poniedziałek, 13 grudnia 2021

Wojna o jutro (2021) to świetna rozrywka na dziś


Czasem bywa tak, że zupełnie od niechcenia wrzucamy sobie jakiś filmik, aby zabić wolną godzinkę lub dwie. Ostatnio zdarzyło się to również mnie, kiedy zdecydowałem się obejrzeć Wojnę o jutro na serwisie Amazon Prime. Film w reżyserii Chrisa McKaya (faceta, który dał nam kilka lat temu genialny Lego Batman: Film) zapowiadał się jako dynamiczne science-fiction o wojnie z kosmitami, na dodatek z Chrisem Prattem w roli głównej. Nie oczekując jednak niczego nad wyraz specjalnego, kliknąłem odtwarzanie i... film pochłonął mnie bez reszty! Jak na bieżące standardy w dzisiejszym kinie rozrywkowym, historia rysuje się dość konwencjonalnie. W niedalekiej przyszłości Ziemię opanuje rasa krwiożerczych istot z kosmosu, rząd USA wysyła więc uzbrojone grupy wybranych rekrutów w przyszłość, aby pomogli niedobitkom ludzkości w walce o uratowanie świata. Już po tak skonstruowanym opisie wiemy, że podobne historie widzieliśmy w ostatniej dekadzie co najmniej kilka razy - choćby w Na skraju jutra (2014). Diabeł tkwi jednak w szczegółach, a pod wieloma względami produkcja Amazona okazuje się być naprawdę udaną rozrywką.

Wojna o jutro ma wiele aspektów, czyniących z niej całkiem sprawnie zrealizowane kino popcornowe. Tylko tyle, i aż tyle, bowiem po filmie McKaya nie powinniśmy oczekiwać niczego przełomowego (czy intrygującego) na miarę Ex Machiny (2014). To kino noszące wszelkie znamiona rozbuchanych produkcji Rolanda Emmericha, jednakże zrealizowane tak, jak Emmerich swoich filmów robić już nie potrafi. Najważniejsze w powyższym obrazie jest tempo wydarzeń, które rozgrywają się przed oczami widza. Twórcy posługują się wieloma skrótami myślowymi, przez co niejeden odbiorca może uznać produkcję za mocno naciąganą, ale nie o to w ogóle w Wojnie o jutro chodzi. To dzieło posługujące się tą samą umownością co tegoroczny hit Godzilla vs. Kong, gdzie naszym głównym celem nie jest nic innego, jak czysta frajda płynąca z małego ekranu. Dostajemy tu zatem wciągającą, dynamiczną historię, okraszoną konkretną porcją zwrotów akcji. I właśnie dlatego, jeśli nadal myślicie, że przedstawiony przeze mnie opis filmu mówi o jego treści wszystko, jesteście w wielkim błędzie.


Oprócz zaskoczeń fabularnych Wojna o jutro zdumiewa naprawdę dobrą jakością efektów specjalnych. Wszystkie sceny z kosmitami rozgrywają się przy jasnym oświetleniu, nie ma więc mowy o ukrywaniu niedoróbek CGI w mroku piwnic czy jaskiń. Sama fizjonomia obcych jest dość intrygująca i muszę przyznać, że to, jak istoty te zostały wymyślone, fascynuje od pierwszej chwili ich pojawienia się na ekranie. Pod pewnymi względami dzieło McKaya czerpie z innych tytułów science-fiction, traktujących o inwazji kosmitów, ale trudno mieć o to do niego pretensję. W końcu na wielkim ekranie pokazano już chyba wszystko, co było do pokazania i nowym autorom pozostaje tylko czerpanie inspiracji z istniejących już, kultowych dzieł. Świetnie w Wojnie o jutro wypadają też wątki bohaterów. Na pierwszym planie mamy Dana Forestera, główną postać filmu, który boryka się z sytuacją rodzinną, w której nie może pogodzić swojego obowiązku wobec żony i dziewięcioletniej córeczki, jednocześnie tocząc wieloletni spór z pozostającym na uboczu familii ojcem. Wszystkie te kwestie budują oczekiwaną przemianę postaci. Płynnie przechodzą przez wszystkie podręcznikowe wytyczne, według których zwyczajowo toczą się wątki psychologiczne w dobrze skonstruowanych produkcjach. Cieszą też wszelkie drobne elementy fabularne, które zasiane w pierwszym akcie obrazu, zyskują istotne znaczenie w jego finale (wymienię tu np. kwestię ucznia interesującego się wulkanami). Dzięki temu czujemy, że wszystko w filmie ma swój własny, wypracowany sens.   

Chris McKay stworzył w Wojnie o jutro rewelacyjną, bardzo angażującą i emocjonującą historię, która trzyma w uwadze i napięciu od początku, aż do ostatnich minut seansu. Nie dając widzowi ani chwili wytchnienia, trafnie operuje tempem opowieści, płynnie zmieniając lokacje, a co ważniejsze - sprawia, że trudno jest oderwać oczy od ekranu. Jeśli tylko wyłączymy uporczywe myśli dotyczące większego sensu przedstawionych wydarzeń (co w sporej mierze dotyczy też realizmu zawartego w wątkach podróży w czasie), z pewnością damy się porwać tej naprawdę świetnej historii. Najistotniejsze jest w tym filmie to, że stawia on na czystą zabawę, korzystając z dawno ustanowionych środków wyrazu, wywiązując się z tego zadania doskonale. Dlatego też warto czasem kliknąć na film, który niczego specjalnego po sobie obiecuje, bo jak widać po moim przypadku, można mile się rozczarować. Mam nadzieję, że zrobicie tak samo i że wpływ mojej opinii nie będzie miał odwrotnego skutku. 
      


Tytuł: Wojna o jutro (The Tomorrow War)
Scenariusz: Zach Dean
Reżyseria: Chris McKay
Obsada: Chris Pratt, Yvonne Strachovski, J. K. Simmons, Sam Richardson, Betty Gilpin, Edwin Hodge, Jasmine Mathews, Mary Lynn Rajskub i inni
Wytwórnia: Skydance Media, Paramount Pictures, Amazon Prime Video 
Rok produkcji: 2021
Data premiery: 2 lipca 2021 (Polska), 2 lipca 2021 (USA)
Czas trwania: 138 min. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz