się około dwustu lat przed wydarzeniami zaprezentowanymi w pierwszym filmie z cyklu Gwiezdne wojny. Nic zatem dziwnego, że znana i szanowana powszechnie Rada Jedi składała się wówczas z innych Mistrzów Zakonu, niż w chwili, gdy Qui-Gon Jinn wprowadził Anakina do siedzib Rycerzy na Coruscant. Zobaczcie jacy Mistrzowie zasiadali w Radzie w czasach Wielkiej Republiki. Zwróćcie też uwagę, że trzej pierwsi to tzw. Wielcy Mistrzowie Jedi.