środa, 22 września 2021

RECENZJA: Dom stu szeptów - Graham Masterton


Lubicie historie o duchach? A o duchach w starych, opuszczonych posiadłościach? Graham Masterton, jeden z najbardziej uznanych twórców powieści grozy, w swej najnowszej książce zabiera nas w podróż do takiego właśnie miejsca. Będzie to wyprawa charakterystyczna dla stylu pisarza, z wszystkimi jego plusami i minusami. Fani jak zwykle będą zachwyceni, reszta odbiorców powinna zaakceptować sposób podania historii przez autora, lub opowiedzieć się za zupełnie inną stylistyką. Moim zdaniem zdecydowanie warto sięgnąć po Dom stu szeptów, choćby ze względu na oryginalne wykorzystanie pomysłu, liczne zwroty akcji oraz niesamowite tempo opowiadanej historii. 

Naszym przewodnikiem po tej mrocznej i fascynującej historii będzie Rob Russsell, który wraz z żoną, synem oraz dwójką swego rodzeństwa przybywa do wiekowej posiadłości w Allhallows Hall. Celem wizyty jest odczyt ostatniej woli ich nagle zmarłego ojca. W czasie spotkania dochodzi do niepokojącego zajścia, które uniemożliwia rodzeństwu i ich rodzinom szybkie opuszczenie domu. Pięcioletni syn Roba znika nagle w tajemniczych okolicznościach i pomimo wielokrotnego przeszukania posiadłości oraz najbliższej okolicy, rodzina nie potrafi odnaleźć śladu chłopca. Bohaterowie, zmuszeni do spędzania kolejnych nocy w niezbyt lubianym, rodzinnym domu, nawet nie podejrzewają, że to dopiero początek ich kłopotów. Dziwne szepty słyszane w posiadłości w środku nocy, tajemnicze malowidła na witrażowych oknach oraz fakty ujawniające zabójstwo głowy domu, sprawią, że Rob i jego bliscy zmuszeni są zrewidować swój światopogląd na wiele niecodziennych tematów.

Ostrzegam od razu - wbrew temu co napisałem powyżej, Dom stu szeptów nie jest klasyczną historią o duchach. Choć taki stan rzeczy stara się nam sprzedać wydawca w hasłach reklamowych na okładce, Masterton sprytnie wykorzystuje ów pomysł, aby na naszych oczach zbudować coś zgoła odmiennego. Fakt, przez pierwsze kilkadziesiąt stron czyta się tę powieść jako klasyczny horror o zbłąkanych duszach. Po tym czasie autor serwuje nam jeden z wielu intrygujących zwrotów akcji, prowadząc fabułę w zupełnie nieznane rejony. I tu należy powstrzymać się przed ujawnianiem fabuły powieści, bo cała frajda polega na stopniowym odkrywaniu jej kart. Masterton kreuje swe dzieło w prawdziwie kryminalnym stylu, co rusz serwując czytelnikowi nową, sensacyjną informację. Dzięki temu nie sposób oderwać się od lektury, która odwiedza rejony nieczęsto poruszane w literaturze grozy. W ostatniej części Dom stu szeptów staje się z kolei niepokojącą historią o demonach, mocno powiązaną z niechlubną historią Anglii. Najważniejsze jednak jest to, że mimo wszystko nie sposób pogubić się w gąszczu wszystkich obecnych tu wątków - autor doskonale panuje nad swym dziełem.

Masterton potrafi świetnie poprowadzić akcję, na stosunkowo niewielkiej ilości stron zawierając naprawdę dobre tempo wydarzeń. Z pewnością u innego, mniej doświadczonego twórcy ilość zagadnień zawaliłaby się pod własnym ciężarem, grzebiąc cały zamysł, jak i niespodziewającego się nadchodzącej klęski czytelnika. Paradoksalnie, z tego tempa wynika też mój drobny kłopot z Mastertonem, widoczny również w jego poprzednich dziełach. Spore grono pisarzy często używa języka literatury, aby przybliżyć lub przedstawić swe stanowisko (krytykę) wobec jakiegoś problemu. Takich kwestii nasz autor dotyka co najmniej dwa razy, jednak nie raczy rozwinąć ich w żaden istotny sposób. Szkoda, ja sam na moment zamyśliłem się nad ulotnością czasu czy przemijania, jednak dla Mastertona problematyka ta zdaje się być istotna jedynie w kwestii pomysłu na treść książki. Brawa za to, książkę czyta się doskonale, jednak zabrakło tu jakiegoś podsumowania - wniosku, który uczyniłby z lektury coś więcej niż tylko czystą rozrywkę.  

Dom stu szeptów czytelnik odbiera nieomal jak film, rozgrywający się przed oczami jego wyobraźni. Zawiera on również kilka dość drastycznych scen, z których Masterton dał się poznać rzeszy fanów już wiele lat temu. Nie ma ich tu jednak przesadnie wiele - w tej historii autor postawił na zwroty akcji i dynamikę wydarzeń, upodobniając swe nowe dzieło do letniego, kinowego blockbustera. I w sumie dobrze, czasem trzeba przeczytać książkę, która zapewni nam sto procent nieskrępowanej rozrywki. Kryminalny styl opowieści wybrzmiewa jak najbardziej poprawnie - wszelkie odpowiedzi, na jakie liczy odbiorca znajdują swe wyjaśnienie w ostatnich rozdziałach. Najważniejsze jednak, że wyobraźnia pisarza działa wciąż na najwyższych obrotach, nie zwalniając nawet na chwilę. Dzięki temu otrzymujemy książkę, z którą spędzimy naprawdę satysfakcjonujący czas. To ważne z dwóch powodów - w konwencji grozy jest wciąż wiele nowego do opowiedzenia, dzięki czemu nie musimy obawiać się braku pomysłów wśród autorów. To cieszy i zachęca do sięgania po więcej. Do czego bardzo Was wszystkich namawiam! 

Tytuł: Dom stu szeptów 
Autor: Graham Masterton
Przekład: Izabela Matuszewska
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 352
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,90 zł

sobota, 18 września 2021

RECENZJA: Jaga i dom na orlich nogach - Maciej Rożen


Uwielbiam polską fantastykę. Być może dzieje się tak ze względu na rodzime nawiązania, bezpośredniość przekazu (nie zakłóconą nadmierną ingerencją tłumacza), a może poczuciem przynależności do tej samej grupy etnicznej - sam do końca nie wiem. Cieszę się więc jak głupi, gdy sięgam po książkę napisaną przez rodaka, a moja euforia rośnie wprost proporcjonalnie do jakości zaprezentowanej w niej treści. W ostatnich latach miałem okazję przeczytać sporo naprawdę świetnych powieści fantastycznych (większość z nich opisałem na blogu), wciąż jednak czekając na tę, która zapełni lukę dobrej historii dla młodszego odbiorcy. Sukces literatury dziecięco-młodzieżowej zapoczątkowany przez magiczny cykl autorstwa J. K. Rowling wyznaczył szlak, jakim od ponad dwóch dekad podążają współcześni twórcy. Tym większa była więc moja niecierpliwość, aby przeczytać coś w podobnym duchu, jednak osadzonego na naszym rodzimym gruncie. I tak podczas tegorocznych WTK trafiłem na książkę Macieja Rożena Jaga i dom na orlich nogach, będącą pierwszym tomem cyklu Strażnicy Wrót. Intrygująca, przyciągająca uwagę okładka oraz opis na ostatniej stronie obiecywał słowiańską przygodę z magią i młodą bohaterką w centrum uwagi, czyli dokładnie to, na co od dawna ostrzyłem sobie zęby. Po zdobyciu dedykacji autora wróciłem do domu i niezwłocznie przystąpiłem do lektury. A ta zabrała mnie w prawdziwie niezapomnianą podróż. Pewnie chcecie wiedzieć jak się ona zaczęła? 

Jaga to jedenastoletnia czarownica zamieszkująca wraz ze swoimi rodzicami osadę Klekotki. Największym marzeniem dziewczynki jest wybrać się na nadchodzące Targowisko Nocy Letniej, magiczny, pełen gościnnej obecności wszelkich magicznych istot festyn, odbywający się cyklicznie w samym środku Zaklętych Kotlin. Niestety, nieudolne wykonanie ważnego zadania powierzonego jej przez matkę i ojca kończy się szlabanem na wszelkie atrakcje. Będąc typową dla swego wieku, ciekawą świata dziewczynką, Jaga wykorzystuje nadarzającą się okazję, wbrew zakazowi udając się na targowisko. Nie wie jednak, że jej obecność i łatwowierność zostanie wykorzystana przez mającego bardzo złe zamiary maga, który z pomocą bandy zmorów dokona w tym czasie brutalnej napaści na Klekotki. Postawiona przed widmem utraty rodziców dziewczynka, wraz ze swym towarzyszem Cykorem zmuszona będzie szukać pomocy w magicznym, ukrytym przed wzrokiem zwykłych ludzi Krakowie, powierzając swój los legendarnemu czarnoksiężnikowi Twardowskiemu.  

Jaga i dom na orlich nogach to wspaniała opowieść, która zyskuje przychylność odbiorcy za sprawą kilku niezmiernie istotnych elementów. Mamy tu wciągającą fabułę, tytułową bohaterkę (z którą chcemy się utożsamić), fantastyczny świat, oraz świetny zamysł na stopniowe rozszerzanie uniwersum. Autor doskonale połączył ze sobą te części składowe, umiejętnie balansując pomiędzy nimi, tworząc dynamiczną i pełną zaskoczeń historię. Uwagę czytelnika zdobywa już pierwszy rozdział powieści. Oto młoda czarownica ściga po lesie narowistą chatę na kurzych nogach. Pragnie schwytać zbiega, aby sprawić mu od dawna odwlekaną kąpiel. W ten sposób autor wrzuca nas w wir niecodziennych wydarzeń, pokazując, że świat w którym przyszło nam się znaleźć, nie będzie taki jak te, znane z innych historii. No przyznajcie sami, gdzie indziej znajdziemy chaty na kurzych stopkach zachowujące się jak prawdziwe, myślące istoty? A dalej jest jeszcze ciekawiej! Powieść z każdym rozdziałem odsłania nam bogactwo świata pełnego magii, wręcz zaczarowanego fascynującą mitologią starosłowiańską. Jest ona obecna na każdej stronie, czynnie uzupełniając wydarzenia z głównej osi fabularnej.

Trzeba przyznać, ze przygoda opisana w książce Rożena naprawdę przednia. Każdy rozdział przynosi coś nowego, z każdą przewracaną stroną dowiadujemy się o bohaterach i uniwersum czegoś nowego. Chyba najciekawszym elementem uniwersum są często wspominane Smocze Wojny, które pełnią istotną rolę w drugoplanowym rozwoju historii. Autor oddaje w Jadzie i domu na orlich nogach prawdziwy hołd nie tylko wierzeniom prastarych Słowian, ale też legendom miasta Krakowa. Dawna stolica Polski zyskuje w książce zupełnie nowe, baśniowe oblicze, czego koronnym przykładem jest pojawienie się bohatera wielu niezapomnianych legend, czyli Mistrza Jana Twardowskiego. Jest on jedną z wielu świetnie skonstruowanych postaci pobocznych, gęsto zapełniających stronice powieści. Na pierwszym planie nieustannie pozostaje jednak Jaga Kurzastopka, dziewczynka, która za wszelką cenę chce uratować swoich rodziców, odwracając bieg wydarzeń, które częściowo z jej winy przyczyniły się do zniszczenia rodzinnej osady. To jej oczami poznajemy świat książki i wraz z nią uczestniczymy w kolejnych zwrotach akcji, które serwuje nam autor. Jaga jest postacią, która często popełnia błędy, ale nie ustaje w staraniach aby dopiąć swych celów. Dlatego też łatwo jest poczuć do niej nić sympatii, która przekłada się na kolejne przygody przeżywane wraz z bohaterką. 

Aby historia była jeszcze bardziej przyswajalna dla młodego odbiorcy, Rożen postawił w niej na aktywny udział nastoletnich bohaterów. W końcu to wraz z nimi, a nie ze starym Twardowskim czytelnik będzie chciał poznawać całą opowieść. Do Jagi w połowie książki dołącza więc Niespokojna Banda, w której skład wchodzi mroczna wróżka (nocnica) Mab, demon wiatru (kręciek) Michaś i pasterz drzew (borowy) zwany Patrykiem von Orzechem. Na osobną uwagę zasługują też antagoniści przedstawieni w powieści. Choć Krzysztof Strachota, czyli podstępny mag napadający na Klekotki z początku wydaje się być głównym złoczyńcą, szybko traci swą pozycję na rzecz innych, znacznie bardziej zdeterminowanych graczy. Za sprawą tego zabiegu nigdy nie możemy być pewni jak dalej potoczą się losy poszczególnych postaci. Świetnie wypada też dobrze nakreślona przemiana wewnętrzna większości bohaterów, która jest kolejnym czynnikiem dającym książce odpowiednią motorykę.  

Jaga i dom na orlich nogach to książka, która świetnie sprawdzi się jako lektura dla nastolatków, ale z wypiekami na twarzy przeczytają ją również takie stare dziady jak ja. Nie jest to bowiem infantylna opowiastka pełna pożyczonych wzorców, z nadętym morałem czy nudną fabułą, ale powieść, która skrzy się od magii słowa i przygody, której Rożen nadał najwyższą literacką jakość. Wszystko tu mieści się w ramach prawdziwie fascynującej treści, która bezwiednie przenosi odbiorcę do nakreślonego na stronicach książki świata. Zakończenie zdradza większy pomysł na dopięcie całości, obiecuje też nowe, szalone przygody tytułowej bohaterki oraz towarzyszących jej przyjaciół. Urban fantasy to gatunek dość specyficzny, bo łatwo stworzyć w nim wiele powtórek, odbierających przyjemność z lektury. Na szczęście Rożen w pierwszym tomie Strażników Wrót pokazał, że na budowaniu fantastycznego świata, zajmującej historii oraz ciekawych postaci zna się co najmniej dobrze. Dlatego też już teraz wypatruję kontynuacji przygód Jagi, Twardowskiego i Niespokojnej Bandy. Zdaje się, że moje oczekiwanie na świetną, rodzimą serię dla młodzieży zostało wreszcie wynagrodzone!


Tytuł: Jaga i dom na orlich nogach 
Autor: Maciej Rożen
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 352
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 34,99 zł

sobota, 4 września 2021

Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni (2021) - czyli znów to samo, ale zupełnie na nowo


Ileż to razy śledziliśmy historię bohatera, który uciekając przed przeszłością i poszukując swego miejsca na świecie, musi stanąć twarzą w twarz z własnymi demonami...? Chcemy tego, czy nie - tak właśnie przedstawia się z grubsza fabuła Shang-Chi i legendy dziesięciu pierścieni, najnowszego filmu Marvela, wchodzącego w skład czwartej fazy uniwersum MCU. Przyznam, że początkowo miałem spore obawy co do tego filmu. W głównej mierze chodziło mi o stylistykę, w jakiej miała być osadzona produkcja. Generalnie nie cierpię tzw. kina kopanego, a pierwsze zapowiedzi zdradzały taki właśnie charakter opowieści. Jak wyszło? Całkiem nieźle - sama historia, choć dość sztampowa i przewidywalna, odmalowana została w dość nowoczesnych barwach, a walki (o dziwo!) dostarczały naprawdę sporo frajdy. Dzięki temu bawiłem się w kinie całkiem nieźle. Ale to dopiero początek, bo diabeł oczywiście kryje się w szczegółach. 

A tych jest sporo. Wspomniana powtarzalność wzorców fabularnych to zmora większości współczesnych filmów, książek czy komiksów. Metodą ogrania problemu jest najczęściej umiejętność twórców w podejściu do samej tematyki, co w przypadku Shang-Chi i legendy dziesięciu pierścieni poskutkowało prezentacją świata nieobecnego wcześniej w tym uniwersum. Reżyserujący film Destin Daniel Cretton zamaskował scenariuszową recydywę w sposób wcześniej w Marvelu nieznany, dzięki czemu można było dać się nabrać i korzystać z seansu z wielką przyjemnością. Zmiany dotyczą nie tylko wprowadzenia stylistyki kina wschodnich sztuk walk, czy dość lekkiej (lecz nie pozbawionej kilku wzruszających scen) narracji, ale też miejsca, do którego zmierza nasz tytułowy bohater. Kaina z której pochodzi matka bohatera jest całkowitą nowością w MCU. Jej obecność przywodzi na myśl Wakandę z Czarnej Pantery, jednak na dalszym (szczególnie wizualnym) etapie, owo tajemnicze miejsce zjada państwo T'Challi na śniadanie.  



Oprócz fantastycznego świata, który jak wyraźnie widać, ma swoje zasady, mitologię i koloryt, na uwagę zasługują prowadzące film postacie. Shang-Chi to bohater przekonujący, o konkretnym bagażu emocjonalnym. Rozterki targające jego życiem ukazane zostały co najmniej poprawnie. Ciekawym zabiegiem są ukazane liczne retrospekcje, dawkowane rozsądnie - często kreatywnie łącząc się ze scenami z teraźniejszości. Przeciwwagą dla szukającego swej drogi Shang-Chi jest jego nieodłączna kumpela Katy, będąca po części charakterem typowo komicznym, jednak również przechodzącym pewnego rodzaju rozwój. Dziewczyna ma spory wpływ na naszego bohatera, czynem lub słowem motywując go do podjęcia konkretnych działań, ale też wspiera go nieustannie w niebezpieczeństwach i kłopotach. Główny antagonista jest strzałem w dziesiątkę. Xu Wenwu, rządzący organizacją Dziesięć Pierścieni (a także będąc domniemanym Mandarynem), to człowiek pochłonięty żalem po wielkiej stracie, w postępującym szaleństwie i żądzy władzy absolutnej zapominający o najważniejszych ludzkich wartościach. Poprzez tę postać twórcy filmu pokazują, jak raz oddane dobro może wrócić do nas, choćby pod postacią oddania ze strony własnych dzieci.

Ponad przeciętność wybijają się w Shang-Chi i legendzie dziesięciu pierścieni wszelkie sceny walk oraz akcji. Na szczęście nie stanowią one głównej siły napędowej filmu, służąc wyłącznie jako element przedstawienia wydarzeń i wykorzystane są wszędzie tam, gdzie zachodzi niezbędna potrzeba (oczywiście podyktowana zasadami kina rozrywkowego). Dlatego też osoby takie jak ja, nie przepadające za podobną stylistyką, śmiało mogą iść do kina i świetnie się bawić. Nie znajdziemy tu tak charakterystycznego dla kina kopanego przerostu formy nad treścią, a walki i potyczki często wbijają w fotel, rozbudzając pożądane emocje. Film w ciekawy sposób rozwija również całe marvelowe uniwersum, oferując widzom nie tylko nowego bohatera, ale też cały nieznany świat. Scena po napisach zdradza dobitnie, że jest to dopiero początek znacznie większej podróży, na którą już teraz bardzo się cieszę. Pomimo pewnych mankamentów wynikających z samej stylistyki produkcji Marvela oraz przewidywalności głównych wydarzeń, Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni jest filmem zdecydowanie wartym zobaczenia. Szczególnie na wielkim ekranie, gdzie finałowe, pełne kolorytu i napięcia sceny wybrzmią tak, jak zaplanowali dla nas twórcy.



Tytuł: Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni (Shang-Chi and the Legend of the Ten Rings)
Scenariusz: Dave Callaham, Destin Daniel Cretton
Reżyseria: Destin Daniel Cretton
Obsada: Simu Liu, Awkwafina, Tony Chiu-Wai Leung, Meng'er Zhang, Michelle Yeoh, Fala Chen, Florian Munteanu, Andy Le i inni
Wytwórnia: Walt Disney Pictures, Marvel Studios 
Rok produkcji: 2021
Data premiery: 3 września 2021 (Polska), 3 września 2021 (USA)
Czas trwania: 132 min.